Sport
Patryk Szysz (z lewej) niejednokrotnie urywał się obrońcom Arki, w tym Adamowi Danchowi (z prawej) (fot. PAP/Maciej Kulczyński)

sobota,

10 sierpnia 2019

19:37

Śnięci w obronie, bezbarwni w ataku. Arka osiada na dnie tabeli

Zagłębie Lubin wypisało się z grona drużyn, które w tym sezonie PKO Ekstraklasy jeszcze nie odniosły zwycięstwa. Swoje miejsce w tym - coraz mniej licznym - towarzystwie zachowała z kolei Arka Gdynia. Po nudnym spotkaniu żółto-niebiescy przegrali 0:2, a drzemkę gdynian może przerwać chyba tylko "Budzik".
W porównaniu z ubiegłotygodniowym meczem z Koroną Kielce trener Jacek Zieliński dokonał tylko jednej zmiany. Nabila Aankoura na skrzydle zastąpił Mateusz Młyński.

Żadnych rotacji nie było w obronie. W czwartym meczu PKO Ekstraklasy defensywa Arki czwarty raz zaprezentowała się w takim samym zestawieniu: Pavels Steinbors w bramce oraz Adam Marciniak, Frederik Helstrup, Adam Danch i Damian Zbozień. Nie może być więc mowy o braku zgrania w tej formacji. Jak zatem wytłumaczyć to, co wydarzyło się już w trzeciej minucie gry?

Lubomir Guldan posłał długą piłkę do Sasy Zivca, a defensorzy Arki potraktowali Słoweńca z równie dużą uprzejmością, z jaką traktują się fani obu drużyn. Zivec miał mnóstwo miejsca i bez większego wysiłku zdobył najszybszą bramkę w tym sezonie Ekstraklasy. Gdyńscy obrońcy wymachiwali później do siebie rękoma, ale jedynym, który mógł mieć w tej sytuacji do kogokolwiek pretensje, był Steinbors. Łotewski golkiper marzył pewnie, że setny mecz w żółto-niebieskich barwach uczci czystym kontem, ale ospałość kolegów szybko rozwiała te nadzieje.

LEPIEJ OBEJRZEĆ SERIAL

Szybko stracony gol nie pobudził Arkowców. Konrad Forenc, bramkarz Zagłębia, mógł żałować, że na boisko nie zabrał ze sobą tabletu, bo w ciągu pierwszych 45 minut mógłby spokojnie obejrzeć kolejny odcinek ulubionego serialu. W grze Arki brakowało jakichkolwiek konkretów, a jedyne celne uderzenie Młyńskiego ledwo dotoczyło się do pola bramkowego lubinian.

Gospodarze też nie forsowali tempa. Pierwsza połowa była tak nijaka, że jeśli ktoś oglądał mecz PKO Ekstraklasy po raz pierwszy, musiał pomyśleć: już wiem, czemu reprezentanci tej ligi w połowie sierpnia w komplecie mogą być poza europejskimi pucharami.

DREPCZĄCY MAGHOMA

Gdyby problemów w defensywie Arki było mało, to w 60. minucie boisko z urazem opuścił najsolidniejszy reprezentant tej sennej formacji - Helstrup. Zastąpił go Christian Maghoma. Ci, którzy zastanawiali się, czemu Kongijczyk rozpoczyna mecze na ławce, szybko dostali odpowiedź. Po pięciu minutach przebywania na boisku tylko truchtał w kierunku swojej bramki i z bliska przyglądał się mijającej go piłce, którą posłał Filip Starzyński. Patryk Szysz, adresat podania, dobrze dołożył nogę i Steinbors po raz drugi musiał sięgać po piłkę do siatki.

Trener Zieliński postawą swoich obrońców był aż tak zdegustowany, że ostatnią zmianę poświęcił na wprowadzenie Michaela Olczyka w miejsce Zbozienia. Ofensywni Aankour, Siemaszko czy Skhirtladze poczynania kolegów do końca meczu mogli obserwować już tylko z ławki.

NASTAWIĆ "BUDZIK"

Tyle że nadal nie bardzo było co oglądać. Niby Arkowcy czasem gościli w okolicach pola karnego gospodarzy, ale te wizyty nie przekładały się na klarowne sytuacje. Forenc wykazać się musiał właściwie dopiero w doliczonym czasie gry. I to dwukrotnie. 

Golkipera gospodarzy z drzemki, w którą mógł wpaść w trakcie spotkania, wybudził dopiero... "Budzik". Marcin Budziński zaliczył pierwsze 45 minut po powrocie do Gdyni i spróbował tego, czym zasłynął przed wylotem do Australii - strzałów z dystansu. Tym razem jeszcze bez efektu, ale wydaje się, że jeśli w pełni zgra się z zespołem, to może być nadzieją Arki na to, że nie wszystkie mecze będą tak słabe w ofensywie, jak ten w Lubinie.

CZERWONA LATARNIA

Defensorzy, którzy przy bramkach strzelanych przez gospodarzy występowali w roli ospałych statystów, to jedno. Ale Fabian Serrarens, który miał zawojować Ekstraklasę, to osobny problem. Komentatorzy śmiali się, że największym atutem holenderskiego napastnika jest gra tyłem do bramki, a gole łatwiej strzela się jednak przodem. W Lubinie zaprezentował jeszcze jeden talent - umiejętność znikania na 90 minut.

Mały plusik trzeba postawić przy nazwisku Młyńskiego. Z zawodników, którzy wyszli w pierwszym składzie, to on był najbardziej aktywny, szukał sytuacji, próbował indywidualnych pojedynków. Chęci do gry odmówić mu nie można, ale za ambicję młodzieżowca nikt Arce punktów nie przyzna. 

Gdynianie w tabeli mają dotąd tylko jedno oczko. 14 ekip ma już bogatszy dorobek, a 15. Wisła Płock mecz czwartej kolejki ma jeszcze przed sobą. Arka spogląda więc na resztę stawki z ostatniego miejsca w tabeli. Za tydzień podejmie Lecha Poznań, więc oczekiwanie na premierową wygraną może się jeszcze przedłużyć.

4. kolejka PKO BP Ekstraklasy

Zagłębie Lubin - Arka Gdynia 2:0 (1:0)

Bramka: Zivec 3', Szysz 65'

Zagłębie: Forenc - Kopacz, Guldan, Oko, Balić - Tosik, Poręba (73. Slisz) - Czerwiński, Starzyński, Zivec (73. Tuszyński) - Szysz (85. Bohar)

Arka: Steinbors - Zbozień (69. Olczyk), Danch, Helstrup (60. Maghoma), Marciniak - Deja, Busuladzić - Antonik (46. Budziński), Nalepa, Młyński - Serrarens


mrud