Wiadomości
Fot. Radio Gdańsk/Wojciech Stobba

poniedziałek,

11 czerwca 2018

18:42

"Sprawa jak z Archiwum X". Złodzieje kradną miód pana Andrzeja. Korzystają między innymi z... drona

Używają dronów, by nie złapano ich na gorącym uczynku. Złodzieje miodu pustoszą pasieki pszczelarza spod Dzierzgonia. Jego straty przekroczyły już 100 tys. złotych.

Dla wszystkich pszczelarzy to miał być dobry rok. Ciepła i słoneczna wiosna sprawiła, że pierwsze zbiory miodu były większe niż przed rokiem. – W naszej okolicy nie było jeszcze tak silnych pszczół i takiego miodu na wiosnę. Mieliśmy odkuć się finansowo. Obiecałem nawet rodzinie, że w końcu pojedziemy na wakacje – mówi Andrzej Twardowski, pszczelarz z Lubochowa pod Dzierzgoniem. Wszystkie plany przekreślili złodzieje. Regularne kradzieże miodu i pszczół z pasiek należących do pana Andrzeja zaczęły się jeszcze w maju i trwają do dziś.

"ZNAJĄ SIĘ NA RZECZY"

– Złodzieje znają się na rzeczy i wiedzą, jak kraść miód i pszczoły – mówi pan Andrzej. Jak dodaje, do obserwacji terenu, przestępcy wykorzystują drony. – To jest sprawa jak z "Archiwum X". Bardzo często widzę na niebie migające światełka. To nie jest samolot czy helikopter. Dron wisi nade mną i śledzi każdy mój ruch. Złodzieje widzą, kiedy wychodzę z pasieki. Wiedzą, że nie wrócę do niej przez jakiś czas, więc mogą plądrować pasiekę nie obawiając się, że ktoś złapie ich na gorącym uczynku – opowiada pszczelarz.

W ciągu kilku tygodni z ośmiu pasiek pana Andrzeja zniknęło w sumie ponad 3,5 tony miodu. Skradziono też pszczoły z ponad dwustu uli. – Można je bez trudu sprzedać, zarabiając na każdej pszczelej rodzinie nawet dwieście złotych – mówi pszczelarz spod Dzierzgonia, który szacuje swoje straty na ponad 100 tys. złotych. – Tracę to, na co pracowałem przez blisko dwadzieścia lat – dodaje z żalem.

– Ktoś chce nas osłabić, a przy okazji zarobić na tym – twierdzi pan Andrzej zastanawiając się nad tym, kto może stać za procederem. – Nie chcę podejrzewać innych pszczelarzy. To zawód szanowany od wieków, dlatego nie chciałbym zmieniać zdania o swoich kolegach po fachu – odpowiada zapytany o to, czy za kradzieżami może stać nieuczciwa konkurencja.

"SPRAWDZAMY KAŻDY SYGNAŁ"

25 maja pierwsze kradzieże zostały zgłoszone na policję. Jak zapewnia asp. Karolina Gastoł-Zawicka z Komendy Powiatowej Policji w Sztumie, służby prowadzą szeroko zakrojone działania, które mają doprowadzić do ujęcia sprawców kradzieży. – Sprawdzamy każdy sygnał. Patrolujemy ten rejon i weryfikujemy informacje o podejrzanych samochodach, które mają pojawiać się w okolicach Lubochowa – informuje rzeczniczka sztumskiej policji. Mundurowi nie potwierdzają informacji o tym, by do kradzieży miał być wykorzystywany dron, choć zarejestrowała go kamera lokalnej telewizji.

– Mam wrażenie, że policja nie wierzy w to, co mówię i nie zależy jej na złapaniu złodziei – komentuje pszczelarz, który coraz bardziej wątpi w skuteczność działania mundurowych. Do wyjaśnienia sprawy wynajął prywatną agencję detektywistyczną.

– To nie jest pierwsza trudna sytuacja życiu naszej rodziny. Kilka lat temu mieliśmy pożar domu. Dom udało się odbudować. Teraz ponownie staramy się wyjść z opresji. Jednak kiedy idę do pasieki i widzę, że miód znów zniknął, to chęci do pracy odchodzą. Czuję, że tracę grunt pod nogami – żali się Andrzej Twardowski. Pszczelarz stara się uratować to, co zostało jeszcze w jego pasiekach. Wie, że o planowanych wakacjach z rodziną musi zapomnieć i liczy na to, że uda mu się zarobić na życie.

 

Wojciech Stobba/mar