Wiadomości
Fot. Radio Gdańsk/Joanna Stankiewicz

wtorek,

21 listopada 2017

17:59

Nowa ordynacja wyborcza proponowana przez PiS. Przedstawiciele ruchów miejskich mają konkretne obawy

Realny próg wyborczy wyniesie 20 procent, a do rad dostanie się jedno ugrupowanie - takie mogą być skutki wprowadzenia nowej ordynacji wyborczej. Przedstawiciele gdańskich ruchów miejskich twierdzą, że propozycje Prawa i Sprawiedliwości nie gwarantują rzetelnego przeprowadzenia wyborów do samorządów.
PiS proponuje między innymi wprowadzenie limitu dwukadencyjności dla prezydentów, burmistrzów, wójtów. Kadencje będą liczone od wprowadzenia nowej ordynacji, czyli od 2018 roku. Zniesione zostaną wybory większościowe do rad wszystkich szczebli i zastąpione wyborami proporcjonalnymi.

GDYNIA JAKO PRZYKŁAD

- Z wielu obliczeń wynika, że realny próg wyborczy, przy proponowanych trzymandatowych okręgach, wyniesie ponad 20 procent. Oznacza to, że jedna lub dwie największe partie w dużych miastach mogą wejść do rady. W mniejszych gminach, wbrew przewidywaniom PiS, zaplecze wójta czy burmistrza, będzie miało udział w radach. Bo tam lokalne ugrupowanie będzie miało największe poparcie. Dobrym przykładem będzie tu Gdynia. Gdyby wybory były do okręgów trzymandatowych, to prawdopodobnie mielibyśmy sto procent Samorządności w Radzie Miasta. Tak byłoby w całym kraju, rady przyklepywałyby decyzje prezydenta - mówi Tomasz Larczyński ze stowarzyszenia Lepszy Gdańsk.

TYSIĄCE POSTANOWIEŃ

PiS proponuje także zmiany granic okręgów i obwodów. - To będzie ogromny chaos. Komisarze wyborczy w ciągu dwustu dni będą musieli wydać prawie trzy tysiące postanowień dotyczących zmiany okręgów. To jest kolosalna liczba. W Polsce mamy prawie 2800 samorządów i większość będzie kwalifikowała się do zmiany. To nie są proste postanowienia. Każde z nich będzie wymagało nakreślenia podstaw podziału gminy wzdłuż jednostek pomocniczych, może wzdłuż ulic, obliczenia liczby mieszkańców w okręgu. Będzie trzeba wydawać 15-20 takich rozporządzeń dziennie. Skończy się to ogromnych chaosem, gdzie przede wszystkim trzeba go unikać, czyli na najniższym szczeblu - mówi Tomasz Larczyński.

- Wiele rozwiązań jest pozornych. Na przykład zmniejszenie liczby radnych, którzy mogą założyć klub. Ale tych małych klubów nie będzie, bo okręgi będą trzymandatowe, więc ugrupowania z małym poparciem do rady się nie dostaną. Dziś włodarze mogą rządzić bez absolutorium, z prowizorium budżetowym. Więc jaka rada sparaliżuje im działalność, skoro do rady dostaną się osoby popierające lokalną władzę? - pyta retorycznie przewodnicząca stowarzyszenia Lepszy Gdańsk Jolanta Banach.

- Nie rozumiem też komu ma służyć możliwość indywidualnej kontroli. Czy radny ma kontrolować siebie, czy swojego burmistrza? Jest pomysł, by przewodniczącym komisji rewizyjnej był ktoś z opozycji. Jeśli tej opozycji nie ma, to kto będzie przewodniczył tej komisji? Więc wszystkie te tak zwane wzmocnienia kontrolne, przy tej ordynacji, są iluzoryczne. Domagamy się pozostawienia jednomandatowych okręgów wyborczych w gminach do 20 tysięcy mieszkańców, wprowadzenia rzeczywistej zasady proporcjonalności oraz dużych okręgów, co daje pełną reprezentatywność mieszkańcom - mówi przewodnicząca stowarzyszenia Lepszy Gdańsk Jolanta Banach.   

- Bardzo ważny jest dla nas udział mieszkańców w tych zmianach. W momencie, gdy plan zakłada wprowadzenie komisarzy wyborczych z politycznego nadania, którzy będą dzielić obszar na okręgi, to zaprzeczenie idei obywatelskości - dodaje Joanna Sobańska z Ruchu Sprawiedliwości Społecznej.

POTRZEBA DEBATY

Piotr Bauć z Inicjatywy Polskiej uważa, że takie zmiany wymagają szerokich konsultacji w samorządach. - Wszyscy widzą, że jest potrzeba zmian, ale to powinno zacząć się dziać oddolnie. Może trzeba porozmawiać o tym, czy wydłużyć o rok kadencje włodarzy, czy może ograniczyć też kadencje radnych. Dobrze byłoby zwrócić się do innych państw, które podobne zmiany wprowadziły. Na takie zmiany potrzebne są trzy, cztery lata - mówi Piotr Bauć.   

PiS złożył już w Sejmie projekt zmian w Kodeksie wyborczym. Zmiany mają zwiększyć przejrzystość procesu wyborczego oraz obywatelską kontrolę nad nim. Zdaniem posła Prawa i Sprawiedliwości Łukasza Schreibera, reforma ordynacji ma między innymi zapobiec koncentracji władzy w rękach jednej osoby czy ugrupowania. Ma temu służyć dwukadencyjność prezydentów, burmistrzów, wójtów. Zniesione zostaną wybory większościowe do rad wszystkich szczebli i zastąpione wyborami proporcjonalnymi. Organizacją wyborów samorządowych zajmie się Państwowa Komisja Wyborcza.   

Będą też zmiany organizacyjne w trakcie wyborów do samorządów. Ich transparentność mają gwarantować kamery zainstalowane we wszystkich lokalach wyborczych. W trakcie całego procesu wyborczego, w lokalach wyborczych mają być obecni mężowie zaufania. W lokalu mają pracować dwie komisje wyborcze - jedna w trakcie głosowania, druga przeliczająca głosy. Projekt przewiduje również dołączenie polskich organizacji pozarządowych - obok zagranicznych - w roli obserwatorów. 

OGROM ZMIAN

Zmiany mają także zwiększyć przejrzystość prac wybranych już rad samorządowych. Propozycje zakładają: obowiązek internetowej transmisji obrad rad wszystkich szczebli, rejestrację głosowań radnych, ustawowe umocowanie zapytań i interpelacji kierowanych do samorządowych organów władzy wykonawczej, coroczną debatę o stanie samorządu. Prawa klubów opozycyjnych ma gwarantować prawo do włączenia przynajmniej jednego punktu do programu sesji oraz przyznanie radnym uprawnienia kontrolnego wobec spółek komunalnych, a na poziomie sejmików wojewódzkich - przyznanie przewodnictwa w komisji rewizyjnej przedstawicielowi opozycji.   

Prawo i Sprawiedliwość zapowiada również reformę Państwowej Komisji Wyborczej. Według przedstawionych propozycji spośród 9 nowych członków PKW, Sejm miałby wybrać siedmiu, z czego największe ugrupowanie parlamentarne - trzech. Zmiany miałyby wejść w życie po wyborach do Sejmu w 2019 roku.

Joanna Stankiewicz/pkat