Wiadomości
Fot. PAP/Bartłomiej Zborowski

środa,

11 października 2017

13:35

Była księgowa Amber Gold: "Nie było faktur za zakup złota. Nie byłam świadoma, że zostałam zatrudniona jako słup"

- W Amber Gold nie znalazłam faktur za zakup złota, ale sądziłam, że ma je Marcin P.; do samego końca nie miałam świadomości, że Amber Gold nie kupuje złota - mówiła była dyrektor departamentu finansowego Amber Gold Danuta Misiewicz przed sejmową komisją śledczą.

- Dzisiaj z perspektywy czasu oczywiście czuję się niefajnie, ale wtedy nie miałam świadomości, że zostałam zatrudniona tylko jako słup, ponieważ bardzo dużo pracowałam, ale tylko w OLT Express Regional - mówiła Danuta Misiewicz przed komisją. - Nie miałam dokumentów i nie zaksięgowałam dokumentów, których nie mam, to wiadomo, że księgi nie były kompletne, nie były rzetelne, dlatego nie chciałam sporządzić sprawozdania finansowego.

Podczas przesłuchania członkowie komisji śledczej pytali świadka m.in. o kwestię złota jakie miało zakupić Amber Gold. Misiewicz mówiła, że w księgach nie mogła znaleźć faktur za to złoto, dlatego zleciła w lipcu 2012 r. pracownicom księgowości, by sprawdziły czy w firmie są takie faktury i - jak dodała - "one nie znalazły faktur".

Pytana przez Jarosława Krajewskiego (PiS), czy kiedykolwiek rozmawiała z P. o tym gdzie jest złoto klientów Amber Gold, powiedziała: - Kiedyś na pewno rozmawiałam, ale nie umiem teraz powiedzieć kiedy dokładnie. Miałam świadomość, że to złoto jest w BGŻ.

Jak dodała, o tym, że Amber Gold nie kupuje złota przekonała się dopiero pod koniec lipca 2012 r., kiedy już wybuchła afera. Pytana, dlaczego nie złożyła wówczas wypowiedzenia, powiedziała: - Składanie go wtedy, chyba mijało się z celem.

"NIE CHCIAŁAM BYŚ POSĄDZONA O UKRYWANIE CZEGOŚ"

Poseł Krajewski zwracał jednak uwagę, że spółka ogłosiła upadłość dopiero 13 sierpnia. - Czyli pani do końca funkcjonowania Amber Gold akceptowała ten stan rzeczy? - dopytywał świadka.

- Nie akceptowałam tego - zapewniła Misiewicz.

- A podejmowała pani jakieś czynności? - nie ustępował Krajewski.

- Żadnych nie podejmowałam, ale to już był koniec lipca - odpowiedziała, odnosząc się do momentu, w którym pojawiły się informacje o nieprawidłowościach w spółce. Powiedziała jednak, że gdy wybuchła afera, wraz z dwiema innymi osobami, które zatrudniła do działu księgowości, stwierdziła, "że nie będziemy dokonywać żadnych księgowań". - Żebyśmy nie zostały posądzone, że coś próbujemy ukryć - powiedziała Danuta Misiewicz.
PAP/mro