Wiadomości
Instytut Myśli Demokratycznej to fundacja, której współzałożycielem był Robert Biedroń (Fot. Radio Gdańsk/Jacek Klejment)

czwartek,

10 października 2019

10:51

"Jak zrobię przelew, to nie będzie problemów". Intratne stanowiska w Słupsku rozdawali za wpłatę na fundację związaną z Robertem Biedroniem?

 "Płać, po co ci problemy". Tak pieniądze na fundację związaną z Robertem Biedroniem miała zbierać jego była asystentka i sekretarka zatrudniona w ratuszu w Słupsku. Nasz reporter dotarł do osób, które dokonywały wpłat.

Żądanie wpłacania gotówki Barbara Wiśniewska miała kierować do osób, które otrzymały w Słupsku stanowiska w samorządzie, spółkach miejskich i radach nadzorczych za kadencji Roberta Biedronia. Jedna z osób, która wpłaciła kilka tysięcy złotych na rzecz Instytutu Myśli Demokratycznej, zdecydowała się o tym opowiedzieć naszemu reporterowi.

Współpracownica Roberta Biedronia - Barbara Wiśniewska - wszystkiemu zaprzecza. Tymczasem Instytut Myśli Demokratycznej, który przez lata "klepał biedę", w 2017 roku miał na koncie aż 170 tysięcy złotych.

"DOSTAŁEM TELEFON Z PROŚBĄ O SPOTKANIE"

Bartosz Fieducik to doktor prawa i adwokat, który od lat wspierał Roberta Biedronia.

- Współpracowaliśmy z Biedroniem trzy lata przed tym, zanim został prezydentem Słupska. Kiedy jeszcze był posłem, byłem jego asystentem, a później pełnomocnikiem Komitetu Wyborczego Nareszcie Zmiana - wyjaśnia nasz rozmówca.

- W kampanii wyborczej mieliśmy dżentelmeńską umowę, Biedroń wygrywa wybory, ja zostaję wiceprezydentem. Po wyborach okazało się, że zdecydował inaczej i stawia na inne nazwiska. Robert w rozmowie ze mną powiedział wprost - "wybierz sobie inne stanowisko poza wiceprezydentem". Wybrałem więc radę nadzorczą Pomorskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. To spółka zarządzająca Słupską Specjalną Strefą Ekonomiczną. To była moja świadoma decyzja. To, co się działo w ratuszu, coraz mniej zgadzało się z programem i wartościami, z którymi szliśmy do wyborów. Nie chciałem być kojarzony z ratuszem. Przestałem chodzić na spotkania organizowane dla członków jego (Biedronia - przyp.red.) komitetu wyborczego - opowiada prawnik.

- W 2017 roku dostałem telefon z prośbą o spotkanie od współpracownicy prezydenta. Nie byłem tym zaskoczony, bo znaliśmy się przecież od lat i mieliśmy częsty kontakt. Na spotkaniu usłyszałem jednak coś zdumiewającego. Poproszono mnie, abym wpłacił na konto Instytutu Myśli Demokratycznej swoje miesięczne uposażenie w radzie, czyli blisko 2500 zł. Oburzyło mnie to. Nic mnie z tym instytutem przecież nie łączyło. Z kontekstu rozmowy mogłem wywnioskować, że lepiej będzie, jak zrobię przelew, to nie będzie problemów.

Reporter Radia Gdańsk: Zapłacił pan?

- Tak, zapłaciłem. Przelałem całą wypłatę. Myślałem, że na tym się skończy. Niedługo po tym jednak zostałem poproszony na kolejną "kawę". Przekazano mi "uprzejmą" prośbę, żebym płacił systematycznie, co miesiąc 300 zł. Zareagowałem emocjonalnie. Przypadkiem bowiem dowiedziałem się wcześniej, że organizowane jest w Słupsku spotkanie członków instytutu i mnie na nie zaproszono, choć dokonałem niemałej wpłaty na jego rzecz. To nie wyglądało dobrze. Czułem się tak, jakbym miał się odpłacać za możliwość pracy. Na pocieszenie usłyszałem, że i tak początkowo chciano, żebym płacił 500 zł., więc żebym nie narzekał.

Reporter Radia Gdańsk: Nie mógł pan odmówić?

- Proszę zrozumieć. Prezydent może odwołać członka rady nadzorczej w każdej chwili i nie musi się nikomu tłumaczyć. Z tego, co pamiętam, w tamtym okresie dwa razy dostałem telefon z przypomnieniem, że jeszcze środków nie ma na koncie i pytano, dlaczego jest zwłoka. Wpłaty były zatem monitorowane. Po takich telefonach robiłem przelewy.

Reporter Radia Gdańsk: Ponawiam pytanie, dlaczego pan nie odmówił?

- Nie chciałem mieć problemów.

Reporter Radia Gdańsk: Inni płacili?

- Z tego, co wiem, to tak.

W sumie prawnik dokonał od 6 czerwca 2017 do 7 maja 2018 roku do na rzecz Instytutu Myśli Demokratycznej siedmiu przelewów na kwotę 6 tysięcy 650 złotych.


121212. jpg

Radna Aldona Żurawska startowała do rady miejskiej z komitetu Roberta Biedronia. Otrzymała mandat. Przyznaje, że wpłacała pieniądze na Instytut Myśli Demokratycznej, ale podkreśla, że dobrowolnie.

- Tak, wspólnie pomyśleliśmy, że warto byłoby wesprzeć.

Reporter Radia Gdańsk: Wspólnie? Ktoś panią namawiał?

- Nikt mnie nie namawiał do tego, że mam wpłacać i że muszę wpłacić. Po prostu chciałam, to wpłaciłam. To był jednorazowa, nieduża wpłata. Pomogłam.

Do wpłacenia pieniędzy na Instytut Myśli Demokratycznej przyznaje się też Krzysztof Kido. To były radny z komitetu wyborczego Roberta Biedronia. Podczas kadencji wygrał konkurs na prezesa Słupskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego. To miejska spółka bezpośrednio podlegająca urzędowi miasta.

Prezes słupskiego TBS-u Krzysztof Kido w rozmowie telefonicznej przyznaje, że wpłacił raz na konto instytutu pięćset złotych. - Prosił mnie pan Marcin Anaszewicz o wsparcie tej organizacji. Raz wpłaciłem, nikt nigdy więcej nie prosił o przelewanie pieniędzy.

Reporter Radia Gdańsk: Pani Barbara Wiśniewska dzwoniła w tej sprawie?

- Nie, nie dzwoniła.

Kolejną osobą, która przyznaje się do wspierania Instytutu Myśli Demokratycznej finansowo, jest Marek Rutka. To numer dwa na liście Lewicy do Sejmu w okręgu gdyńsko-słupskim. Działacz Wiosny i mieszkaniec Gdyni. Za kadencji prezydenta Roberta Biedronia najpierw był członkiem rady nadzorczej słupskiego TBS, a potem został przewodniczącym rady nadzorczej słupskich Wodociągów.

- Wygrałem konkurs na to stanowisko i wcześniej też wygrałem do TBS-u. To było kilka miesięcy po wygraniu wyborów przez Roberta Biedronia. Konkurs jest transparentny, myślę, że dokumenty są w urzędzie miasta. Wcześniej byłem też w radzie nadzorczej szpitala w Miastku - mówi Marek Rutka.

- Jestem doktorem nauk ekonomicznych, specjalistą od zarządzania i wydaje mi się, że kompetencje mam wystarczające. Nikt mnie nie prosił o wspieranie Instytutu Myśli Demokratycznej. Sam wspierałem. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć kwot, ale jeśli pan chce, to sprawdzę - dodaje nasz rozmówca.

WSPÓŁPRACOWNICA ZAPRZECZA

Barbara Wiśniewska prowadziła biuro poselskie Roberta Biedronia w Słupsku. Po wygranych wyborach prezydenckich w 2015 roku zaczęła pracę w sekretariacie w ratuszu miejskim. Zaprzecza, żeby kiedykolwiek namawiała do wpłat na rzecz Instytutu Myśli Demokratycznej, a tym bardziej ponaglała telefonami do regulowania należności.

- Z nikim na ten temat nie rozmawiałam. Pierwsze słyszę, żebym kogoś namawiała. Nawet nie wiem, kto i gdzie był w radach nadzorczych. Nie znam ludzi z rad nadzorczych. Na pewno do nikogo nie dzwoniłam. Sama wpłacałam. Jaką kwotę? Jak na moje możliwości, to średnią kwotę, nie powiem jaką. Popieram Roberta Biedronia i dlatego wpłaciłam - odpowiada na nasze pytania Barbara Wiśniewska.

W urzędzie miejskim w Słupsku już nie pracuje.

Reporter Radia Gdańsk: Czy to była opłata za pozostanie na stanowisku?

- Powiem tak. Współpraca z prezydentem była żadna. Ja, jako członek rady nadzorczej uznałem, że wykonuję swoje obowiązki. W sprawy miejskie się już nie angażuję, bo pan prezydent znalazł bardziej zaufanych współpracowników. Ja robię swoje i już. Nagle okazuje się, że jestem na "oucie" i jestem potrzebny tylko po to, żebym wykonywał przelewy. Jak to traktować pod kątem prawnym? Musiałaby to zweryfikować niezależna instytucja. Będą się tego wypierać, ale ja wiem, jak było. Było spotkanie, nie z mojej inicjatywy, była prośba, sugestia, były przypomnienia. Przelewy szły, ja nie miałem z tą fundacją nic wspólnego i nie miałem żadnej potrzeby, żeby tam przelewać pieniądze. Mnie z tą fundacją nic nie łączyło ani ideowo, ani w żaden inny sposób - tłumaczy prawnik.

ZA DWÓCH DO... 170 TYSIĘCY ZŁOTYCH

Instytut Myśli Demokratycznej to powołane przez Roberta Biedronia "centrum badań i dialogu społecznego, służące rozwojowi kraju i budowie Polski". Tak przynajmniej wynika z oficjalnej informacji na stronie internetowej. Ze sprawozdań finansowych wynika, że w latach 2014-2016 fundacja dysponowała rocznie kwotą około 2 tysięcy złotych. Za to w roku 2017 przychody wyniosły około 170 tysięcy złotych.

- Sprawozdanie finansowe od 11 marca 2014 do 31 grudnia 2016 wykazuje bilans, który po stronie aktywów i pasywów wykazuje sumę dwóch tysięcy złotych - to sprawozdanie finansowe Instytutu Myśli Demokratycznej za lata 2014-2016.

Instytut2014-2016


Zupełnie inaczej jest w roku 2017. Tu przychody fundacji to już ponad 170 tysięcy złotych. Działalność statutowa kosztowała 78 tysięcy złotych, a kwota, która została na koncie IMD, to niemal 92 tysiące złotych. 

Instytut2017

W zarządzie fundacji są: partner Roberta Biedronia - dr Krzysztof Śmiszek i były asystent prezydenta z Urzędu Miejskiego w Słupsku Patryk Janczewski. Obaj kandydują do Sejmu z list Lewicy.

KRS.imd

Instytut Myśli Demokratycznej nie odpowiedział na pytania, czy upoważniono Barbarę Wiśniewską do prowadzenia zbiórki na rzecz fundacji oraz czy radni lub działacze samorządowi wpłacali pieniądze na rzecz tej instytucji. Również Robert Biedroń nie odpowiedział na prośbę o skomentowanie sprawy.

Posłuchaj materiału redaktora Radia Gdańsk:

Przemysław Woś/mmt