Sport
Pan Zbigniew Grygorec spikeruje na stadionie przy ul. Zawodników od 25 lat (Fot. www.wybrzezegdansk.pl)

poniedziałek,

16 września 2019

12:23

Ten głos od 25 lat towarzyszy żużlowcom Wybrzeża. Zbigniew Grygorec w cyklu "Nieznani, a szkoda"

Na meczach żużlowców Zdunek Wybrzeża głosem pracuje już 25 lat. Jak sam przyznaje, bywały lepsze i gorsze momenty, ale przez cały ten czas pozostała wiara w sukces zawodników z Gdańska. Był świadkiem brązowego medalu Mistrzostw Polski, kilku spadków i awansów. Wszystko to okraszał głosem, który każdy kibic żużla z Gdańska zna, bądź znać powinien. W cyklu "Nieznani, a szkoda" historia Zbigniewa Grygorca, spikera żużlowców Wybrzeża Gdańsk.

- Pamiętam, że kiedyś kierownik Lechii Gdańsk poprosił mnie, abym "spikerował" na meczu naszych piłkarzy. To był mecz Lechii ze Śląskiem. To było znakomite spotkanie, dużo goli. W pewnym momencie krzyknąłem do mikrofonu "Kto wygra mecz!?". Podbiegli do mnie ludzie i krzyczą: "Co Ty robisz!", "To jakaś prowokacja". Nie wiedziałem wtedy, że mecz piłkarski aż tak różni się od meczu żużlowego - tłumaczy.


ZDARZAŁY MU SIĘ "WTOPY"

Grygorec przyznaje, że zdarzały mu się "wtopy". - Może nie na meczach ligowych, bo tutaj jest więcej zawisłości regulaminowych. "Wtopy" zdarzały mi się na zawodach młodzieżowych. Czasem sędzia zapomniał mi powiedzieć o jakiejś zmianie. Anonsuje, że wygrał zawodnik A, okazuje się że wygrał zawodnik B. To nie ma takich konsekwencji. Jak słyszę gwizdy kibiców, to wiem, że popełniłem błąd. W żadnym wypadku się nie obrażam, śmieje się - mówi pan Zbigniew.

DOŚWIADCZYŁ SPADKÓW I AWANSÓW

Spiker Wybrzeża na przestrzeni lat doświadczył kilku spadków, awansów. Był też brązowy medal Mistrzostw Polski. Teraz liczy na to, że Wybrzeże ponownie znajdzie się w najlepszej lidze świata. - Ostatni raz ekstraligę mieliśmy, bodajże, w 2013 roku. Kilka lat już minęło. Wypadałoby, żebyśmy wywalczyli ten awans. Na pewno gdańscy kibice na to zasługują - dodaje.

Posłuchaj materiału Wojtka Luścińskiego w cyklu "Nieznani, a szkoda" ze Zbigniewem Grygorcem.

 

Wojciech Luściński/mk