Wiadomości
O emisję zwrócił się do prezesa TVP szef podkomisji, Antoni Macierewicz (Fot. KFP/Mateusz Ochocki)

piątek,

09 kwietnia 2021

21:37

Wnioski sejmowej podkomisji smoleńskiej przedstawione w formie filmu. Co ustalono?

W TVP1 wyemitowano filmową relację z wyników prac podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza. O emisję zwrócił się do prezesa TVP szef podkomisji. Wcześniej materiał zaprezentowała TV Republika.


- Telewizja Polska, jako nadawca publiczny, w sprawie tak ważnej jak wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej czuje się zobowiązana w pierwszej kolejności publikować materiały autoryzowane przez instytucje państwowe, w drugiej zaś - o charakterze dziennikarskim i publicystycznym - wyjaśnił publiczny nadawca. - Jednocześnie informujemy, że film "Stan zagrożenia" w reżyserii Ewy Stankiewicz widzowie TVP1 będą mogli obejrzeć w niedzielę 18 kwietnia, tj. w 11. rocznicę pogrzebu Pary Prezydenckiej - dodała TVP w komunikacie.

PROŚBA O EMISJĘ

W czwartkowym wydaniu "Wiadomości" TVP zaprezentowały skan listu szefa podkomisji do spraw ponownego zbadania przyczyn i okoliczności wypadku samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem Antoniego Macierewicza, skierowany do prezesa TVP Jacka Kurskiego.

- W imieniu Podkomisji do ponownego zbadania wypadku lotniczego przekazuję filmową relację z wyników badań prac Podkomisji z prośbą o emisję w 11. rocznicę katastrofy smoleńskiej w godzinach wieczornych - napisał Macierewicz w liście do Jacka Kurskiego.

W sobotę przypadała 11. rocznica katastrofy smoleńskiej.

"RAPORT JEST GOTOWY"

Macierewicz informował, że raport podkomisji jest gotowy podczas spotkania online z Klubami Gazety Polskiej w zeszłym tygodniu. - Niecały tydzień temu debatowaliśmy nad procedurami, które muszą być dopełnione, aby raport uzyskał formalny status. Byliśmy dalece optymistyczni w tej sprawie, tekst jest gotowy, uległ pewnemu rozszerzeniu od tego w wersji filmowej - powiedział szef podkomisji.

- Dyskutowaliśmy nad tym, żeby w okolicy 10 kwietnia ten raport można było przegłosować, ale wczoraj usłyszeliśmy o nowych obostrzeniach, które ograniczają spotkania do pięciu osób i nie wiem, czy znajdziemy sposób, byśmy mogli przekroczyć ten limit. Raport jest gotowy, a unowocześniona wersja filmowa czeka na możliwość emisji w Telewizji Polskiej - dodał.

Macierewicz podkreślił wówczas, że raport czeka jeszcze na podpisy członków komisji.

ROZBIEŻNOŚCI WŚRÓD BADACZY

O tym, że raport jest już gotowy, informował również Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla "Gazety Polskiej". Prezes PiS dodał, że wśród osób badających przyczyny katastrofy są rozbieżności - Antoni Macierewicz uważa, że raport jest gotowy, a część osób zgłasza potrzebę wykonania kolejnych analiz i badań.

- Chciałbym, żebyśmy doszli do takiego momentu, w którym wszelkie takie wątpliwości nie będą miały miejsca - zaznaczył prezes PiS.

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154M, wiozącego delegację na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego żona Maria, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski a także m.in. najwyżsi dowódcy wojska. 

CO POKAZANO W FILMIE?

Film wcześniej, bo o godz. 11:40, wyemitowała TV Republika. W ponad godzinnym materiale ukazano symulacje i rekonstrukcje katastrofy. Przywołano też liczne wyniki analiz, badań i opinii ekspertów współpracujących z podkomisją.

- Podkomisja nie ma wątpliwości, że na tragedię złożył się szereg świadomych działań, zarówno w obszarze remontu samolotu Tu-154M, sposób przygotowania oficjalnej delegacji rządowej do Katynia, świadomego fałszywego sprowadzania samolotu do lądowania 1 tys. m przed lotniskiem przez rosyjskich kontrolerów, jak i awarii oraz eksplozji, które ostatecznie zniszczyły tupolewa i doprowadziły do śmierci prezydenta RP oraz całej delegacji rządowej, lecącej na uroczystości upamiętniające 70. rocznicę ludobójstwa w Katyniu w 1940 roku - oświadczono w filmie.

W filmie podkreślono, że przeprowadzone badania dowiodły, iż tezy Federacji Rosyjskiej nie mają naukowego wytłumaczenia. - Rosyjscy kontrolerzy lotu sprowadzali samolot tak, iż Tu-154M groziło uderzenie w teren o 1 km przed lotniskiem. Wykonanie tego zadania powierzono najbardziej doświadczonym dowódcom, nawigatorom i pilotom - wskazano.

- Tu-154 nie został odesłany na zapasowe lotnisko. Rosyjscy nawigatorzy od początku przekazywali pilotom fałszywe informacje co do: kręgów nadlotniskowych, miejsca wejścia na ścieżkę, kolejnych odległości od pasa lotniska, a także warunków pogodowych. Zgodzono się na lądowanie Tu-154, choć pogoda na to nie pozwalała. Nie odesłano ich na zapasowe lotnisko, choć nawigatorzy domagali się togo od własnego dowództwa i głównego centrum, a rosyjskie przepisy lotnicze zobowiązywały ich do zamknięcia lotniska - podkreślono.

W materiale oświadczono, że w rzeczywistości do tragedii doszło co najmniej 100 m przed miejscem, w którym rosła brzoza. - Wskazuje na to precyzyjna analiza przebiegu wydarzeń przeprowadzona przez podkomisję w oparciu o zapisy urządzeń produkcji USA TAWS i FMS, których sfałszowanie nie było możliwe - podkreślono.

W filmie pytano, co doprowadziło do zniszczenia lewego skrzydła, jeśli nie była to "pancerna brzoza Bodina". Wskazano, że po trzech sekundach po podniesieniu klap na odejście na drugi krąg, autopilot kierunku zmienił położenie steru kierunku, wprowadzając samolot w prawy ślizg. - Była to reakcja na wybuch i utratę siły nośnej, z lewej strony i próba powstrzymania przechylania się samolotu w lewo - dowiadujemy się z materiału podkomisji.

W nagraniu wskazano też, że na odciętych miejscach skrzydła widoczne były "charakterystyczne loki powybuchowe, a kształt destrukcji wskazuje na powybuchowy charakter zniszczeń". - Eksplozja rozsadziła lewe skrzydło samolotu tak, że odcięła jego końcówkę, a następnie doszło do zniszczenia slotów i klapy zaskrzydłowej, co ostatecznie uniemożliwiło zrównoważenie utraty siły nośnej i doprowadziło do obrotu samolotu na lewe skrzydło - zaznaczono.

Według podkomisji po wybuchu w skrzydle samolot był już w "beznadziejnej sytuacji, a tragedii dopełniła całkowita awaria zasilania elektrycznego ok. 15,7 m nad ziemią". - Był to skutek drugiej eksplozji, tym razem w centropłacie w pobliżu salonki generalskiej. To ten ładunek zabił pasażerów salonki, rozrzucając ich szczątki na odległość blisko 100 m., wysadził lewe drzwi pasażerskie i tak zniszczył centropłat, że jego lewy dźwigar osmolony od wybuchu przeleciał 80 m na północny-wschód - wskazali autorzy nagrania.

W filmie poruszono też kwestę obecności heksogenu na wraku. - Wszelkie wątpliwości co do technicznej przyczyny tragedii smoleńskiej zostały wyeliminowane po badaniu próbek szczątków lewej burty wykonanym w laboratorium chemicznym jednego z naszych natowskich sojuszników. Odnaleziono na ich wewnętrznej stronie nie tylko ślady osmolenia, ale także wykryto obecność heksogenu - jednego z najsilniejszych materiałów wybuchowych. Heksogen użyty był przez terrorystów libijskich do zniszczenia samolotu USA, wysadzenia metra moskiewskiego oraz zamachów na bloki mieszkalne w rosyjskich miastach przed drugą wojną czeczeńską - zaznaczono.

Według podkomisji, na ustalony przebieg wydarzeń wskazuje również bardzo szczegółowa analiza rozmieszczenia szczątków ciał ofiar katastrofy smoleńskiej. - Ciała pary prezydenckiej zostały rozrzucone na odległość ponad 40 metrów od siebie. Także poprzeczny do kierunku lotu szczątków samolotu rozrzut wielu innych fragmentów ciał ofiar, wskazuje na wybuch jako przyczynę śmierci pasażerów. Przykładowo jeden z pasażerów znalazł się najbardziej na południowy zachód, ale jego rękę znaleziono na terenie leżącym najbardziej na wschód. Jedna z pasażerek została wgnieciona w gródź ogonów samolotu, czyli w kierunku przeciwnym przemieszczeniu się samolotu. Inna pasażerka wyrzucona podmuchem do góry przeleciała nad całym centropłatem i wpadła do zagłębienia między klapą i powierzchnią skrzydła - wskazano w materiale.

W nagraniu podkreślono też, że wybuch w samolocie potwierdza fakt, iż drzwi pasażerskie wbiły się na głębokość około metra w ziemię. - Rekonstrukcja uderzenia w ziemie pierwszych lewych drzwi pasażerskich, których prędkość lotu w ostatniej fazie wielokrotnie przekraczała prędkość upadku samolotu potwierdza, że samolot rozpadł się na skutek wybuchu w powietrzu jeszcze przed uderzeniem w ziemie - zaznaczono.

- Potwierdziły to badania NIAR (Narodowego Instytutu Badań Lotniczych - National Institute for Aviation Research) dowodzące, że aby wbić się w ziemie na głębokość co najmniej jednego metra drzwi te musiały osiągnąć prędkość pionową przynajmniej 120 m/s. Tymczasem samolot spadał wówczas już wolniej niż 12 m/s. Ta dodatkowa energia mogła pochodzić tylko od wybuchu - tłumaczono w materiale.

- Dziś już wiemy, że do tragedii smoleńskiej nie doszłoby, gdyby nie rozbicie Tu-154M na skutek eksplozji, która zniszczyła najpierw lewe skrzydło, a następnie cały samolot i zabiła 88 pasażerów i 8 członków załogi. Taka jest prawda o katastrofie smoleńskiej, największej tragedii jaka spadła na Polskę niepodległą po 1945 roku - tak podsumowano raport podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza.

PAP/ako/mrud