Wiadomości
Fot. Słuchaczka RG

niedziela,

15 kwietnia 2018

14:14

Ta sprawa może skończyć się w sądzie. Pani Wioleta rozwiesiła ulotki, teraz jest wezwana do złożenia wyjaśnień

Mieszkanka Gdańska od grudnia szuka psa. Jeździ po mieście, była w schronisku, ogłaszała się w Internecie i rozwiesza plakaty z informacją w różnych dzielnicach. Jej poszukiwania skończą się najpewniej w sądzie. Wszystko przez zgłoszenie o zbyt długo wiszących plakatach o Arczim w miejscach do tego nieprzeznaczonych. Sęk w tym, że papierowe plakaty to najskuteczniejsza forma poszukiwań.

Arczi, niespełna trzyletni mieszaniec, zaginął na gdańskiej dzielnicy Chełm 29 grudnia 2017 roku. Przestraszył go huk petardy. Zwierzę wypięło się z szelek i uciekło. To bardzo wycofany pies, z trudną przeszłością. Jego właścicielka, Wioleta Komuda, adoptowała go w styczniu ubiegłego roku. Pies nie sprawiał żadnych kłopotów, ale trzeba było pracować na jego zaufanie. Gdy się to udało, zdarzyło się nieszczęście.

NAJSKUTECZNIEJSZA METODA POSZUKIWAŃ

Pani Wioleta zaraz po zaginięciu pupila przystąpiła do jego poszukiwań. Zgłosiła się do schroniska – pies jest zaczipowany i ma obrożę z adresem, zamieściła ogłoszenie w Internecie i założyła profil poszukiwania Arcziego na portalu społecznościowym. Równocześnie przygotowała papierowe plakaty, które następnie zaczęła rozwieszać w całym Gdańsku. Jak przyznaje były ich setki, jak nie więcej. Zresztą, cały czas je rozwiesza. - To najskuteczniejsza metoda poszukiwań. 99,9 procent wszystkich zgłoszeń, jakie do dziś otrzymuję, pochodzi od osób, które widziały plakat z informacją o zaginięciu Arcziego. Miejscach, gdzie chcielibyśmy wieszać ogłoszenia by były widoczne to miejsca zabronione. W takiej sytuacji jesteśmy naprawdę narażeni na to, by ponosić konsekwencje karne – mówi pani Wioleta. Kobieta jest przekonana, że pies żyje. Ostatnio widziany był w Szadółkach przy Zakładzie Utylizacyjnym.

CIOS I ZASKOCZENIE

Sprawa pani Wiolety trafiła niedawno do Straży Miejskiej w Gdańsku. Ta przyjęła zgłoszenie o zbyt długo wiszących plakatach o zaginionym psie – informacja dotyczyła Arcziego. Pani Wioleta została wezwana do złożenia wyjaśnień a sprawa najprawdopodobniej zostanie skierowana do sądu. - To ogromny cios i zaskoczenie. Czuję też niesprawiedliwość. Chciałoby się krzyczeć w tym Gdańsku o pomoc, o jakieś zrozumienie, bo pies jest jak członek rodziny. Jeśli wiemy, że nasz zwierzak jest gdzieś, a my nie możemy go znaleźć – to uczucie jest na pewno znane innym właścicielom. Ma się wrażenie, że czegoś się nie dopilnowało – mówi. Przyznaje, że bez względu na konsekwencje jakie ją czekają nie żałuje rozwieszonych plakatów i przyznaje, że zrobiłaby to ponownie.

NAWET 500 ZŁOTYCH MANDATU

Mandat za umieszczanie ulotek, plakatów, informacji w miejscach do tego nieprzeznaczonych np. na lampach, ogrodzeniach czy wiatach przystankowych może wynieść od 20 do 500 złotych. Niezależnie od tego czego informacje dotyczą. Gdańska Straż Miejska zachęca, by takie plakaty rozwieszać na specjalnych tablicach ogłoszeń czy słupach. W innym przypadku rozwieszający musi pytać o zgodę właściciela terenu czy obiektu, na którym chce ogłoszenie wywiesić.

- Strażnik miejski może podjąć interwencję tylko w takiej sytuacji, jeśli osobiście stwierdzi fakt popełnienia wykroczenia. Tylko w takiej sytuacji można wypisać mandat. Czasem Straż Miejska proszona jest o interwencję w sprawie porozrzucanych plakatów na trawnikach czy skwerach, które np. wiatr zerwał z drzewa czy ogrodzenia. Sprawa może trafić do sądu, kiedy rozwieszający plakaty nie chce przyjąć mandatu, albo osobę łamiącą przepisy widział inny mieszkaniec i ma na to dowód w postaci zdjęcia czy filmu. Wówczas taki materiał jest materiałem pomocniczym w sądzie – mówi Wojciech Siółkowski ze Straży Miejskiej w  Gdańsku.

W ubiegłym roku Straż Miejska w Gdańsku na podstawie Art. 63a. § 1. "Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny" wystawiła 26 mandatów, dała 7 pouczeń i 1 sprawę skierowała do sądu. W tym roku strażnicy wystawili 3 pouczenia, 1 mandat i skierowali 1 wniosek do sądu.

Aleksandra Nietopiel/mich