Wiadomości
Zdjęcia z profili Ani i Nataszy fot. instagram.com/panianiani, instagram.com/nataszabiernacka, Kolaż: Radio Gdańsk/Hanna Berenthal

sobota,

02 grudnia 2017

09:00

Dziewczyny z Trójmiasta inspirują na Instagramie. "Przeglądam profil i cieszę się, że to moje życie"

Nie oczekiwały lajków i popularności, chciały tylko na zdjęciach pokazać jak żyją i co je inspiruje. Na profilu Ani Gdańsk ma taki klimat, że śmiało może konkurować z Paryżem czy Amsterdamem. Natasza dużo podróżuje, ale zawsze wraca do ukochanego Sopotu, którego zdjęć nie może zabraknąć na jej stronie. Poznajcie trójmiejskie dziewczyny z Instagrama.
Na profilach moich bohaterek nie zobaczymy najnowszych kosmetyków, zestawów modnych ubrań czy reklam zdrowych przekąsek. To jednak nie przeszkadzało im w zdobyciu popularności, obie w sieci śledzi po kilka tysięcy osób. Pokazują tam swoje codzienne życie: jak wieszają nowy plakat w mieszkaniu, kupują kwiaty, spacerują po plaży. Takiej autentyczności, jak przekonują, oczekują dzisiaj internauci.

Ania (na Instagramie jako @panianiani, ponad 9 tys. obserwujących) słowo "influencerka" w odniesieniu do swojej osoby usłyszała dopiero niedawno. Kojarzy jej się jednak z zaszufladkowaniem, przymusem. - Nie mam zamiaru namawiać ludzi do robienia czegokolwiek. Bycie influencerem to nie cel sam w sobie, tylko raczej efekt uboczny tego co robię. A robię to, co lubię, tak naprawdę nic specjalnego. Umieszczam zdjęcia i filmy na publicznym profilu, dlatego liczę się z tym, że ktoś może zasugerować się czymś co u mnie zobaczy. Dzięki Instagramowi miałam także okazję brać udział w kilku ciekawych projektach, otrzymuję coraz więcej propozycji współpracy. Ale sama nazwa "influencer" jest dla mnie kompletnie nieistotna - mówi.

NIE CHCEMY PRODUKTU, CHCEMY RELACJE

W mediach społecznościowych, tak jak w życiu, bez zaufania nie da się zbudować żadnej znaczącej relacji. Dlatego zdaniem Ani najważniejszy jest autentyzm. - To jest to, co mogę zaoferować innym. Jeśli natomiast ktoś dostrzeże w tym co robię coś interesującego, to jest mi szalenie miło. I właśnie to zaufanie (i idące za nim zasięgi) to karta przetargowa, dzięki ktorej skuteczność kampanii reklamowych z udziałem influencerów jest dzisiaj często większa, niż tych klasycznych. Ludzie już nie chcą kupować produktów. Chcą opowiadania historii, emocji i budowania relacji. Dzięki temu ostatniemu niektórym osobom wydaje się, że dobrze znają osoby obserwowane na Instagramie - tłumaczy.

Pytam więc, czy zdarzyło się, żeby ktoś kiedyś przekroczył jej własną granicę prywatności. - Nie, nic takiego na szczęście mnie nie spotkało. Kilka razy zablokowałam profile mężczyzn, którzy postanowili podzielić się ze mną zbyt wieloma szczegółami swoich fantazji. Niestety zatraca się granica, której najczęściej nie przekroczylibyśmy w realnym świecie - odpowiada. - Nie wstydzę się swojego ciała, bywa dodatkiem do całości obrazka, który aranżuję. Nie można jednak patrzeć na kobietę jak na zbiór interesujących części ciała. Niezależnie od tego co ma na sobie.

- Moja mama się ze mną zgadza - kontynuuje. - Lubi wszystkie moje zdjęcia, co jest dla mnie bardzo ważne. Tacie wolę niektórych nie pokazywać.
 A komentarze pod zdjęciami? Nigdy nie było w nich hejtu, jedynie konstruktywna krytyka - wyjaśnia.

insta panianiInstagram @panianiani. Kolaż: Radio Gdańsk/Hanna Berenthal

10 SEKUND NA IDEALNE ZDJĘCIE

Jej zdjęcia to w 99 proc. selfie, robione aparatem w telefonie przy użyciu samowyzwalacza. - Z boku musi to wyglądać dość zabawnie. Mam 10 sekund na zrobienie zdjęcia. Nie używam filtrów do ich edycji. Owszem, ma dla mnie znaczenie jak na tym zdjęciu wyglądam, ale zdecydowanie wolę wersje saute. Dobre światło i piękne kwiaty zdecydowanie wystarczą, by upiększyć fotografię - zdradza.

Na profilu Ani próżno szukać informacji o tym, czym zajmuje się zawodowo, gdzie studiowała, czy ma chłopaka. Chroni swoją prywatność. Dowiaduję się od niej jedynie, że jest zatrudniona w jednej z trójmiejskich korporacji.

SOLIDARNE W SIECI

Wróćmy więc do jej internetowego alter-ego, o którym opowiada zdecydowanie chętniej. Co zdziwiło ją w sieci, odkąd posiada konto na Instagramie? Dobre, ciepłe słowa od obcych kobiet. Dzięki Instagramowi odkryła, że w internecie istnieje "solidarność dziewczyn". - Piszą do mnie cudowne, dojrzałe kobiety. I nie pytają tylko o to gdzie kupiłam buty czy jakiego szamponu do włosów używam. Dzielą się swoimi emocjami, spostrzeżeniami, radami, dobrym słowem. To niesamowicie budujące. Z niektórymi z nich udało mi się przenieść znajomość do realnego świata. Dzięki profilowi zyskałam też oczywiście kilku dobrych kolegow.

W GDAŃSKU NA WAKACJACH

Ania mieszka z dwoma kotami w zabytkowej kamienicy na Starym Mieście, po ukochane kwiaty jeździ rowerem na halę targową, ubrania kupuje m.in. w pobliskich lumpeksach, kawę pije w lokalnych kawiarniach. Gdańsk w jej obiektywie nie jest miastem przaśnym, konwencjonalnym, gdzie na każdym rogu stoi budka z kręconymi lodami. Dlatego też na Instagamie ludzie często pytają ją co warto u nas zobaczyć, gdzie zjeść. - Często dostaję takie pytania o Gdańsk i bardzo chętnie dzielę się wskazówkami. Dzięki temu powstała nawet lista miejsc, które moim zdaniem warto odwiedzić w Trójmieście. Trzymam ją zawsze pod ręką, bo przydaje się coraz częściej.

- Urodziłam się w Gdańsku i kocham to miasto. Mam wrażenie, że cały czas jestem na wakacjach. Ludzie często pytają mnie, czy na co dzień nie przeszkadzają mi turyści. A skąd! Oni też budują atmosferę tego miejsca. Jak to na wakacjach bywa - są zrelaksowani, mają czas, piją kawę, uśmiechają się do zdjęć. Zdecydowanie wolę to od nowych osiedli ogrodzonych płotem. Uwielbiam podróżować, ale zawsze chętnie wracam do Gdańska. Tu jest mój dom - kończy Ania.

Ucieczki z Trójmiasta na dłużej nie planuje także Natasza (na Instagramie jako @natashabiernacka, prawie 11 tys. obserwujących). Na jej profilu zdjęcia z Paryża, Londynu, Lizbony, ostatnio także z Meksyku. - Jest takie powiedzenie "collect memories not things" ("zbieraj wspomnienia, nie rzeczy"). Moje konto to taka właśnie taka kolekcja. Pokazuję, że można czerpać inspiracje ze wszystkiego i stworzyć miejsce w którym sie je zbiera. Trochę jak moodboard - wyjaśnia w rozmowie. 

CIESZĘ SIĘ, ŻE TO MOJE ŻYCIE

Ale dla inspiracji do zdjęć Natasza nie zawsze potrzebuje europejskich stolic. Wystarczy plaża w Sopocie, gdzie mieszka. - Zachody są tu przepiękne, kocham spacerować nad brzegiem szczególnie zimą. Dla mnie to coś więcej niż tylko atrakcja turystyczna. To staram się pokazać na profilu.

insta nataszaInstagram @nataszabiernacka. Kolaż: Radio Gdańsk/Hanna Berenthal

Mimo że śledzi ją ponad 10 tysięcy osób, słyszę, że nadal konto traktuje jako "bardzo osobiste". Dla 18-latki Instagram jest pamiętnikiem, zbiorem chwil. - To trochę tak jak z albumem rodzinnym albo polaroidami. Można sobie potem na to popatrzeć i się uśmiechnąć. Uwielbiam wstawiać tam zdjęcia, potem przewijać profil i pomyśleć: "Jak ja się cieszę, że to jest moje życie!"

Dominika Raszkiewicz