Sport
Koszykarz Anwilu Włocławek Szymon Szewczyk i Joshua Bostic z Arki Gdynia podczas czwartego meczu półfinałowego Ekstraklasy (fot. Radio Gdańsk/Jacek Klejment)

niedziela,

26 maja 2019

08:55

Decydujące starcie Arki i Anwilu w Gdyni. "Nie przegraliśmy jeszcze u siebie z drużynami z topu. Tak będzie i teraz"

- Spudłowałem blisko 9000 rzutów w mojej karierze. Przegrałem prawie 300 meczów. 26 razy zaufano mi, abym oddał decydujący rzut i nie trafiłem. Ciągle zaliczałem w życiu porażki – znowu, i znowu, i znowu. I dlatego właśnie odniosłem sukces – to chyba najsłynniejszy koszykarski cytat w historii. Wypowiedział go Michael Jordan w jednej z komercyjnych reklam wiele lat temu.

Jego słowa mają charakter uniwersalny i można je przenieść na grunt 5. meczu rywalizacji Arki z Anwilem. Koszykówka jest tak szybką grą, a statystyki indywidualne istotne tylko do momentu zamknięcia rywalizacji, że nieważne, kto będzie pudłował i ile razy, ważne, czy w kluczowych momentach potrafi się podnieść i wykonać decydujący rzut dający finał.

COME BACK ROKU

Tak, jak podniósł się jeszcze raz w karierze Michał Ignerski. Kilka miesięcy temu pewnie nawet nie planował wracać na parkiet, a gdy, wznawiając hobbystycznie aktywność zawodniczą, w czterech meczach II-ligowych zaliczył średnią 32 punktów na mecz, po weterana sięgnął trener Anwilu Igor Milicić.

- Ulży mi dopiero wtedy, jak będzie 3:2 dla Anwilu, ale kolejny mały krok zrobiliśmy. My po prostu wierzyliśmy w siebie i potwierdziliśmy, że jak gramy razem, to dzieją się fajne rzeczy – powiedział 38-letni Ignerski. To właśnie jego zryw i cenne punkty pozwoliły Anwilowi zniwelować straty w czwartym meczu rywalizacji. - W kluczowych momentach nie boję się brać odpowiedzialności za trudne rzuty, jestem gotowy na takie rozwiązania i cieszę się, że wpadło – tak tłumaczy swoją dyspozycję z ostatniego meczu we Włocławku Ignerski.

FRANC ZDENERWOWANY

Powiedzieć, że trener Przemysław Frasunkiewicz był niepocieszony po czwartym meczu rywalizacji, to jak nic nie powiedzieć. Dużo goryczy wylał na pomeczowej konferencji prasowej. - Wskakiwanie na plecy, wystawianie kolan sprawiają, że niestety nie jesteśmy w stanie wygrać. To jest po prostu rewelacja – ironizował trener Arki i trudno stwierdzić, czy adresował swoją wypowiedź bardziej do zawodników Anwilu, czy sędziów.

A że obie strony nie zamierzają odpuszczać i rywalizacja przenosi się także na grunt interpretacyjny, to do kontrowersji odniósł się także Ignerski. - Jeżeli chcą szukać (Arka) wymówek, to niech szukają. Wiadomo, błędy sędziowskie się zdarzają, to są tylko ludzie. My też byliśmy skrzywdzeni w jakiś sposób po pierwszym meczu w Gdyni, ale naszą siłą jest to, że potrafimy wyrzucić to z głowy i grać dalej. Pewnych decyzji się nie da odwrócić. Skupmy się na tym, co zrobić na parkiecie, a z sędziami trzeba najmniej rozmawiać i się dekoncentrować. Nie chcę mówić, że sędziowanie jest podzielone, jest jakie jest, trzeba grać twardo. Pewne decyzje z naszej strony też są niezrozumiałe, ale taki jest sport – komentował Ignerski.

WYKSON MOCNO WIERZY

Inaczej do tego podchodzi podkoszowy Arki Dariusz Wyka. Dla niego to sezon przełomowy w karierze. Z kadrą wywalczył awans do Mistrzostw Świata w Chinach, a z Arką dąży do medalu Polskiej Ligi Koszykówki. Do pełni szczęścia brakuje mu tylko awansu do finału. - Nie zwracam uwagi na to, co robią sędziowie, ja się z nimi tylko grzecznie przywitam. Oni też są ludźmi, popełniają na boisku błędy, tak samo, jak my – mówił 24-latek po ostatnim meczu z Anwilem. - Myśmy już byli w takiej sytuacji, że graliśmy piąty mecz z Legią, więc wiemy, jak takie spotkania rozgrywać. Nie przegraliśmy jeszcze z drużynami z topu u nas w hali, jestem święcie przekonany, że tak też będzie po 5 meczu – zakończył Wyka.

Większość ekspertów koszykarskich przed rozpoczęciem rywalizacji typowała po długim, pięciomeczowym boju zwycięstwo Anwilu. Wiemy już, że nie mylili się z oceną dramaturgii. Czy pomylą się w ocenie zwycięzcy? Jedno jest pewne. Kibice szturmujący halę od piątkowych porannych godzin, tak z Gdyni, jak i Włocławka, zadbają o to, by ostatni mecz był równie emocjonujący, jak cztery poprzednie. Oby tylko po kluczowym spotkaniu więcej było głosów nad wielkością wygranych, niż dyskusji nad słabością decyzji panów z gwizdkami.

Początek meczu Arka Gdynia – Anwil Włocławek w niedzielę o 20:00.

Paweł Kątnik