Wiadomości
Fot. Radio Gdańsk/Wojciech Stobba

czwartek,

10 maja 2018

15:46

Żeby zarabiać przyzwoicie, muszą pracować po 300 godzin miesięcznie. Ratownicy medyczni walczą o podwyżki

Ratownicy medyczni z Malborka i Nowego Dworu Gdańskiego wypowiedzieli swoje umowy. Walczą o wyższe zarobki.

Szpital może zaoferować jedynie symboliczną podwyżkę, czekając na ruch Urzędu Wojewódzkiego, który rozdziela pieniądze na ratownictwo. Wydział Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego informuje, że jest szansa na zwiększenie finansowania od lipca.

PONAD 30 OSÓB ZŁOŻYŁO WYPOWIEDZENIE

– Od siedmiu lat nasze wynagrodzenia się nie zmieniają, dlatego postanowiliśmy walczyć o swoje – mówi Wojciech Wypych, ratownik z Malborka. – Nasza cierpliwość już się skończyła – dodaje jego kolega, Grzegorz Jaworski. Wypowiedzenie złożyło ponad trzydzieści osób. To cała załoga ratowników w Malborku i Nowym Dworze Gdańskim.

"PRACUJEMY PO 300 GODZIN MIESIĘCZNIE"

– Żeby zarabiać przyzwoite pieniądze, pracujemy po 300 godzin miesięcznie. Jesteśmy tym już zmęczeni. A przecież musimy pospłacać kredyty, utrzymać rodziny – mówią ratownicy, którzy otrzymują 20 złotych brutto za godzinę dyżuru. Nie mają umów o pracę. Każdy z nich prowadzi własną działalność gospodarczą i pracuje na podstawie umowy ze szpitalem.

ZŁOTÓWKA PODWYŻKI NIE ROZWIĄŻE PROBLEMU 

Powiatowe Centrum Zdrowia w Malborku, które zarządza jednostkami, zaproponowało porozumienie. Symboliczna podwyżka ma wynieść złotówkę za każdą godzinę pracy. – Wiemy, że to nie rozwiąże problemu, ale na więcej nie możemy sobie pozwolić – mówi Paweł Chodyniak, prezes Powiatowego Centrum Zdrowia w Malborku. – Potrzebne jest większe finansowanie z Urzędu Wojewódzkiego – dodaje.

WYŻSZA PŁACA OD LIPCA?

Malbork i Nowy Dwór Gdański to dziś najgorzej finansowane jednostki ratownictwa medycznego w całym województwie. W porównaniu z powiatami ościennymi, stawka za tak zwaną „dobokaretkę" jest o tysiąc złotych niższa. – To wynika z pewnych zaszłości, decyzji podjętych jeszcze w 2013 roku – informuje Jerzy Karpiński, dyrektor Wydziału Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego. – Analizujemy tę sytuację pod kątem zwiększenia finansowania od lipca tego roku – dodaje.

MUSZĄ BYĆ KORZYSTNIEJSZE WARUNKI, ABY UMOWA ZOSTAŁA PRZEDŁUŻONA

Obecny kontrakt na ratownictwo obowiązuje do końca czerwca. Jeśli Urząd Wojewódzki nie zaproponuje korzystniejszych niż dotąd warunków, Powiatowe Centrum Zdrowia nie przedłuży umowy. – Wojewoda nie przedstawił nam jeszcze warunków finansowania. Dopóki ich nie poznamy, nie będziemy deklarować dalszej współpracy – komentuje Paweł Chodyniak.

Urząd Wojewódzki nie zakłada takiego scenariusza, ale jest przygotowany na wszystko. – Inna stacja pogotowia ratunkowego obejmie ten rejon swoim zakresem działania, jeśli nie przedłużymy umowy z PCZ – mówi Karpiński. – Nie mamy wygórowanych oczekiwań. Chcemy tylko, aby w obu powiatach wróciła normalność – dodaje prezes Powiatowego Centrum Zdrowia. 


PIENIĄDZE Z OSZCZĘDNOŚCI


Dodatkowe pieniądze na ratownictwo mają znaleźć się w Urzędzie Wojewódzkim dzięki oszczędnościom. Część stacji pogotowia ratunkowego zmienia karetki ze specjalistycznych na podstawowe. Te drugie nie wymagają, aby członkiem załogi był lekarz, co obniża koszty. – Oszczędności mają być przekazywane do innych jednostek. Taka jest propozycja wojewody – informuje Jerzy Karpiński.

POTRZEBNE NOWE KARETKI

– Czekamy. Jeśli nic się nie zmieni, będziemy szukać innej pracy – mówią nieco zrezygnowani ratownicy z Malborka. Oprócz lepszych zarobków, liczą też na wymianę taboru. Karetki jeżdżące w powiecie nowodworskim mają przebieg ponad pół miliona kilometrów. – Pracowałem tam ponad pięć lat. Awarie były co chwilę. Któregoś razu podczas jazdy od ambulansu odpadły boczne drzwi – wspomina Wojciech Wypych.

Nowa karetka to koszt w wysokości nawet 600 tys. złotych. – Wiele stacji zgłasza nam potrzeby nowego taboru. Wojewoda zgłasza te oczekiwania do Ministerstwa Zdrowia. Liczymy, że w kolejnym rozdaniu ten rejon otrzyma nowe pojazdy – mówi dyrektor Wydziału Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego.

Decyzja w sprawie zakupu nowych karetek ma zapaść pod koniec tego roku. Nowe ambulanse pojawią się więc na Żuławach najwcześniej w roku 2019.
Wojciech Stobba/pOr