Sport
Maciej Gajos zdobył swoją pierwszą bramkę dla Lechii fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

niedziela,

22 września 2019

15:16

"Zadanie wykonane, są trzy punkty, jedziemy dalej". Piłkarze Lechii po zwycięstwie z Koroną Kielce

Maciej Gajos i Lukas Haraslin zdobyli swoje pierwsze ligowe bramki w tym sezonie. Obie bardzo ładne i obaj po meczu mówili niemal jednym głosem – cieszymy się z goli, ale przede wszystkim z trzech punktów. Różnią się czym innym – Polak improwizował, a Słowak takie akcje ma wytrenowane.
Obaj czekali na swoje bramki dość długo. Haraslin strzelił co prawda dwie w Superpucharze, ale później z jego formą było dużo gorzej i stracił nawet miejsce w podstawowym składzie. Gajos też dopiero w dwóch ostatnich meczach miał stałe miejsce w składzie. Odpłacił się naprawdę dobrze, bo otworzył wynik meczu i „ustawił” dalszy przebieg meczu. – Cieszy mnie, że bramka pomogła w odniesieniu zwycięstwa i że dopisujemy kolejne trzy punkty – mówi krótko Gajos. Przy jego bramce bardzo długo trwała weryfikacja VAR-u. – Zapytałem sędziego, co sprawdza. Powiedział, że wszystko. Więc nie wiedziałem, czy się mogę cieszyć – uśmiecha się Gajos. - Trwało to długo, ale na szczęście skończyło się na naszą korzyść - kończy.

UDANA IMPROWIZACJA

Bramka Gajosa – choć bardzo ładna – była jednak nieco przypadkowa. Filip Mladenović dostarczył piłkę w szesnastkę, ale później było tam już nieco chaosu, w którym najlepiej odnalazł się były piłkarz Jagiellonii i Lecha. – To był taki sytuacyjny strzał. Piłka odbiła mi się od biodra i spadła pod nogi. Starałem się uderzyć pod poprzeczkę, bo bramkarz już skracał mi kąt, żeby zablokować strzał. Wyszło super i cieszę się, że zdobyłem tę pierwszą bramkę. Trochę na nią czekałem – kończy pomocnik.

Przypadku nie było przy drugim golu dla Lechii. Lukas Haraslin prawą stroną podciągnął pod pole karne, ściął na lewą nogę i elegancko nie dał szans Markowi Kozłowi. – Ciesze się, że strzeliłem bramkę i pomogłem zespołowi. Trenujemy to, żeby próbować strzelać w ten sposób. Najważniejsze jest jednak, że wygraliśmy bramkę i mamy kolejne trzy punkty - przyznaje.

NIE CHCIAŁ "ZABIĆ" BRAMKARZA

Słowak już w pierwszej połowie mógł mieć trafienie, ale po wypracowaniu sobie znakomitej sytuacji, fatalnie ją zmarnował. – Może wyglądało to, jakbym chciał „zabić” bramkarza, ale ja chyba aż zbyt czysto trafiłem w piłkę. Chciałem uderzyć przy dalszym słupku, a nie celować pod poprzeczkę. Tym bardziej się cieszę, że w drugiej połowie mi „wpadło” - zdradza Haraslin.

Skrzydłowy dodaje też, że chociaż ostatnio nie miał „liczb”, to nie było to dla niego zbyt dużym dyskomfortem. – Zawsze miałem spokojną głowę, nie stresowałem się. Sezon jest długi i może bramki przyjdą w najważniejszym momencie. Cieszę się, że dziś zagraliśmy też na zero z tyłu. Wpisujemy trzy punkty do tabeli i jedziemy dalej. Chcemy grać tak, jak w poprzednim sezonie – od meczu do meczu i zdobywać kolejne „oczka” – kończy typową dla Lechii narracją Słowak.

Kolejne okazje na gole, chociaż punktów tym razem nie będzie, już we wtorek. O 15:30 w Wejherowie Lechia zmierzy się z Gryfem w ramach Pucharu Polski. Relacja z meczu na antenie Radia Gdańsk.

Tymoteusz Kobiela