Wiadomości
Za tymi drzwiami mieszkania przy ulicy Grunwaldzkiej doszło do tragedii (Fot. Radio Gdańsk/Grzegorz Armatowski)

środa,

29 lipca 2020

17:14

Podejrzany o zabójstwo dwóch kobiet w Nowym Stawie przyznał się do winy. Mężczyźnie grozi dożywocie

Cztery zarzuty usłyszał podejrzany o zabójstwo dwóch kobiet w Nowym Stawie koło Malborka. 44- i 50-latka zginęły od ciosów nożem. Sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu mężczyzny na trzy miesiące.

Jak poinformowała Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, mężczyzna przesłuchany w charakterze podejrzanego przyznał się do wszystkich zarzucanych mu przestępstw, przy czym odmówił udzielenia wyjaśnień oraz odpowiedzi na pytania prokuratora.

- Ze wstępnej opinii po sekcji zwłok kobiet wynika, że siostra doznała jednej rany kłutej klatki piersiowej, a konkubina siedem ran kłutych. Prokurator podjął decyzję o skierowaniu do sądu wniosku o tymczasowe aresztowanie podejrzanego. Decyzja w tej sprawie zapadnie w czwartek przed południem – tłumaczy prokurator Grażyna Wawryniuk.

AWANTURA PRZED ZBRODNIĄ

Oprócz tego mężczyzna będzie odpowiadał za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta i strażnika miejskiego oraz znieważenie ich. Patrol był w jego mieszkaniu w niedzielę, bo 51-latek wszczął awanturę. Podczas interwencji szarpał się z funkcjonariuszami i został zatrzymany. Kilka godzin po wyjściu z policyjnej celi dokonał zbrodni.

5,5 PROMILA

Po zabójstwie 51-latek poszedł do pobliskiego sklepu. Kupił 0,7 litra wódki i wypił ją na miejscu. Ekspedientce powiedział, że zabił dwie kobiety, a ciała zostawił w mieszkaniu przy ulicy Grunwaldzkiej.

Pracownica sklepu wezwała policję, która zatrzymała 51-latka. Badanie alkotestem wykazało u niego ponad 5,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Ze względu na stan upojenia alkoholowego, zagrażającego jego życiu, został przewieziony do szpitala. Czynności były możliwe dopiero po całkowitym wytrzeźwieniu mężczyzny.

RESZTA ŻYCIA W WIĘZIENIU

Za zabójstwo mężczyźnie grozi dożywocie. 51-latek był wcześniej karany między innymi  za przestępstwa narkotykowe, a na wolność wyszedł w listopadzie ubiegłego roku.

 

Grzegorz Armatowski/pb