Wiadomości
(Fot. Archiwum Muzeum Stutthof w Sztutowie)

czwartek,

31 grudnia 2020

17:17

Jak wyglądały Wigilie w obozie koncentracyjnym Stutthof? Srogie kary, głodowe porcje, potajemne kolędowanie i opłatek z garści mąki

Obok Żydów i Romów, katolicy byli tą grupą społeczną, która spotykała się ze szczególnym prześladowaniem ze strony III Rzeszy Niemieckiej w czasie II wojny światowej. Ludobójcy nie zapominali o tym i w święta. Za chęć uczestnictwa w wigilijnej pasterce wymyślano tortury, a próby świętowania były okrutnie tłamszone. Iskra nadziei u wygłodzonych więźniów nie gasła i w ten szczególny czas dzielili się potajemnie przygotowanym opłatkiem i drobnymi upominkami. 


 W obozie koncentracyjnym Stutthof Boże Narodzenie obchodzono sześć razy – od 1939 do 1944 roku.

Pierwsze święta – w 1939 roku - były dla więźniów szczególnie trudne. Nie wiedzieli oni, ani jak długo pozostaną w obozie, ani jak długo potrwa wojna. Mimo tego starali się, choć z trudem, zachować bożonarodzeniową tradycję. Ustawiali w barakach małe choinki, składali życzenia, obdarowywali się własnoręcznie wykonanymi drobnymi, symbolicznymi prezentami. O świątecznym posiłku mogli tylko marzyć. Na Wigilię był chleb, rzepa i czarna kawa. Tak było i przez większość następnych lat.

 

stutthof-2

  

(Fot. Archiwum Muzeum Stutthof w Sztutowie)


Z posługą i pociechą spieszyli księża. Inicjowali modlitwę, śpiew kolęd, dzielenie się wykonanym z wody i garści mąki opłatkiem. Ze względu na prześladowania wszystko działo się zazwyczaj w głębokim ukryciu. Za świadectwo wiary wielu kapłanów i świeckich katolików zapłaciło najwyższą cenę. Oprawcy wykazywali się przy tym iście diabelską pomysłowością.

CIERPIENIE ZA WIARĘ


- W 1942 roku w Wigilię zakomunikowano, że więźniowie, którzy chcą wysłuchać pasterki, mają wyjść na dziedziniec o godzinie ósmej. Wyszli z baraku wszyscy katolicy. Od ósmej wieczorem do ósmej rano trzymano ich na mrozie. Tak skończyła się "msza święta"… – wspominał po latach jeden z więźniów Stutthofu.

Ci, którzy przetrzymali tę morderczą "pasterkę", po powrocie do baraków cicho nucili obozową kolędę ułożoną przez anonimowego więźnia:

"Kiedy Chrystus się narodzi, kiedy przyjdzie na świat,
torturowanym przyniesie nadzieję.
Żyjemy w niej, że będziemy wolni".

Ta nadzieja żyła w więźniach przez lata. Aż do grudnia 1944 roku, gdy nawet najbardziej zatwardziali hitlerowcy zdali sobie sprawę, że Niemcy wojnę przegrali.

PRAWIE LUDZKIE ŚWIĘTA


Wigilia w 1944 roku była najbardziej zbliżona do tej normalnej - świętowanej poza kratami. Więźniowie mogli otrzymać paczki żywnościowe i pieniądze, choć wcześniej dopuszczano w ograniczonym wymiarze tylko te zawierające ubrania.
Świętowano w całym obozie, a szpital odwiedził nawet chór z księdzem Sylwestrem Nieznanym, który przebywał w obozie od 1940 roku. Bronisław Gawroński, organizator chóru, wspomina, że ​​jeden z esesmanów usłyszał ich kolędy i otworzył drzwi do pobliskiego szpitala kobiecego.

stutthof-4

(Fot. Archiwum Muzeum Stutthof w Sztutowie)


Stanisław Wingor, inny więzień Stutthofu, opowiada z kolei o radykalnej zmianie stosunku SS do więźniów. - Nie tylko przymykali oczy na drobne naruszenia, ale także od czasu do czasu pomagali. Niemal w każdym baraku była choinka - wspomina.

WŁASNORĘCZNIE WYKONANE OZDOBY I KARTKI


Przystrajający drzewko więźniowie wykazywali się ogromna pomysłowością, ozdabiając je własnoręcznie wykonanymi ozdobami. Inwencję twórczą wykazywali także przy wykonywaniu kart świątecznych. Można się o tym przekonać, oglądając zbiory Muzeum Stutthof w Sztutowie.

stutthof-3

 

(Fot. Archiwum Muzeum Stutthof w Sztutowie)


Obóz koncentracyjny Stutthof był najdłużej działającą fabryką śmierci w hitlerowskich Niemczech. Istniał aż do 9 maja 1945 roku, gdy jego bramę przekroczyły wojska sowieckie. Żołnierze zastali 150 więźniów i 20 tysięcy osób ewakuowanych z Pomorza i Prus Wschodnich.


Witold Chrzanowski/mw