Wiadomości
Po wykonaniu testu okazało się, że kobieta ma wrócić do domu na własną rękę. Taksówką. (Fot. canva.com)

środa,

25 marca 2020

15:25

Kobieta musiała zapłacić 600 złotych za powrót z gdańskiego szpitala do Ustki. "To nieporozumienie"

Pacjentka z Ustki z podejrzeniem koronawirusa została odesłana po badaniu w szpitalu w Gdańsku taksówką do Ustki. Kobieta zapłaciła za kurs 600 złotych, choć na test przywieziono ją karetką. Rzeczniczka Szpitali Pomorskich tłumaczy, że doszło do niedopatrzenia.


 

Pani Sylwia z Ustki wróciła 14 marca z Niemiec. Źle się czuła. Zgłosiła to telefonicznie do sanepidu i do szpitala w Słupsku. Specjalna karetka, w związku z podejrzeniem koronawirusa, zawiozła pacjentkę do szpitala zakaźnego w Gdańsku. Po wykonaniu testu okazało się, że kobieta ma wrócić do domu na własną rękę. Taksówką.


- Karetka zabrała mnie z domu w Ustce około 22.20. Do szpitala w Gdańsku trafiłam przed pierwszą w nocy i wykonano mi test na koronawirusa. Zapłaciłam 170 złotych, bo nie jestem ubezpieczona w Polsce. Nie tłumaczono mi, dlaczego karetka na mnie nie poczekała. Pielęgniarka powiedziała mi, że transport sanitarny do domu będzie mnie drogo kosztował i lepiej, jakbym wzięła taksówkę. Wezwała ją około trzeciej w nocy. Zapłaciłam w sumie około 600 złotych - opowiada kobieta.

"DOSZŁO DO NIEPOROZUMIENIA"

Rzecznik Szpitali Pomorskich Małgorzata Pisarewicz przyznaje, że doszło do nieporozumienia. Karetka nie poczekała na pacjentkę, żeby ją odwieźć do domu.

- Trudno mi się odnieść bezpośrednio do tej sytuacji, jeśli chodzi o poniesione koszty związane z transportem. Kiedy dopiero rozpoczynała się nasza batalia z koronawirusem, zdarzały się pewne niedociągnięcia także, w kwestiach organizacyjnych - przyznała rzeczniczka. - 17 marca otrzymaliśmy pismo z NFZ o zasadach uruchomienia transportu sanitarnego w związku z przeciwdziałaniem koronawirusowi. W tej chwili karetki, które przywożą pacjentów, są zobowiązane do tego, żeby nie zostawiać ich na izbie przyjęć i nie odjeżdżać. Czekają na decyzję lekarza: czy mają odwieźć pacjenta do domu, czy też pacjent zostaje na oddziale - dodała Małgorzata Pisarewicz.

CO DALEJ?

Na szczęście okazało się po tygodniu, że test na koronawirusa pani Sylwii z Ustki był negatywny. Kobieta nie zdecydowała jeszcze, czy będzie się domagać zwrotu pieniędzy za powrót z badań taksówką. Małgorzata Pisarewicz podkreśliła, że pacjentka otrzyma zwrot 170 złotych za poradę lekarską, bo test na koronawirusa jest refundowany.
 
Przemysław Woś/ako