Wiadomości
Zdjęcie ilustracyjne fot. Radio Gdańsk/Sebastian Kwiatkowski

czwartek,

31 października 2019

14:56

Mevo nie pomoże reanimacja, bo "to trup"? Nadchodzi czas rozliczeń dla władz OMGGS

To nie miało prawa się udać - mówią przedstawiciele ruchów miejskich z Trójmiasta, komentując upadek systemu roweru miejskiego Mevo. Chcą rozliczenia osób i instytucji, odpowiedzialnych za zaistniałą sytuację. Ich zdaniem władze Obszaru Metropolitalnego Gdańsk-Gdynia-Sopot (OMGGS) powinny wziąć odpowiedzialność za porażkę, a nie tylko zrzucać winę na operatora, firmę NB Tricity - spółkę zależną od Nextbike Polska.

W Sopocie odbyła konferencja prasowa z udziałem przedstawicieli ruchów miejskich oraz posła Marka Rutki. Przypomnieli oni, że 7 maja zorganizowali spotkanie w tym samym miejscu, przed stacją Mevo w pobliżu sopockiego magistratu. Wtedy mówili, że system jest skazany na upadek, ale, co podkreślają, nikt z osób odpowiedzialnych za jego powstawanie nie chciał ich wysłuchać. Teraz są zdania, że obietnice szybkiego restartu Mevo, które składa zarząd OMGGS, mogą być niemożliwe do spełnienia.


"TO SIĘ NIE MOGŁO UDAĆ"

Zdaniem społeczników, koszt utrzymania floty rowerów był zbyt wysoki w stosunku do cen ich wypożyczenia. Mówią przy tym, że złe było już samo założenie przetargu, który zawierał konkretną maksymalną wysokość abonamentu, przy 100-proc. obecności w systemie rowerów elektrycznych.

- W maju pozwoliłem sobie postawić dość odważną wtedy tezę o potrzebie wypowiedzenia umowy operatorowi. Jest październik, ta decyzja zapadła. Dobrze, że zapadła, źle, że tak późno, już po wydaniu 10 milionów złotych z publicznych pieniędzy i po kolejnych milionach niezapłaconych podwykonawcom. To uderzyło w trójmiejskie firmy, które patrzyły na ten projekt z nadzieją, które do końca wierzyły, że sytuacja się ustabilizuje. W tle były pieniądze europejskie, w tle była certyfikacja wydana przez władze metropolii. Dzisiaj te firmy zostały z niezapłaconymi fakturami i z realnym problemem. My jesteśmy w punkcie, w którym władze metropolii mówią, że dzięki temu sezonowi odrobiły ważną lekcję. Ta lekcja kosztowała nas 10 milionów - mówi Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski, kandydat na prezydenta Gdyni w ostatnich wyborach.

WYSTARCZY ZNALEŹĆ OPERATORA?

- Narracja władz jest taka: "Nic się nie stało, te rowery zaraz wyjadą na ulice, tylko musimy znaleźć innego operatora". Tak nie jest. Rowerów miało być 4 tys. Miasto ma z tych 4 tysięcy około 1300. Wiemy, że większa część tych rowerów ma niesprawne najbardziej kosztowne elementy, czyli baterie, napęd elektryczny oraz koła. Sama bateria kosztuje ok. 3 tys. zł, silnik elektryczny to drugie tyle, koła to też jest spory koszt. Można założyć, że koszt naprawy tych rowerów przekracza koszty kupna roweru klasycznego i zbliża się do kosztów nowego roweru elektrycznego. Tak na prawdę mamy zatem gołe ramy. One niestety są narażone na pękanie z uwagi na zastosowany zły stop metalu. Może to świadczyć o tym, że z całego projektu Mevo ostały się nam stojaki oraz 200-500 sprawnych rowerów - mówi Tomasz Larczyński (Stowarzyszenie Lepszy Gdańsk).

Dodaje, że należy się zastanowić nad strukturą systemu, nad tym, czy rowery mają konkurować, tak, jak było to w przypadku Mevo, z komunikacją miejską, czy stanowić jej uzupełnienie, pozwalające na dojazd do komunikacji szynowej (głównie kolei SKM). Radzi też, by nie tworzyć ponownie systemu w pełni elektrycznego.

"STRACONO WIĘCEJ NIŻ TYLKO PIENIĄDZE"

Marek Rutka (poseł na Sejm RP Wiosny Roberta Biedronia) uważa, że stracono kapitał społeczny w postaci zaangażowania samych użytkowników. Mimo opóźnień i krytyki w mediach, dotyczących działania systemu, liczba zarejestrowanych użytkowników przekroczyła 170 tysięcy, a liczba wypożyczeń - 2,2 mln.

- Wydajemy duże pieniądze na to, żeby przekonać ludzi, żeby przesiedli się ze swoich samochodów na rowery, żeby odciążyli komunikację miejską i po paru miesiącach mówimy im, że nawyki, które wykształcili, muszą odstawić na ten pusty stojak rowerowy. To jest bardzo złe, to jest zmarnowanie energii ludzi. Mam nadzieję, że następnym razem, jak będą podejmowane tego typu decyzje, to faktycznie głos mieszkańców i tych, którzy znają się na problemie, zostanie wzięty pod uwagę - mówi Marek Rutka.  

NADCHODZI CZAS ROZLICZEŃ

- Widzieliśmy, jak prezydenci miast, jak zarząd OMGGS jechał na rowerach Mevo, żeby zaprezentować, jaki to jest świetny system. Nikt natomiast nie powiedział, jak wyglądał przetarg i jakie były kulisy tego, że została w tym przetargu wybrana firma, która nie spełniła elementarnych zasad, jeśli chodzi o realizację projektu. Chcemy, żeby zostało to wyjaśnione, żeby prezydent Karnowski z Sopotu, prezydent Dulkiewicz z Gdańska, powiedzieli, czym się kierowali, w jaki sposób doszło do tego, że taka katastrofa zaistniała i że w tej chwili mieszkańcy są pozbawieni roweru miejskiego. Energia mieszkańców jest stracona. Domagamy się wyjaśnień i udziału ruchów miejskich w organizacji kolejnego systemu - mówi Małgorzata Tarasiewicz (Stowarzyszenie Mieszkańcy dla Sopotu).

- Powiedziano, że straty wynoszą 10 milionów złotych. Straty realne są znacznie większe, ponieważ samorządom należy się jeszcze 8 mln zł z tytułu kar oraz kilka milionów złotych (nie wiemy, ile dokładnie) z tytułu poniesionych kosztów ludzkich na obsługę tego systemu. Te sumaryczne zobowiązania to jest ok. 20 mln zł. Wszystko, co może NB Tricity dać samorządom, to 4 mln zł gwarancji bankowych, ponieważ poza tym spółka po prostu nie istnieje, nie ma kapitału zakładowego, nie ma trwałego majątku. Realnie licząc, po odliczeniu gwarancji bankowych, mamy ok. 16-18 mln złotych "w plecy", jeżeli chodzi o zobowiązania i utracone przychody samorządów. Jeżeli to nie jest kwota, która powinna skłonić do wyciągnięcia konsekwencji personalnych, to nie wiem, jaka kwota tą kwotą powinna być - mówi Tomasz Larczyński.

Działacz zadaje też pytanie, czy zarząd OMGGS, który operuje milionami złotych, powinien składać się z prezydentów miast, urzędników pełniących na co dzień inne obowiązki, czy może powinno zostać powołane inne ciało, w którym "przez 8 godzin dziennie będą pracowali ludzie faktycznie nadzorujący to, na co wydawane są nasze pieniądze".


Posłuchaj materiału Piotra Puchalskiego:


Piotr Puchalski
Napisz do autora: p.puchalski@radiogdansk.pl