Wiadomości
Fot. Pixabay

środa,

11 lipca 2018

08:00

Ofiar handlu ludźmi przybywa. Ekspert: "Ze strachu boją się prosić o pomoc"

Przymusowa praca, niewolnicze żebractwo i wyłudzanie kredytów, to różne formy współczesnego niewolnictwa czyli tzw. handlu ludźmi. Liczba takich przestępstw zwiększa się w wakacje, a coraz więcej osób jest zmuszanych do pracy. Dzieje się tak zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Z danych Krajowego Centrum Interwencyjno-Konsultacyjnego dla polskich i cudzoziemskich ofiar handlu ludźmi wynika, że w 2013 roku praca przymusowa dotyczyła 24 procent osób wykorzystanych. W 2015 roku było to już 50 procent. Ta tendencja jest również widoczna na Pomorzu. 


- Jeśli chodzi o dane Morskiego Oddziału Straży Granicznej, to już w tym roku zidentyfikowaliśmy dziesięć osób, wykorzystanych do pracy przymusowej. Są to mieszkańcy Białorusi i Ukrainy. Zwykle dużym problemem jest to, że cudzoziemcy, którzy przyjeżdżają do nas do pracy, mają podstawowe wykształcenie i nie znają języka. Nieuczciwi pracodawcy to wykorzystują - mówi kapitan Robert Mroczek z Morskiego Oddziału Straży Granicznej i przewodniczący Wojewódzkiego Zespołu do Spraw Przeciwdziałania Handlowi Ludźmi.

OSZUKIWANI NA KAŻDYM KROKU

Pod pozorem załatwienia formalności cudzoziemcom zabiera się dokumenty tożsamości i dokumentację pracowniczą. Pracownicy są wprowadzani w błąd co do warunków pracy i płacy. Nie otrzymują wynagrodzenia, nie mają opłaconych składek, ich dokumenty są niszczone. Ponadto dochodzi do zastraszania cudzoziemców wydaleniem z Polski. Te wszystkie elementy sprawiają, że takie osoby stają się zależne od pracodawcy.

LĘK SPRAWIA, ŻE NIE SZUKAJĄ POMOCY

Cudzoziemcy, którzy przyjeżdżają do Polski, często mieszkają w przeludnionych pokojach. Nie znają warunków, panujących w naszym kraju, dlatego sami nie potrafią zadbać o swoje lokum. W efekcie zbyt dużo płacą za wynajem.

- Nieuczciwi pracodawcy to wykorzystują. Takie sytuacje powodują u ludzi lęk, strach przed wydaleniem lub tym, że dowiedzą się służby. Niewiedza powoduje, że ci ludzie nie szukają pomocy, a właśnie dla takich kryzysowych sytuacji istnieje Centrum Interwencji Kryzysowej. Naprawdę możemy im pomóc - mówi Alicja Nowak z Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku.

- Jeśli wiemy, że jakaś osoba jest wykorzystywana w pracy, a boi się to zgłosić, to my możemy to zrobić. Zawiadomimy policję, straż graniczną lub Państwową Inspekcję Pracy - dodaje kapitan Robert Mroczek.

PODOBNIE JEST Z POLAKAMI

To samo tyczy się każdego Polaka, wyjeżdżającego za granicę - należy sprawdzać przyszłego pracodawcę. Osoby, którym się nie powiedzie, stają się łatwym łupem dla przestępców. Mogą nas łatwo wyłowić z tłumu i zaproponować pomoc i nocleg.

- W normalnych warunkach nie zgodzilibyśmy się na to, ale w takich ekstremalnych sytuacjach nie wiadomo, jak się zachowamy. Znajdujemy się przecież w nieznanym miejscu i trafiamy pod nieznany adres. Jest to pierwszy krok do wykorzystania. Pamiętajmy, że do każdego wyjazdu trzeba się przygotować. Trzeba założyć, co zrobimy, z kim się skontaktujemy, gdzie będziemy szukać pomocy, jeśli coś się stanie. Bywa, że na miejscu nie ma czasu na rozmyślanie. Przecież możemy spóźnić się na samolot lub na autobus. Może się zdarzyć, że rozładujemy telefon i nie będziemy mieli gdzie naładować baterii. W takich sytuacjach kryzysowych stajemy się łatwym łupem. Jesteśmy zmęczeni, głodni, przestraszeni. Tracimy wtedy czujność - mówi Alicja Nowak.

- Osoba, wyjeżdżająca za granicę, może zostać ofiarą przestępstwa. Pamiętajmy, że może się to zdarzyć każdemu. Warto przed wyjazdem ustalić z rodziną krótkie hasło, na przykład "Pozdrów babcię Jadzię" czy "Ucałuj wujka Romka". Często jest tak, że przestępcy pozwalają komunikować się z rodziną, by nie wzbudzać jej podejrzeń. W takich wypadkach, hasło ustalone z bliskimi, będzie takim zabezpieczeniem - dodaje kapitan Mroczek.

SPRAWDZIĆ WSZYSTKICH PRACODAWCÓW

Warto pamiętać, że nawet praca z polecenia znajomego może okazać się oszustwem. Każdy Polak, wyjeżdżając za granicę, powinien sprawdzić przyszłego pracodawcę. Najbezpieczniejsze wydaje się szukanie ofert w WUP. Wszystkie oferty z Wojewódzkiego Urzędu Pracy pochodzą od doradców EURES z europejskich krajów. Są one rejestrowane, a pracodawcy znani.

- Każda umowa powinna być przeczytania przed jej podpisaniem. Musimy rozumieć, co podpisujemy. Umowy w WUP są tłumaczone na język polski. Gdy dochodzi do rozmów z kwalifikacyjnych, warto porozmawiać z pracodawcą i wyjaśnić wszystkie wątpliwości. Pracy można też szukać przez agencje zatrudnienia. Jeśli chodzi o agencje pracy tymczasowej, to agencja jest dla nas pracodawcą i z nią podpisujemy umowę. Problemy mogą pojawiać się w przypadku agencji pośrednictwa pracy. Jeśli chcemy z taką agencją nawiązać współpracę, to musimy z nią podpisać umowę o pośrednictwo pracy - radzi Ewa Staniewicz, doradca Europejski Służb Zatrudnienia EURES z Wojewódzkiego Urzędu Pracy.

TO SAMO Z UMOWĄ O POŚREDNICTWO

W umowie o pośrednictwo pracy muszą być zapisane wszelkie warunki - dokąd jedziemy, ile będziemy zarabiać, ile godzin tygodniowo czy miesięcznie będziemy pracować oraz jakie są warunki zakwaterowania. Te wszystkie informacje są bardzo ważne w kontekście przyszłej pracy. Przed wyjazdem warto również zdobyć kontakt do doradców EURES w pobliżu miejsca, gdzie będziemy przebywać. Pozwoli to także zebrać informacje, w jakich warunkach będziemy pracować i żyć.

W pomorskim urzędzie pracy można dostać także informacje o instytucjach, które pomogą, jeśli ktoś zostanie oszukany przez pracodawcę za granicą.

Informacje związane z pracą za granicą można znaleźć na stronie eures.praca.gov.pl lub eures.europa.eu.

Więcej w materiale naszej reporterki:



Joanna Stankiewicz/mkul