Wiadomości
Fot. Radio Gdańsk/Paweł Drożdż

poniedziałek,

15 stycznia 2018

13:37

Miał udusić taksówkarza, bo pokłócił się z nim o cenę. Prokuratura chce dożywocia dla 27-latka

Dożywotniego więzienia chce prokuratura dla zabójcy taksówkarza w Słupsku. W poniedziałek w Sądzie Okręgowym w Słupsku odbyły się mowy końcowe. Do zbrodni doszło w listopadzie 2016 roku. 27-letni obecnie Łukasz M. miał udusić Stanisława G., bo pokłócił się z nim o zapłatę za kurs do podsłupskiego Głobina.
Prokurator Krzysztof Młynarczyk mówił przed sądem, że nie widzi okoliczności łagodzących dla oskarżonego. Twierdzi, że Łukasz M. zbrodni dokonał w pełni świadomie i gołymi rękami. Uważa, że jedynie maksymalny wymiar kary, będzie adekwatny do dokonanej zbrodni.

PROKURATOR: DUSIŁ RĘKAMI

- Wszystkie okoliczności, które towarzyszą w tej sprawie, wskazują, że Łukasz M. nie tylko wcześniej pozbawić życia taksówkarza, ale zrobił to w sposób premedytowany, precyzyjnie zaplanowany i nie był to żaden efekt wzburzenia do którego doszło w momencie, gdy obaj znajdowali się w samochodzie - wyjaśniał prokurator.

Krzysztof Młynarczyk opisywał także całe tło do momentu, w którym doszło do zabójstwa taksówkarza. Oskarżony w listopadzie ubiegłego roku wsiadł do taksówki w Słupsku i wiedząc, że nie ma pieniędzy na zapłatę, zamówił kurs do Głobina. Jak tłumaczył prokurator, Łukasz M. co chwilę zmieniał trasy przejazdu i wreszcie doszło do konfrontacji z taksówkarzem o wysokość zapłaty. - Łukasz M. wcale nie paskiem, ale w mojej ocenie, gołymi rękami zaczyna dusić taksówkarza. Doprowadza go najpierw do stanu nieprzytomności, a w momencie, gdy zauważa, że cieknie mu ślina z ust, ostatecznie realizuje swój zamiar zabójstwa - mówił Młynarczyk.

"ZABRAŁ MI KOCHANEGO MĘŻA"

Głos przed ogłoszeniem wyroku zabrała jeszcze żona zamordowanego taksówkarza. W pełni emocjonalnym wystąpieniu, prosiła o maksymalny wymiar kary dla oskarżonego.

- Wstaję rano myślę o mężu, kładę się, myślę o mężu. Jak mógł taki morderca zabrać mu życie, za nic. Mógł go wyrzucić z tego samochodu, mógł mu darować życie. Zabrał mi kochanego męża i dziadka. Wnuczki do mnie przychodzą i mówią: babciu smutno mi jest, bo nie mogę się do dziadka przytulić. Proszę wysokiego sądu, zabrał mi to, co najbardziej kochałam. Mój mąż był bardzo dobrym człowiekiem. Przez 36 lat ja nie usłyszałam od niego złego słowa. Ja jestem w szoku, nie mogę dojść do siebie. Co mi z tego, że on pójdzie siedzieć, jak nie mam męża kochanego - mówiła żona zamordowanego 65-latka.

NIE CHCIAŁ ZABIĆ, TYLKO "USPOKOIĆ"

Oskarżony również zabrał głos. Ponownie przepraszał rodzinę państwa G. i prosił sąd o łaskawość przy ogłaszaniu wyroku.

- Chciałbym przeprosić rodzinę pokrzywdzonego. Bardzo żałuje tego co się stało. Podczas pobytu w areszcie całą tą sytuację, wszystko co się stało, mocno przeżyłem. Przysięgam, nie chciałem zabić tego człowieka, lecz tylko uspokoić. Celem moim nie była kradzież telefonów. Wziąłem telefony, aby kierowca nie zawiadomił policji. Nie wiedziałem, że ten człowiek nie żyje. Zapewniam, że nie planowałem tego przestępstwa - mówił Łukasz M.

200 TYS. ZADOŚĆUCZYNIENIA

Pełnomocnik rodziny zamordowanego taksówkarza chce, aby oskarżony wypłacić za wyrządzoną krzywdę 200 tysięcy złotych zadośćuczynienia.

27-latek został oskarżony o zabójstwo z rozbojem. Łukasz M był wcześniej karany za posiadanie narkotyków i jazdę pod wpływem środków odurzających.  Przyznał się do zabójstwa. W czasie wizji lokalnej wskazał miejsce, gdzie porzucił ciało taksówkarza oraz skradzione 65-latkowi dwa telefony komórkowe. Wyrok zostanie ogłoszony 22.01.

Paweł Drożdż