Wiadomości
Usuwanie drzew potrwa maksymalnie do końca maja przyszłego roku (Fot. Radio Gdańsk)

poniedziałek,

30 listopada 2020

16:00

Ponad 600 drzew zostanie wyciętych wzdłuż linii SKM. "Wiele z nich jest w bardzo złym stanie"

Szykuje się akcja wycinki drzew rosnących wzdłuż torów Szybkiej Kolei Miejskiej. Między Gdańskiem a Gdynią pod topór trafi ich w sumie ponad 600.
W przetargu na usunięcie drzew, w którym jedynym kryterium jest cena, zgłosiły się cztery firmy. Spółka wykonawcę chce wyłonić w najbliższych dniach, aby część wycinki przeprowadzić jeszcze w tym roku. Do końca grudnia w planie jest usunięcie 280 drzew od granicy z Rumią do przystanku SKM na Wzgórzu Świętego Maksymiliana oraz między Zaspą i Przymorzem w Gdańsku. 

W przyszłym roku pod topór pójdą 364 drzewa od przystanku SKM w Redłowie do granicy z Sopotem, między Wrzeszczem a przystankiem SKM Gdańsk Politechnika oraz w Gdańsku od granicy z Sopotem do Przymorza.

JEST ZGODA OD WŁADZ

- Na wycinkę każdego z tych drzew uzyskaliśmy już zgody od prezydentów wszystkich miast, na terenie których prowadzona będzie akcja – mówi Tomasz Złotoś, rzecznik SKM Trójmiasto. – Miasta zresztą już wcześniej w wielu miejscach zleciły usunięcie drzew na terenach przylegających do naszej linii. Przykładem może być aleja wzdłuż torów między Wzgórzem Świętego Maksymiliana a przystankiem Gdynia Główna. Niemal wszystkie z drzew, które zostaną wycięte, to samosiejki. Wiele z nich jest w bardzo złym stanie fitosanitarnym i może być zagrożeniem dla ruchu kolejowego – dodaje.

WYCIĘĆ MIAŁO BYĆ WIĘCEJ

Wcześniej spółka zamierzała usunąć aż 1100 drzew, jednak prawie połowę z nich "uratowała" ubiegłoroczna nowelizacja rozporządzenia Ministra Infrastruktury z 2008 roku ws. wymagań w zakresie odległości i warunków dopuszczających usytuowanie drzew i krzewów w sąsiedztwie linii kolejowych. W dokumencie zmieniono dopuszczalną odległość drzew i krzewów od linii kolejowych, co ograniczyło planowaną wycinkę.

Usuwanie drzew potrwa maksymalnie do końca maja przyszłego roku. Spółka zapłaci za prace ponad pół miliona złotych.
 
Marcin Lange/pb