Wiadomości
źródło: www.technikanurkowania.pl

środa,

13 stycznia 2016

22:00

Pasażerowie byli w piżamach, prom miał problemy ze statecznością. 23. rocznica katastrofy Jana Heweliusza

To była największa katastrofa w dziejach polskiej floty handlowej. 14 stycznia 1993 roku u wybrzeży niemieckiej wyspy Rugia zatonął prom Jan Heweliusz. Uratowano tylko dziewięciu członków załogi. Zginęło 55 osób: 35 pasażerów i 20 marynarzy.

Jan Heweliusz 1986SZTORM I ZATONIĘCIE

Prom, którym przewożono wagony kolejowe, ciężarówki i pasażerów wypłynął w nocy z 13 na 14 stycznia 1993 r. ze Świnoujścia do szwedzkiego portu Ystad. Po drodze napotkał silny sztorm - o sile 12 stopni w skali Beauforta.

Przechył rozpoczął się ok. godz. 4:10; o godzinie 4:36 przechył wzrósł do 35° i zaczęły odpadać ładunki od pokładów. Załoga wzywała pomocy, ale ostatecznie o godz. 5:12 prom obrócił się do góry dnem.

PASAŻEROWIE W PIŻAMACH, ZAŁOGA W SKAFANDRACH RATUNKOWYCH

Niezwykle silny wiatr i fale mierzące nawet sześć metrów wysokości oraz duży przechył promu uniemożliwiły opuszczenie szalup. Udało się tylko kilka tratw umieścić na falach, ale i tak większość osób przeżyła zatonięcie jednostki. Część z nich zginęła później z zimna, potęgowanego przez silny wiatr i wysokie fale zalewające tratwy.

Na pomoc wyruszyły płynące w pobliżu statki i wezwane śmigłowce ratownicze. Jednak większość pasażerów była tylko w piżamach, a nawet w samej bieliźnie. Nie dano im kombinezonów zapobiegających hipotermii. Skafandry ratunkowe mieli na sobie członkowie załogi.

Załoga jednego ze śmigłowców uczestniczących w akcji ratunkowej meldowała, że na promie musiała nastąpić eksplozja. Część ciał miała ciężkie poparzenia, rany i oderwane kończyny. Ale także pojawiły się opinie, że gdy Heweliusz się wywrócił, podpłynął do niego niemiecki statek Frank Michael. Jednostka przepłynęła przez skupisko rozbitków i niektórych pocięła śruba napędowa wynurzająca się ponad powierzchnię wzburzonego morza.

BŁĘDY RATOWNIKÓW

Część osób zginęła z powodu błędów służb ratowniczych. Załoga niemieckiego statku Arcona nie schodziła do rozbitków, ale jedynie spuszczano im siatkę, po której mieli się wspiąć na pokład. Elektryk Andrzej Korzeniowski nie utrzymał się na zgrabiałych dłoniach, wpadł do wody i utonął.

Natomiast spuszczona ze śmigłowca lina z pasem zaczepiła o jedną z tratw i wywróciła ją do góry dnem. W ostatniej chwili zdążyli wyskoczyć z niej drugi oficer Mariusz Schwebs i kucharz Bogdan Zakrzewski. Steward Janusz Szydłowski, stewardesa Teresa Sienkiewicz i oficer pożarowy Janusz Subicki, ubrani w kombinezony uniemożliwiające zanurzenie się, nie zdołali wypłynąć spod tratwy i zginęli.


WCZEŚNIEJSZE WYPADKI

Przed zatonięciem prom miał około 30 wypadków, mi.in.: przechylał się na pełnym morzu, dwukrotnie przewracał się w porcie, zderzał z kutrami rybackimi i miał awarię silnika.

W 1986 roku wybuchł pożar, po którym armator - Polskie Linie Oceaniczne - wyremontował jednostkę. Niestety, pokład mieszkalny, znajdujący się około 13 metrów na linią wody, wyrównano wylewając beton. Po remoncie nie wykonano badań dotyczących stateczności jednostki. Później stwierdzono, że nielegalna wylewka betonu przeciążyła prom o 115 ton i powiększyła problemy ze statecznością, które miał już od pierwszego rejsu ze względu na wadliwie zbudowaną nadbudówkę oraz wadliwy system balastowy.

heweliusz

Jedna z akcji ratowania promu, źródło: www.bestdivers.pl

W czasie feralnego rejsu prom przewoził 28 TIR-ów załadowanych m.in. papierem, meblami, magazynami erotycznymi, krzewami, plazmą krwi, cebulą, pustymi butelkami szklanymi, naczyniami, stalą, aluminium, szkłem, paletami, konserwami, odzieżą i ziarnem słonecznikowym.

Wrak osiadł na głębokości 27 m, 10 m poniżej minimalnego poziomu lustra wody. Jest często odwiedzany przez nurków. Pod wpływem ciężaru TIR-ów urwała się nadbudówka.

PROCESY SĄDOWE

Sprawę przyczyn katastrofy badały trzy Izby Morskie: szczecińska, gdyńska i odwoławcza. W 1999 roku zapadło orzeczenie, które jednoznacznie nie wskazywało dlaczego prom zatonął. Rodziny marynarzy skierowały skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który stwierdził, że prowadzone w Polsce procesy nie były rzetelne i nakazał wypłatę odszkodowań.

Marzena Bakowska