Wiadomości
Fot. Radio Gdańsk/Sylwester Pięta

wtorek,

14 listopada 2017

14:15

"Miałem złamane ręce. Pielęgniarka powiedziała mi, że mam jechać gdzie indziej". Policja zajmie się sprawą z Pruszcza Gdańskiego

Policja zajmie się sprawą mężczyzny, któremu nie udzielono pomocy w pogotowiu w Pruszczu Gdańskim. Piotra Stępnia odesłano z pogotowia bez pomocy mimo że przyszedł tam z dwiema złamanymi rękami.
Był to efekt wypadku rowerowego, do którego doszło w pobliżu stacji ratunkowej. Pan Piotr zgłosił sprawę na policję. Ta ma sprawdzić zarówno to, czemu mężczyźnie nie udzielono pomocy jak i same okoliczności wypadku.

"POWIEDZIAŁA, ŻE MAM JECHAĆ DO GDAŃSKA ALBO TCZEWA"

- Jechałem ścieżką rowerową w kierunku Pruszcza. Na drodze leżał jakiś kabel, wjechałem w niego i się przewróciłem. Poczułem straszny ból po wylądowaniu na ziemi. Wiedziałem, że niedaleko jest otwarte niedawno pogotowie. Wstałem więc i "doczłapałem" do budynku. Powiedziałem pielęgniarce, że podejrzewam u siebie złamanie ręki, ale ona powiedziała mi, że ich chirurg jest na zwolnieniu lekarskim i w związku z tym muszę sam jechać do Gdańska lub Tczewa - relacjonował naszemu reporterowi okoliczności wypadku pan Piotr.

Pogotowie nie chce zabierać głosu w tej sprawie. Z nieoficjalnych informacji naszego reportera wynika, że pracownicy pogotowia utrzymują, że zaoferowali panu Piotrowi wezwanie karetki, która miała przewieźć go do szpitala. Sprawę wyjaśni policja.

Sylwester Pięta/mar