Wiadomości
Fot. z archiwum rodziny

wtorek,

27 czerwca 2017

14:30

Na wieść o nowotworze zareagował tak, że lekarz aż zdębiał. Pan Eugeniusz potrzebuje pomocy w tej walce

- Nie padnę na ziemię, nie będę płakał, tylko podejmuję walkę - mówi 67-letni Eugeniusz Leszczyński z Gdańska. W połowie zeszłego roku wykryto u niego nowotwór trzustki i wątroby. Pomóc może mu jedynie kosztowna operacja w Niemczech, a w uzbieraniu pieniędzy na jej sfinansowanie może pomóc każdy. Czasu zostało jednak niewiele.

Na początku ubiegłego roku Eugeniusz Leszczyński poczuł niepokojące bóle. Pierwsze badania lekarskie nic nie wykazały. Jednoznaczną diagnozę dało badanie USG - to rak trzustki i wątroby.

Na tę informację Eugeniusz zareagował w sposób, który niejednego lekarza wprawiłby w osłupienie. - Nie ja pierwszy i nie ostatni, trzeba będzie z tym walczyć - powiedział.

- Taka jest pana reakcja? - pytał zdziwiony lekarz.

- A jaka ma być moja reakcja? - odparł chory. - Nie padnę na ziemię, nie będę płakał, tylko podejmuję walkę.

Informując rodzinę o chorobie również zachował stoicki spokój, choć dla jego bliskich był to szok. W swojej walce otrzymuje wsparcie od wielu znajomych. - Moja żona mówi, że nigdy nie spodziewała się, że tyle osób może do mnie dzwonić i dowiadywać się o moje zdrowie. Zobaczyłem, ilu jest wspaniałych ludzi. Uwierzyłem, że "człowiek" to brzmi dumnie. 

"ODCHODZIĆ Z RADOŚCIĄ"

Śmierci się nie boi. Duży wpływ ma na to wiara oraz zaangażowanie w pomoc chorym w parafii św. Stanisława w Gdańsku Wrzeszczu jako nadzwyczajny szafarz Komunii Świętej, którym jest od blisko 20 lat. - Wiele osób, do których chodziłem z Komunią, umierało na choroby nowotworowe. Dużo rozmawialiśmy o śmierci i przemijaniu. Pamiętam panią Wandę, która zmarła w wieku 48 lat. Ona wiedziała, że odchodzi, ale odchodziła z niesamowitą radością. Z tego to może wynika, że nie jestem tym przerażony, jestem bardziej wyczulony na ból. Sama śmierć jest czymś naturalnym.

Pomimo trudnej terapii i cierpienia Eugeniusz Leszczyński nie czuł zwątpienia w Boga czy w sens dalszego leczenia. - Myślę, że my za mało mówimy o śmierci i przemijaniu. To jest temat odkładany na starość. Myślę, że łatwiej jest ludziom się z pogodzić ze śmiercią, gdy jest w nich wiara - mówi. Dodaje, że cierpienie ofiarowuje Bogu w intencji osób, które opuściły Kościół.

POWER DO POMAGANIA

Choć przechodzi leczenie, nie zaprzestaje wielu aktywności. Od ponad 20 lat jest mocno zaangażowany w pomoc osobom uzależnionym i ich rodzinom. Pomaga na różne sposoby, od zwykłych rozmów po organizowanie spotkań świątecznych z prezentami dla dzieci czy pielgrzymek. - Daje mi to ogromnego powera. Może uda się jeszcze przeżyć te kilka miesięcy i działać dalej.

Eugeniusz Leszczyński dostaje dużo wsparcia z którymi od lat współpracuje. Jedną z takich osób jest ksiądz Mirosław Paracki, proboszcz parafii św. Stanisława Kostki w Gdańsku. - Z panem Eugeniuszem znamy się już od 30 lat, pracowałem jeszcze wtedy w katedrze oliwskiej - mówi kapłan. - Zawsze jest zaangażowany w pomoc biednym i ubogim. Zawsze ma otwarte serce. Są osoby, które szczególnie otoczył swoją opieką, to osoby mające problem z uzależnieniem. Zawsze ma dla nich czas.

"JEGO POGODA DUCHA POMAGA INNYM LUDZIOM"

W walce z nowotworem wspierają go również te osoby, którym sam niegdyś pomógł. - Genia znam od 13 lat. Potrzebowałam pomocy, a on działa na rzecz osób uzależnionych - mówi Zofia. - Co roku organizuje pielgrzymki do Matemblewa, podczas których pieniądze ze sprzedaży kawy i ciast przeznacza na dom samotnej matki. Zawsze jest radosny i uśmiechnięty. Gdy dowiedziałam się o jego chorobie był to dla mnie szok, że tak wspaniały człowiek jest tak poważnie chory. Mimo to jego pogoda ducha bardzo pomaga wielu innym ludziom.

- Znam się z Gienkiem od 29 lat, czyli odkąd nie piję - mówi Andrzej. - Nauczył mnie, że najlepsze co można dać drugiemu człowiekowi to własny czas. Bóg mówi w Piśmie Świętym, że żniwa są duże, a robotników mało. Gienek bierze w nich bardzo czynny udział.

Do trzynastej chemii guz się zmniejszył i ilość markerów (znaczniki nowotworowe) spadała. Po piętnastej zaczęły jednak znowu rosnąć. - Na początku miałem 27000 markerów (norma to 0). Po ostatniej, dziewiętnastej chemioterapii markery skoczyły do liczby 98000. Gdy zobaczył to profesor, prowadzący moje leczenie powiedział, że nie spotkał się jeszcze z taką ilością markerów. Powiedziano mi, że chemia mi nic nie da. Pomóc może tylko operacja - mówił w rozmowie z Radiem Gdańsk Eugeniusz Leszczyński.

KLUCZOWE NASTAWIENIE PSYCHICZNE

Zabiegu radioembolizacji polegającego na "odcięciu" guzów od reszty organizmu nie chcieli się podjąć lekarze z kilku szpitali z różnych części Polski. Szansę na pokonanie raka znalazł w Niemczech brat chorego. W klinice w Magdeburgu pracuje lekarz, profesor polskiego pochodzenia, który ma spore osiągnięcia w leczeniu tego typu przypadków. Jest to jednak bardzo kosztowne i wykracza poza możliwości finansowe rodziny Eugeniusza Leszczyńskiego.

Jego syn, Wojciech, rozpoczął zbiórkę pieniędzy na portalu Siepomaga.pl. Przez ponad tydzień od rozpoczęcia zbiórki udało się zebrać już ponad 20 tys. zł, jednak (w momencie publikacji tego tekstu) do sfinansowania zabiegu w Niemczech potrzeba jeszcze ponad 90 tys. zł. - Jestem pełen podziwu dla taty, który zachowuje ogromną pogodę ducha - mówi Wojciech Leszczyński. - Tata nie zastanawia się czemu to jego akurat dotknęło, nie ma pretensji do nikogo, przyjmuje to z pokorą. Pomaga nam fundacja Siepomaga.pl. Tacie jest niezręcznie przyjmować pomoc, więc działałem za jego plecami. Mamy duże nadzieję, że uda się zatrzymać chorobę.

- Chcę powiedzieć tym, którzy też walczą z rakiem jak mój tata oraz ich rodzinom żeby się nie poddawały. Zawsze można coś zrobić. Nawet jeśli statystyki są przeciwko to warto się dowiadywać i szukać rozwiązań. Trzeba znaleźć w sobie motywację i odpowiedzieć na pytanie dlaczego i dla kogo chce się żyć, wykształcić w sobie mentalność zwycięzcy i uwierzyć, że chorobę można pokonać. Nastawienie psychiczne jest kluczowe, mogę to stwierdzić po roku walki mojego taty z tą chorobą - mówi Wojciech Leszczyński.

"CHĘTNIE TU ZOSTANĘ"

Pomagać można wpłacając dowolne sumy pieniędzy wchodząc na STRONĘ ZBIÓRKI. Można też wysyłać SMS-y na numer 72365 o treści S6484 (koszt SMS-a to 2,46zł brutto). Termin operacji wyznaczono na 5 lipca. O przebiegu akcji i leczenia informuje na bieżąco na fanpage'u na Facebooku.


- Poddaję się woli Bożej - mówi Eugeniusz Leszczyński. - Ja tu chętnie zostanę, ale jak Bóg mnie wezwie, to nie będę się sprzeczał. Bóg zaprasza nas do siebie i ja także chcę skorzystać z tego zaproszenia.

Posłuchaj:

Rafał Mrowicki/mmt