Wiadomości
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Agencja KFP/Mateusz Ochocki

wtorek,

16 stycznia 2018

07:00

Poprosił pracownika o imię i nazwisko, ostatecznie nie wpuścili go do samolotu. Pasażer gdańskiego lotniska oburzony

"Pracownik nie chciał się wylegitymować. Powiedziałem, że i tak dojdę, jakie jest jego nazwisko. To stwierdzenie zostało potraktowane jako groźba i nie wpuszczono mnie na pokład" - opisuje swoją historię nasz słuchacz.

Tomasz Hoax chciał polecieć do Izraela korzystając z nowej oferty bezpośrednich połączeń z Gdańska. Niestety, nie został wpuszczony na pokład samolotu. Tak zdecydował jeden z pracowników, który zażądał zapłacenia blisko 240 zł za 10-kilogramowy bagaż. Z kolei pasażer powoływał się na maila od Ryanaira, w którym napisano, że za ten bagaż nie trzeba będzie zapłacić.


- Powiedziałem, że nie powinno być opłaty za dodatkowy bagaż. Pokazałem przy okazji informację, jaką otrzymałem od Ryanaira. Wtedy pracownik odpowiedział mi, że "go w ogóle nie interesuje, co tam jest napisane". Nie było z jego strony chęci rozwiązania tej sytuacji. W związku z tym, poprosiłem go o pokazanie mi zmiany w regulaminie, na co również odpowiedział, że nie musi tego robić. Ogólnie był bardzo nieprzyjazny. W związku z jego zachowaniem poprosiłem o jego imię i nazwisko, a on lekceważąco odpowiedział "Jan Kowalski" i dodał, że nie musi się legitymować - relacjonuje nam Tomasz Hoax.

"INTERWENCJA NIE BYŁA WYMAGANA"


Pracownik wezwał na miejsce funkcjonariuszy straży granicznej. Potwierdza to rzecznik Morskiego Oddziału Straży Granicznej. - Nasi funkcjonariusze zostali poproszeni przez pracownika obsługi o interwencję, bo miało tam dojść do konfliktu. Funkcjonariusze pojawili się na miejscu, ale okazało się, że nasza interwencja nie jest potrzebna. Gdyby pasażer zachowywał się agresywnie, wówczas funkcjonariusze podjęliby odpowiednie czynności. Takiej potrzeby jednak nie było - wyjaśnia kapitan Andrzej Juźwiak.

Jak podkreśla Tomasz Hoax, kulminacyjny moment miał miejsce dopiero na sam koniec sporu. - Skoro zapłaciłem za bagaż i załatwiłem wszystko inne, to zapytałem, czy na koniec miłego poranka ten pan może mi się przedstawić. Gdy odmówił, powiedziałem, że i tak się tego dowiem. Miałem na myśli choćby to, że jego imię i nazwisko poznam np. w procesie składania reklamacji. On uznał, że to groźba i z tego powodu nie może wpuścić mnie do samolotu. Nie powiedziałem nic w rodzaju "ja ciebie znajdę!". To nie była żadna przesadzona forma i w ogóle nie spodziewałem się, że może on to odebrać jako groźbę - mówi nasz słuchacz.


LOTNISKO CHCE WYJAŚNIEŃ

Rzecznik Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy w Gdańsku Michał Dargacz zaznacza, że z Tomaszem Hoaxem nie rozmawiał pracownik lotniska, a firmy handlingowej - czyli takiej, która zajmuje się naziemną obsługą pasażerów w imieniu linii lotniczej (w tym wypadku to Ryanair). - Niezależnie od zaistniałej sytuacji, absolutnie wszystkich powinna obowiązywać kultura osobista. Pracownicy Portu Lotniczego Gdańsk, jak i jakichkolwiek podmiotów działających na jego terenie, w strefie zastrzeżonej oraz na terminalu pasażerskim, mają obowiązek posiadania przepustki osobowej umieszczonej w widocznym miejscu. Na tej przepustce znajduje się m.in. imię i nazwisko danej osoby - mówi.

- Jeśli chodzi o kwestię związaną z odbiorem sformułowania pasażera jako groźbę, to z pewnością nie zostało to w ten sposób zinterpretowane przez służby odpowiedzialne na lotnisku za bezpieczeństwo - zgodnie z moją wiedzą ani Straż Graniczna, ani Służba Ochrony Lotniska nie podejmowały żadnych interwencji związanych z kierowaniem gróźb karalnych. Pracownicy Służby Ochrony Lotniska, czy jacykolwiek inni pracownicy Portu Lotniczego Gdańsk nie uniemożliwiali pasażerowi wejścia na pokład samolotu. Zgodnie z moją wiedzą, zrobił to pracownik agenta handlingowego, którego przewoźnik dedykował do obsługi swojego rejsu. Stroną, która powinna rozpatrzyć reklamację pasażera, jest z całą pewnością linia Ryanair. Niemniej, jako zarządzający lotniskiem, również będziemy oczekiwali od agenta handlingowego wyjaśnień związanych z zachowaniem pracownika - dodaje Michał Dargacz.


FIRMA JUŻ SPRAWDZA

Po konsultacji z przedstawicielem lotniska dowiedzieliśmy się, że pracownik najprawdopodobniej należy do firmy Welcome Airport Services. - Wyczerpująca odpowiedź wymaga od nas rzetelnej i pogłębionej analizy zdarzenia, w tym otrzymania wyjaśnień od jego uczestników i świadków. Potwierdzam, że w poniedziałek otrzymaliśmy informację od Pana Tomasza o tym zdarzeniu. Jest nam przykro, że znalazł się w trudnej dla siebie sytuacji. Pragnę Pana zapewnić, że podjęliśmy działania w celu jak najszybszego wyjaśnienia zdarzenia. Na obecną chwilę mogę jedynie potwierdzić, że zgodnie z obowiązującym od dziś nowym regulaminem przewoźnika, z którego usług korzystał Pan Tomasz, opłata została pobrana prawidłowo. Więcej będę mógł powiedzieć po dokładniejszej analizie sytuacji - mówi nam Paweł Zagrajek, kierownik biura zarządu Welcome Airport Services.

 

Całą historię Tomasz Hoax opisał również na Facebooku:

 

 

Wiktor Miliszewski