Wiadomości
(Fot. Wikipedia)

czwartek,

18 listopada 2021

13:00

Prof. Vladimir Palko: w sporze z Komisją Europejską Polska powinna być stanowcza

Kilka dni temu grupa słowackich polityków i intelektualistów opublikowała list otwarty, w którym broni Polski w sporze z Komisją Europejską. Z inicjatorem napisania tego listu, byłym ministrem spraw wewnętrznych Słowacji, prof. Vladimirem Palko rozmawia Jarosław Popek. 

W opublikowanym liście podkreślono, że "w ostatnich tygodniach nasilił się spór między instytucjami Unii Europejskiej a Polską". "Spór trwa kilka lat i dotyczy polskiej reformy sądownictwa, niektórych działań polskich miast i samorządów na rzecz wspierania tradycyjnej rodziny czy decyzji polskiego Trybunału Konstytucyjnego o zwiększeniu zakresu ochrony życia ludzi nienarodzonych poprzez zakaz aborcji eugenicznych" - czytamy. Jak zaznaczono, "instytucje unijne nałożyły na Polskę sankcje finansowe i szykują kolejne". "Robią to wszystko pod hasłami ochrony praworządności i ochrony wartości, na których opiera się UE" - oceniono w liście.

Więcej o liście słowackich osób publicznych piszemy >>> TUTAJ 

- Skąd Pana pomysł na napisanie listu otwartego w obronie Polski w sporze z Komisją Europejską?


- Zaczęło się to, kiedy przeczytałem, że Polska została ukarana przez Europejski sąd i powinna płacić każdego dnia 1 mln euro kary. Powiedziałem sobie, to nie jest ta Unia Europejska, której chcieliśmy zostać członkiem wiele lat temu. Pomyślałem, że powinniśmy coś zrobić i zadzwoniłem do mojego dobrego znajomego polityka z przeszłości, byłego premiera Jána Čarnogurskýego oraz Františka Mikloško, byłego marszałka słowackiego parlamentu. Obaj są popularnymi antykomunistycznymi politykami.

- Tak, w Polsce też ich pamiętamy.

- O tak, są bardzo popularni. Zaczęliśmy rozmawiać i wspólnie zgodziliśmy się, że możemy napisać list solidarności z Polską. Napisałem ten list i w jeden dzień zebraliśmy grupę 18 ludzi, którzy są znani w słowackiej przestrzeni publicznej i opublikowaliśmy list. Mieliśmy przeczucie, że nie zrobiliśmy wszystkiego, ale przynajmniej w małym stopniu mogliśmy solidaryzować się z Polską.

- Jaka była reakcja słowackich elit politycznych na ten list?

- Będąc całkowicie szczerym, mieliśmy całkowicie różne reakcje w mediach i wśród aktywnych polityków, a w społeczeństwie. W zasadzie główne media całkowicie zignorowały tę deklarację.

- Dlaczego?

- Dlaczego? To nie jest pytanie do mnie… List był opublikowany w jednym z internetowych portali, który jest dosyć ważnym medium, ale tylko jednym z wielu. Był także opublikowany w social mediach i reakcja ludzi była naprawdę pozytywna. Nie spotkaliśmy się z głosami sprzeciwu. Pozytywny wydźwięk na Słowacji oznacza to, że w naszym kraju wiele obywateli rozumie, co znaczy ten problem. Oni są po stronie Polski w tym konflikcie z europejskimi instytucjami. Ci ludzie w obecnych czasach nie mają politycznych przedstawicieli w parlamencie i rządzie.


- Jak Pan oceni działania Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego w sporze z Węgrami i Polską?

- Wiele szczegółów jest znanych, zwłaszcza tych, które pojawiają się w mediach. Najważniejszą kwestią jest analiza prawdziwych problemów. Co się kryje za tym całym konfliktem ? Nie myślę, że to jest problem prawno-sądowy. Prawo może być tłumaczone na wiele sposobów. Ten problem jest bardziej ideologiczny i filozoficzny. Zauważyłem ciekawą obserwację już wiele lat temu, gdzieś koło 2005 roku, kiedy pojawił się pierwszy konserwatywny rząd w Polsce. Zaobserwowałem, że Polski rząd był masakrowany przez europejskie zachodnie media. W Parlamencie Europejskim te ataki zostały uznane za normalne. Wrogie zachowania mediów później zostały przejęte przez ludzi pracujących w europejskich instytucjach, przez elity pracujące w Brukseli i Luksemburgu a także przez polityków. Rzeczywistym problemem jest konflikt pomiędzy liberalną filozofią ludzi zarządzających Unią Europejską a wschodnią, właściwie środkowo-wschodnią konserwatywną Europą.

- Mam bardzo podobną opinię na ten temat.

- Cieszę się, że zgadzamy się w tej kwestii. Problem z liberalną filozofią jest taki, że nie jest ona tolerancyjna. Jedną z jej głównych prawd jest to, że nie może ona współistnieć z innymi filozoficznymi kierunkami. To dlatego przez ostatnie trzy lata mamy wiele nieprzyjaznych rezolucji europejskiego parlamentu przeciwko Polsce i Węgrom. Kiedy mówię nieprzyjazny, używam naprawdę najłagodniejszego określenia. Są cztery oskarżenia przeciwko Węgrom i Polsce. Jaki będzie tego rezultat? Prawdopodobnie w przyszłości możemy widzieć bardziej pragmatycznych polityków w Europie zachodniej. Polityków którzy zrozumieją, że ten problem niszczy nie tylko Polskę i Węgry, ale całą Unię Europejską. To może spowodować znaczne zmniejszenie popularności Unii wśród ludzi. Polska powinna pozostać wyważona w swoich wypowiedziach, ale zarazem bardzo stanowcza. Polska powinna pozostać sobą.

- Co pan sądzi o atakach migrantów na polskiej granicy z Białorusią? To także granica Unii Europejskiej.

- Europa powinna być solidarna z Polską. W tym wypadku widzimy, że podejście europejskich elit przez wiele lat było błędne. Oni myślą, że zewnętrzne granice Unii Europejskiej nie muszą być chronione murami. Żyjemy w wielkim imigracyjnym kryzysie, i budowa muru jest potrzebna. Pamiętam, kiedy byłem ministrem 15 lat temu, w moim zakresie obowiązków miałem ochronę setek kilometrów granicy Unii na wschodzie Słowacji. Bardzo mnie zdziwiło, że w Brukseli nie ma wspólnego głosu w temacie ochrony granic, w sprawach takich jak budowa muru. Teraz cała Unia Europejska mierzy się z rzeczywistością. Wszyscy powinniśmy wspierać Polskę w tej kwestii i tak samo powinniśmy wspomóc Węgry sześć lat temu, kiedy to oni mierzyli się z kryzysem migracyjnym. Węgry rozumieją ten problem.



List otwarty został podpisany w czwartek w Bratysławie przez 18 przedstawicieli słowackiego życia publicznego, m.in. b. ministra spraw wewnętrznych i publicystę Vladimira Palko, aktorkę i profesor uniwersytecką Bożidarę Turzonovovą, b. przewodniczącego Słowackiej Rady Narodowej Frantiszka Mikloszko, redaktora naczelnego dziennika "Standard" Jaroslava Daniszkę, byłego premiera Jan Czarnogurskiego, historyka i profesora uniwersyteckiego Martina Homzę

 

 

Jarosław Popek