Wiadomości
Solidarność chce, aby minister sprawdził sprzedaż Stoczni Gdańskiej Fot. Agencja KFP/Maciej Kosycarz

środa,

05 lipca 2017

19:12

Solidarność chce, żeby minister prześwietlił sprzedaż Stoczni Gdańskiej. "Chodzi o kilkaset milionów złotych oraz nadużycia urzędnika państwowego"

Działacze Solidarności chcą, aby minister sprawiedliwości zajął się sprawą sprzedaży Stoczni Gdańskiej Ukraińcom. Uważają, że urzędnicy państwowi w tamtym czasie nie dopełnili swoich obowiązków. Chodzi głównie o Donalda Tuska. Wniosek w tej sprawie stoczniowcy przesłali już do ministra sprawiedliwości.
Chodzi o ograniczenia, które w 2009 roku Komisja Europejska nałożyła na Stocznię Gdańską. Spowodowało to duże zadłużenie firmy, podzieliło ją na kilka części oraz doprowadziło do zwolnienia blisko tysiąca pracowników. Związkowcy zarzucają Donaldowi Tuskowi fałszowanie informacji publicznych przekazywanych Komisji Europejskiej.

Pierwsze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez ówczesnego premiera działacze Solidarności złożyli 3 czerwca 2009 roku. Zostało ono umorzone po dwóch miesiącach przez prokurator Barbarę Kijanko. Tę samą, która była przesłuchiwana przez sejmową komisję ds. Amber Gold.

"PROKURATORZY CHRONILI TUSKA"

- Prokuratorzy zaangażowani ws. Amber Gold, pani Barbara Kijanko i jej przełożony Witold Niesiołowski, w 2009 roku ochraniali Donalda Tuska przed odpowiedzialnością karną za fałszowanie pomocy publicznej. Sprawa dotyczy kilkuset milionów złotych oraz nadużyć przez urzędnika państwowego. Nie było ani rozprawy sądowej, ani nawet postępowania. Sprawę należy przynajmniej zbadać - mówi w rozmowie z Radiem Gdańsk Karol Guzikiewicz ze stoczniowej Solidarności.

- Nasz wniosek w 2009 roku był prosty. Przesłuchać osoby, które związane były ze Skarbem Państwa i bezpośrednio ze stocznią - mówi Guzikiewicz. Jego zdaniem należałoby przesłuchać ówczesnego szefa Agencji Rozwoju Przemysłu Pawła Brzezickiego (obecnie komisarz w Polskiej Żegludze Morskiej), Wojciecha Jasińskiego prezesa PKN Orlen oraz Andrzeja Jaworskiego, ówczesnego prezesa stoczni. - Ze strony ukraińskiej należałoby przesłuchać, odnośnie dokumentów księgowych, pana Serhija Tarutę, który kupił stocznię.


NIE BYŁO POSTĘPOWANIA SĄDOWEGO

- Gdyby Barbara Kijanko to zrobiła, wiedziałaby, że nie dopełniono obowiązków. Przez jej zaniechanie zamknięto większość stoczni - mówi Karol Guzikiewicz. - Nie pociągnięto do odpowiedzialności Donalda Tuska i Aleksandra Grada (ówczesnego ministra skarbu). Pomocy publicznej Stocznia Gdańska miała 30 milionów, a nie 800 milionów jak twierdził Donald Tusk. Przed Komisją Europejską nie mogliśmy się bronić, bo nie było postępowania sądowego. Na podstawie dokumentów należy sprawdzić, dlaczego nie przesłuchano tych trzech świadków, dzięki którym sprawa byłaby bardziej jasna - mówi związkowiec.

Pomimo kolejnych wniosków, gdańscy prokuratorzy odmawiali wszczęcia postępowania. Zdaniem Guzikiewicza ochraniając Donalda Tuska, działali na szkodę Skarbu Państwa i ukraińskiego inwestora Serhija Taruty, który przejął większość udziałów w Stoczni Gdańskiej. Związkowcy czekają na odpowiedź ze strony Zbigniewa Ziobry.

Rafał Mrowicki/mmt