Wiadomości
Fot. Radio Gdańsk/Wojciech Stobba

czwartek,

17 maja 2018

09:19

Mastiffy rzuciły się na 9-letnią Marysię. Właścicielka psów usłyszała wyrok

Jest wyrok w głośnej sprawie pogryzienia przez psy 9-letniej Marysi spod Tczewa. Właścicielka trzech mastiffów tybetańskich została skazana na rok ograniczenia wolności w formie 30 godzin prac społecznych miesięcznie. Sąd postanowił też o 3-letnim zakazie prowadzenia hodowli psów dla Danuty Sz. oraz o zadośćuczynieniu w wysokości 500 tys. złotych na rzecz poszkodowanej. Wyrok Sądu Rejonowego w Tczewie jest nieprawomocny, obrona zapowiada apelację.
Do dramatycznego zdarzenia doszło w kwietniu 2016 roku w Rokitkach koło Tczewa. Na spokojnym osiedlu pod lasem agresywne psy wydostały się przez furtkę hodowli mastiffów tybetańskich i rzuciły się na przejeżdżającą na rowerze 9-latkę. Dziewczynka straciła palec, miała też rany szarpane na całym ciele. Życie Marysi uratował kask, który miała na głowie oraz jeden z sąsiadów, który rzucił się na pomoc.

ZEZNANIA SĄSIADÓW

Danutę Sz., właścicielkę hodowli, oskarżono o nieumyślne spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu dziecka. Proces w tej sprawie ruszył ponad półtora roku po samym zdarzeniu. Przesłuchano w nim kilkudziesięciu świadków, z których większość z nich stanowili sąsiedzi Marysi. Zeznawali m.in. na temat wcześniejszego zachowania psów. Sąd wysłuchał także lekarzy weterynarii, którzy zajmowali się mastiffami. Istotne było ustalenie, czy już wcześniej zwierzęta były agresywne i czy można było przewidzieć, że działając w grupie rzucą się na dziecko.

NIESPRAWNA FURTKA

Drugą kwestią wyjaśnianą na sali sądowej była odpowiedzialność za niesprawną furtkę, przez którą wydostały się zwierzęta. Usłyszeliśmy, że właścicielka hodowli nie korzystała na co dzień z zamykanej na elektromagnes furtki, która zepsuła się kilka miesięcy wcześniej, a do swojego domu dostawała się przez bramę. - Każde dziecko powinno mieć prawo do tego, by swobodnie przejeżdżać ulicą na rowerze. Nie można oglądać się na to, czy pani Sz. ma zamkniętą furtkę, czy nie - mówił w mowie końcowej mecenas Mariusz Liegmann, oskarżyciel posiłkowy, który zawnioskował o 5-letni zakaz prowadzenia hodowli psów dla Danuty Sz.

"PRZEPRASZAM, STAŁO SIĘ"

Oskarżona Danuta Sz. od początku nie kwestionowała faktu, że doszło do pogryzienia przez jej psy, jednak nie zgadzała się z zarzutem postawionym przez prokuraturę. - Czy Danuta Sz. jest przestępcą i czy powinniśmy ją stygmatyzować? W tej sprawie brakuje twardych dowodów świadczących o celowym zaniedbaniu ze strony mojej klientki - przekonywał mecenas Czesław Pastwa, obrońca oskarżonej. - To był nieszczęśliwy wypadek, za który przepraszam państwa Piankowskich. Zawsze dbałam o bezpieczeństwo, ale stało się - mówiła podczas ostatniej rozprawy Danuta Sz. prosząc sąd o uniewinnienie. Prokuratura żądała kary roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, a także zadośćuczynienia na rzecz pokrzywdzonej w wysokości pół miliona złotych.

REALNE NARAŻENIE NA UTRATĘ ŻYCIA

Ponad dwa lata po dramatycznych wydarzeniach na osiedlu Leśna Polana, w czwartek Sąd Rejonowy w Tczewie wydał wyrok w sprawie. Danuta Sz. została uznana winną nieumyślnego narażenia dziewczynki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Sąd skazał ją na rok ograniczenia wolności w formie 30 godzin prac społecznych miesięcznie. Postanowił też o 3-letnim zakazie prowadzenia hodowli psów oraz zadośćuczynieniu w wysokości 500 tys. złotych na rzecz poszkodowanej. Zasądził także zadośćuczynienie w wysokości 15 tys. złotych na rzecz Jacka Rudko, sąsiada, który ryzykując własnym życiem i zdrowiem ratował dziewczynkę. - To realna kara. Oskarżona będzie mogła wykonywać prace społeczne w szpitalu lub hospicjum, co powinno uzmysłowić jej do czego doprowadziła jej lekkomyślność - mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Rafał Gorgolewski. - Akcentowana w trakcie procesu miłość do psów przysłoniła oskarżonej obiektywizm w ocenie sytuacji. Wystarczyło poświęcić dwie sekundy na zakluczenie furtki, co pozwoliłoby uniknąć tragedii - dodał. Za okoliczność łagodzącą sąd uznał fakt, że oskarżona nie popadła wcześniej w konflikt z prawem. Zaznaczył jednak wysoką szkodliwość społeczną popełnionego czynu. - Marysia była realnie narażona na utratę życia - powiedział sędzia Gorgolewski.

"MARYSIA JEST INNA"

- Sąd bardzo trafnie ocenił sprawę. Zgadzamy się z tym wyrokiem, bo kara pozbawienia wolności w zawieszeniu byłaby bez sensu - skomentował wyrok sądu Grzegorz Piankowski, ojciec poszkodowanej dziewczynki. Operacje plastyczne Marysia będzie mogła przejść dopiero, gdy zakończy się okres jej dorastania. - Nasze życie całkowicie zmieniło się po tym zdarzeniu. Musieliśmy się przeprowadzić. Marysia też jest inna. Straciła palec, przez co musiała zrezygnować ze swojej pasji, którą była gra na klarnecie - dodał.

Wyrok Sądu Rejonowego nie jest prawomocny. Obrona zapowiada apelację. - Będziemy domagać się uniewinnienia. Są dowody, które wspierają argumenty obrony. Ich ocenę zweryfikuje teraz Sąd Okręgowy w Gdańsku - powiedział mecenas Czesław Pastwa, obrońca oskarżonej.

Posłuchaj materiału naszego reportera:

Wojciech Stobba/mich