Wiadomości
Tak wyglądał dom Kuchcińskich po ostatniej ulewie (Fot. Patrycja Kuchcińska)

piątek,

24 maja 2019

17:23

Od 40 lat czekają na kilkadziesiąt metrów rury. Mieszkańcy tego domu w Starogardzie boją się każdego deszczu

Starogardzianka jest od 40 lat zalewana przy każdym większym deszczu. Jej piwnica nie nadaje się do użytku, a ściany pokrywa grzyb. Winny jest brak kanalizacji deszczowej. Koszt jej budowy w tym miejscu to 40 tys zł.

- Od 40 lat prosimy urzędników, żeby coś zrobili z tą sprawą. W ubiegłym roku zalało nas i sąsiadów. I też nie podjęto żadnych realnych działań. Każdy większy deszcz napawa nas strachem - nie kryje emocji Wiesława Kuchcińska, mieszkanka ulicy Sucharskiego.

 
NIE ZNAM NIKOGO INNEGO, KTO CO ROKU KUPUJE KOSIARKĘ"

- W czasie ostatniej ulewy przyjechaliśmy zbyt późno do domu. Cała piwnica była już zalana wodą i błotem. Nie zdążyliśmy wystawić sprzętu. Zniszczone zostały pralki, lodówki i sprzęt ogrodowy. Nie znam nikogo innego, kto każdego roku kupowałby kosiarkę - dodaje Patrycja Kuchcińska, córka właścicielki.

Relacje mieszkańców potwierdzają starogardzcy strażacy. W ubiegły piątek i sobotę ratownicy interweniowali prawie 50 razy. Działania dotyczyły głównie zalanych dróg i piwnic oraz powalonych na drogę drzew.

- Około godziny 16:00 strażacy z OSP w Kręgu przyjechali na ulicę Sucharskiego. Tam przez ponad godzinę wypompowywali wodę z zalanej piwnicy domu jednorodzinnego - informuje kpt. Karina Stankowska, rzecznik prasowy starogardzkiej straży pożarnej.
 
NIE POMAGA OTWIERANIE STUDZIENEK

Pani Kuchcińska mieszka przy sięgaczu (ślepej odnodze drogi - przyp. red.) ul. Sucharskiego. Jej głównym przebiegiem biegnie kanalizacja deszczowa. Jednak nie została ona jeszcze doprowadzona do przyległych rozgałęzień. Dlatego woda zbiera się w najniższych punktach ulic. Żadnych efektów nie przynosi też otwieranie klap studzienek kanalizacyjnych. Zebrany przez nie nadmiar wody cofnie się do piwnic.

- Mieszkańcy zwrócili się do mnie z prośbą o pomoc. Sprawę rozwiązałoby przyłączenie drogi do głównej magistrali burzowej, która jest oddalona o 50 metrów. Od dekad mieszkańcy piszą w tej sprawie wnioski, ale bez rezultatu. Dlatego apeluję o kompleksowe załatwienie tej sprawy - mówi Sebastian Kucharczyk, radny miejski z ramienia PiS.

Jak wyjaśnia rzecznik prasowy urzędu miejskiego Magdalena Dalecka, w tym roku zostanie przygotowana dokumentacja techniczna przyłącza sięgacza do sieci deszczowej. - Najprawdopodobniej podłączenie nastąpi w przyszłym roku. Jednak nie gwarantuje to rozwiązania problemu - mówi.

- Przy bardzo krótkich, ale intensywnych opadach kanalizacja deszczowa po prostu nie jest w stanie przyjąć takiej ilości wody. W efekcie powstają duże, choć chwilowe rozlewiska. Zazwyczaj znikają one wciągu kilkunastu minut - komentuje urzędniczka.

Szacunkowy koszt budowy kanalizacji burzowej w tym miejscu to 40 tys. zł.

Tomasz Gdaniec/mar