Wiadomości
(fot. Radio Gdańsk/Grzegorz Armatowski)

wtorek,

21 września 2021

20:41

Wyrok dla zabójczyni 17-letniej Agaty z Wejherowa utrzymany. Sąd Najwyższy oddalił kasacje

Sąd Najwyższy oddalił kasacje obrony i Prokuratora Generalnego w sprawie Wiktorii Ś. za zabójstwo 17-letniej Agaty z Wejherowa. Kobieta została prawomocnie skazana na 11 lat więzienia. Obrona domagała się uniewinnienia, a prokurator zaostrzenia kary. Kasacje zostały oddalone jako "oczywiście bezzasadne".

Obrońca adwokat Tomasz Strzelecki z Gdańska chciał uniewinnienia. Twierdził, że skazana była na miejscu, ale nie przyczyniła się do tego tragicznego zdarzenia.

WYROK WYDANY PRAWIDŁOWO”

- Sąd Najwyższy orzekł, że wyrok sądu drugiej instancji był wydany prawidłowo - mówi sędzia Antoni Bojańczyk. - Sąd Apelacyjny w Gdańsku wywiązał się ze spoczywających na nim obowiązków w postępowaniu odwoławczym: w sposób zwięzły odniósł się do większości zarzutów wyartykułowanych w zwyczajnych środkach odwoławczych złożonych przez obrońców w tym postępowaniu – dodał sędzia sprawozdawca.

OSKARŻYCIEL CHCIAŁ ZAOSTRZENIA KARY

Prokurator Generalny natomiast domagał się zaostrzenia kary do 15 lat pozbawienia wolności, argumentując, że ta orzeczona jest niewspółmiernie łagodna. Według prokuratora Wiktoria Ś. działała z premedytacją, a cel jej działań był ze wszech miar nieakceptowalny - pomoc przyjaciółce w samobójstwie, a w istocie dokonanie jej zabójstwa. Sędzia Antoni Bojańczyk mówił, że sądy pierwszej i drugiej instancji brały pod uwagę prawidłową kwalifikację, czyli zarzut morderstwa, ale uwzględniły też indywidualny wymiar kary.

- Należało uwzględnić kwestię działania skazanej na żądanie pokrzywdzonej. Ta kwestia nie umknęła uwadze sądu pierwszej instancji przy wymiarze kary i w tym zakresie orzeczenie sądu pierwszej instancji zostało trafnie zaaprobowane przez wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku - mówił sędzia Antoni Bojańczyk.

Przypomnijmy, że do zbrodni doszło w lutym 2015 roku, w Parku Brzeźnieńskim w Gdańsku. Agata zginęła od ciosów nożem.


Grzegorz Armatowski/IAR