Wiadomości
Klatka z filmu Jakuba Świderskiego. Prezydent podchodzi do dziennikarza z wyciągniętą ręką, prosząc go o oddanie mikrofonu (fot. archiwa prywatne)

czwartek,

05 grudnia 2019

13:33

Skandaliczne i agresywne zachowanie prezydenta Sopotu. Ubliżył i chciał odebrać mikrofon dziennikarzowi [FILM]

O wsparcie do Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił mieszkaniec Sopotu i autor programu TVP Gdańsk "W imieniu Sopocian" Jakub Świderski. Stało się to po agresywnej reakcji prezydenta Sopotu, który odmówił udzielenia odpowiedzi dziennikarzowi, a w toku wypowiedzi powiązał go ze śmiercią Pawła Adamowicza i chciał odebrać mu mikrofon. Działo się to w trakcie spotkania z udziałem mieszkańców Gdańska i Sopotu w Ergo Arenie.
Spotkanie miało zapoznać mieszkańców z propozycjami władz Gdańska i Sopotu odnośnie do tworzonych planów zagospodarowania terenów wokół Ergo Areny, czyli hali widowiskowo-sportowej na granicy dwóch miast. W spotkaniu uczestniczyli także dziennikarze, wśród nich Jakub Świderski. Nagrywał przy tym telefonem komórkowym, jak mówi, dla celów archiwizacji, przemówienia występujących osób.


Gdy pozwolono mieszkańcom zadawać pytania, zabrał głos, dopytując się o tereny zielone, na których może powstać zabudowa mieszkaniowa. Prezydent nie tylko nie udzielił odpowiedzi, ale publicznie go zbeształ i podszedł, by odebrać mu mikrofon, co widać na dołączonym do artykułu filmie.

BULWERSUJĄCA WYMIANA ZDAŃ

- Jest pan kolegą redaktora Sitka, skazanego... (...) Ja się do telewizji Kurskiego nie będę wypowiadał, jak pan wyłączy kamerę, do mieszkańców się wypowiem. Pan kłamie na co dzień w telewizji, oszukuje pan mieszkańców (...) - mówił prezydent Karnowski.

- Wie pan, że to kwalifikuje się do pozwu? Nie odpowie pan na pytanie, boi się pan? - dopytywał Świderski.

- Bardzo państwa przepraszam za moją reakcję, ale dzięki telewizji publicznej i kłamstwom oraz napadom na Pawła Adamowicza stało się to, co się stało w Gdańsku. To we mnie ciągle siedzi… - dodał Karnowski.

- Znaczy, zabiłem Pawła Adamowicza, to pan sugeruje? To już jest bełkot - odpowiedział Świderski.

Komentując sprawę dziennikarz, który mieszka niedaleko Ergo Areny, wskazał, że "dzięki zajściu prezydent uniknął pytań o sprzedaż działek, które są jednymi z najcenniejszych w kraju".


ŚWIDERSKIEGO NIE STAĆ NA POZEW?

Obecny na sali reporter Radia Gdańsk poprosił Świderskiego o przekazanie materiału wideo. Początkowo dziennikarz nie chciał tego zrobić, tłumacząc, że "nie chce wdawać się w kolejny proces, który w konsekwencji obciąży finansowo i emocjonalne jego rodzinę, w tym troje dzieci".

Sytuacja zaskoczyła zebranych, z których część nalegała, by udzielono głosu Świderskiemu. Na sali obecni byli w trakcie zajścia m.in. zastępca prezydenta Gdańska Piotr Grzelak, prezes Ergo Areny Magdalena Sekuła i Edyta Damszel-Turek, a także wiceprezydent Sopotu Marcin Skwierawski, radni i urzędnicy siedzący na trybunach wśród mieszkańców.

SOPOCKA AFERA MONIDŁOWA

Były czasy, kiedy Jakub Świderski i Jacek Karnowski grali do jednej bramki. W 2002 roku Świderski wybrany został radnym.

- Zostałem wybrany radnym z ramienia Samorządności, to było coś, co wytworzyło się z AWS. Okazało się, że już w 2003 roku było mi trudno współpracować z panem Karnowskim. Może dlatego, że zobaczyłem, jak to działa. Miałem 24 lata. Politykę mogłem wtedy poznać od środka. To, co zobaczyłem, bardzo odbiegało od tego, co młody politolog myślał o polityce - mówi Jakub Świderski. - Najbardziej zawiodłem się na stosunku polityków do ogółu ludzi. To rodzaj myślenia "społeczeństwo jest po to, żeby mnie wybrać, a żeby to się stało, trzeba je zmanipulować". To, czy walczy się o dobro ludzi, czy nie, to sprawa trzeciorzędna, element, który może być przydatny bądź nie do wygrania wyborów.

Poważne problemy Świderskiego zaczęły się, gdy zaczął przeprowadzać polityczne happeningi. W 2012 roku, po trwającym 6 lat procesie, sąd skazał go na 3 tys. zł grzywny za sporządzenie karykatury prezydenta przyjmującego kopertę.

- Karykatura miała postać monidła. To była taka dykta z otworem, w który każdy mógł włożyć głowę, by stać się postacią. Wkładając głowę w dziurę w dykcie, stawało się osobą, która wręczała kopertę postaci, którą pan prezydent uznał za podobną do niego. Były też komiksowe dymki. Postać, w którą można było się wcielić pytała "Panie prezydencie, ale czy to jest legalne?", a postać, która zdaniem prezydenta go przypominała, odpowiadała "Tak, oczywiście, robię tak od 16 lat" - przypomina sopocianin.

- To kosztowało mnie 7 lat procesu, kilka tysięcy złotych grzywny, miałem również wyrok pół roku ograniczenia wolności, też za gazetę "obserwator sopocki". Pytanie, czy to miało coś wspólnego z tym, że sędziowie, którzy mnie skazywali, to ci sędziowie, których wyznaczał sędzia Milewski, słynny "sędzia na telefon", którzy jednocześnie uniewinniali prezydenta z różnych zarzutów? Część osób mówi, że mogło mieć to coś wspólnego z tym, że złożyłem doniesienie do prokuratury w związku z podejrzeniem niegospodarności prezydenta Karnowskiego w związku z Centrum Haffnera (więcej o sprawie >>> TUTAJ), ale tego już nie wiem, to taki zbieg okoliczności.

PRECEDENS! GOOGLE MIAŁO UJAWNIĆ SKRZYNKĘ E-EMAIL

W sprawie "monidłowej afery sopockiej" przesłuchiwano znajomego Świderskiego z podstawówki, drukarzy z Pomorza, a nawet wystosowano do firmy Google wniosek o ujawnienie skrzynki e-mail oskarżonego, co było precedensem i wywołało falę komentarzy w całej Polsce.

Obecnie sopocianin ma za sobą 5 kolejnych rozpraw. Władze Sopotu wytoczyły proces przedstawicielom TVP Gdańsk. Miasto zarzuca dyrektorce TVP Gdańsk Joannie Strzemiecznej-Rozen oraz Świderskiemu, który tworzy program "W imieniu Sopocian", naruszenie dóbr osobistych gminy, do czego miało dojść na skutek opublikowania materiałów poświęconych sopockim inwestycjom. Świderski uważa, że prezydent chce go "kneblować", bo jest on jednym z nielicznych dziennikarzy, którzy poruszają tematy "prywatyzacji dworca kolejowego i wyprowadzania gminnych terenów do prywatnych spółek".

KOMENTARZ PREZYDENTA SOPOTU

- Powiem tak, każdy obywatel ma prawo zadać pytanie, ale w momencie, kiedy siada redaktor TVP Gdańsk z nieobrandowaną kamerką i zadaje pytanie, to ja nie wiem, czy on chce to wykorzystywać w programie, a ja do telewizji publicznej nie będę się wypowiadał, bo ta telewizja kłamie, mówi wiele złych rzeczy. Uznałem, że nie będę się dla niej wypowiadał, bo ona przekręca moje wypowiedzi. Chciałbym, żeby mieszkańcy mieli uczciwy przekaz, wobec tego, jeżeli pan Jakub Świderski będzie zadawał pytania, jako mieszkaniec, w każdej chwili mu odpowiem, jeśli jako telewizja Jacka Kurskiego, to nie będę mu odpowiadał - tak sprawę skomentował Jacek Karnowski.

KOMENTARZE SOPOCKIEJ OPOZYCJI

W sprawie zajścia wypowiedzieli się radni Sopotu oraz miejscy aktywiści. Ich wypowiedzi cytujemy poniżej.

"Był to pokaz wybitnej arogancji, buty pana prezydenta. Na pytanie, które zadał mieszkaniec, nie padła jakakolwiek odpowiedź. Usłyszał natomiast inwektywy i insynuacje mające go wiązać z tragedią, do której doszło w Gdańsku. Pan Świderski jest bardzo aktywnym sopocianinem, zależy mu na mieście i mieszkańcach, czego dał dowody wieloletnią pracą. Jakakolwiek insynuacja współudziału w zabójstwie pana prezydenta Adamowicza to gigantyczna niesprawiedliwość. Pan prezydent niejednokrotnie mówił o mowie nienawiści, o tym, że powinniśmy w Sopocie znaleźć nowy język debaty publicznej. Takim stosunkiem do mieszkańca Sopotu dał wyraz temu, że idzie kompletnie w drugą stronę. Poziom, który zaprezentował jest absolutnie niedopuszczalny wobec stanowiska, które piastuje" - Paweł Petkowski sopocki radny PiS.

"Cesarze i władcy od wieków stosują metodę divide et impera, czyli dziel i rządź. Prezydent Jacek Karnowski bardzo skutecznie dzieli mieszkańców, przypina łatki, etykietuje i w ten sposób łatwiej mu się rządzi. Mówię to jako historyk. Jako menadżer mogę powiedzieć, że jest to absolutny błąd, ponieważ dziś sukces odnoszą ci liderzy, którzy potrafią ludzi łączyć, a nie dzielić, którzy potrafią budować zespoły, a takim zespołem przecież jesteśmy my, mieszkańcy i władza, którą wybraliśmy.

(...) Prezydent wychowany jest w czasach analogowych, kiedy nie było internetu i pewne rzeczy można było zamieść pod dywan. Nie wypracował umiejętności odpowiadania na trudne pytania, które może zadać każdy, w dowolnej chwili, bo takie jest jego prawo. Paradoksalnie prawo konstytucyjne, a przecież prezydent tak bardzo dba o konstytucję i demokrację" - Wojciech Wężyk stowarzyszenie Sopot OdNowa.

"Myślę, że unoszenie się prezydenta i opowiadanie o osobistych emocjach jest nie na miejscu. Powinien zachować dla siebie pewne przemyślenia i nie obrażać w ten sposób osoby, która jest mieszkańcem Sopotu, ma prawo być na spotkaniu i która chciała zadać pytanie odnośnie tematu, którego dotyczyło to spotkanie. Pan Karnowski nieco nadużył swoich praw jako prezydent miasta" - Grażyna Czajkowska, radna Sopotu ugrupowania Kocham Sopot.

Pojawiły się pogłoski, o propozycjach złożenia pozwu i zebrania pieniędzy na obrońcę dla Jakuba Świderskiego.

Piotr Puchalski
Napisz do autora: p.puchalski@radiogdansk.pl