Sport
fot. PAP/Tytus Żmijewski

czwartek,

23 maja 2019

12:00

4. mecz półfinału EBL. Co Bartłomiej Wołoszyn myśli o kibicach Anwilu? "Tu jest bardzo specyficzny klimat"

We Włocławku ma rodzinę, miasto zna jak własną kieszeń, a latem spędza tam wakacje. Bartłomiej Wołoszyn przed czwartym meczem piekielnie zaciętej rywalizacji z Anwilem opowiada nam o specyfice dopingu we Włocławku, wyzwiskach pod swoim adresem, które motywują oraz o tym... co wspólnego mają koszykarze z gladiatorami ze średniowiecza.
Paweł Kątnik: Poproszę Cię krótko i bez owijania w bawełnę, jak to z perspektywy parkietu wyglądało w pierwszym meczu we Włocławku. Dlaczego nie udało się zakończyć we wtorek tej rywalizacji?

Bartłomiej Wołoszyn: Nie graliśmy tych swoich fundamentów, swojej koszykówki, która doprowadziła nas do tego półfinału. Trzeba oddać, że Włocławek to ciężki teren, ale myślę, że to była bardziej nasza wewnętrzna porażka niż zwycięstwo Anwilu.

- Drżały ręce? Bo Ty rzucałeś do tego kosza kiedyś jako zawodnik Anwilu przy wsparciu 4 tys. widzów, a teraz 4 tys. widzów życzyło Tobie, żebyś nie trafił.
 
- Jak sobie liczę 7 lat byłem we Włocławku i to było fajne 7 lat. Przychodziłem do klubu jako junior, poznawałem wielki świat koszykówki, a teraz to jest mój 7. sezon poza Włocławkiem, więc ostatnio częściej przyjeżdżam jako gość. Kibic jest tu bardzo specyficzny. Kiedyś, jak tu przyjeżdżałem razem z MKS-em Dąbrowa Górnicza, to skandowano moje nazwisko, teraz jak przyjechałem dostałem parę...

- Kuksańców...

- ...parę kuksańców, tak powiedzmy. Ale to świadczy o tym, że dobrze wykonuję swoją robotę. Gdybym grał słabo, kibice we Włocławku nawet nie wypowiedzieliby mojego nazwiska. Szczerze? Ich uwaga podczas trzeciego meczu mi pomagała, bo po to człowiek trenuje, przełamuje bariery fizyczne i psychiczne, by w maju zagrać na najwyższym poziomie. Te emocje są dla ludzi, a my jesteśmy jak średniowieczni gladiatorzy, oddając im wszystko, co mamy najlepsze. Przyjeżdżamy tu wywołać emocje, nie zawsze pozytywne, ale tacy są kibice. Oni są gotowi skoczyć w ogień za swoim zespołem, uważają, że przyjeżdżamy odebrać im coś (półfinał), co do nich należy. Szanuję to, fajnie się gra we Włocławku.

- Z perspektywy meczu, który rozegraliście we wtorek, to bardzo dobrze, że udało się tak udanie zakończyć dwa wcześniejsze spotkania w Gdyni, bo nawet jeśli przegracie tutaj kolejny mecz, to przecież wracacie do siebie, macie atut własnego parkietu. Dopiero dzisiaj się to mocno docenia...

- Cały sezon ciężko walczyliśmy, by mieć przewagę parkietu w najważniejszych momentach sezonu, właśnie w takiej trudnej rywalizacji. Mecz czwartkowy traktujemy jednak jako ten o życie, chcemy zamknąć tę serię już w czwartym spotkaniu i nie myśleć o tym, co będzie w meczu numer pięć.

- A co usłyszałeś z ust kibiców z Włocławka? Jak motywowali lub zniechęcali Ciebie?

Jestem takim człowiekiem, że mnie to nakręca. Bardziej wpływa to na moją rodzinę. We wtorkowym meczu w Hali Mistrzów była moja rodzina. Żona i jej rodzice pochodzą z Włocławka i to, co dzieje się bardziej ich dotyka, nie mogą sobie ulżyć tak, jak ja przez wysiłek sportowy. A co kibice do mnie mówią...

- ... to się słyszy z parkietu?

Słyszy się, ale to do nas aż tak nie dochodzi. Tu jest bardzo specyficzny klimat -  podczas meczu kibice krzyczą do ciebie, mówią, że jesteś taki i owaki, a potem, po wszystkim spotykasz ich pod halą i wszyscy mówią - "cześć Bartek". We Włocławku dwa lata temu spędziłem całe wakacje, chodzę sobie z dziećmi na spacery. Często przyjeżdżam do teściów - mamy tutaj działkę rekreacyjną i nigdy nie miałem z zewnątrz bardzo negatywnego odbioru, nawet wtedy, kiedy odchodziłem z Włocławka.

- Wychodzi na to, że u kibiców są to tylko emocje chwilowe, chęć wyzwolenia agresji, ale takiej krótkotrwałej, zarezerwowanej na czas trwania meczu.

To jest ich sposób na odreagowanie stresu meczowego, bo wynik w tej rywalizacji jest cały czas w okolicach remisu. Przypuszczam, że nikt z kibiców nie ma złych intencji w stosunku do mnie.

- Kamil Łączyński z Anwilu mówił mi, że kluczem w przypadku jego dobrego przygotowania do kolejnego meczu play-off jest to, jak się będzie odżywiał oraz to, czy dobrze się wyśpi. A u Ciebie?

Przede wszystkim regeneracja, mamy tutaj dwóch dobrych fachowców, którzy praktycznie po kolacji od razu się nami zajmują. Na początku tymi, którzy mają lekkie kontuzje. Ważna jest noc, żeby spokojnie zasnąć, bo to też nie jest łatwe, a wiem, że różnie koszykarze reagują. A potem? Spacer z rodziną po Włocławku, żeby głowa trochę odpoczęła, bo nie  można ciągle być skupionym na koszykówce. Nie chodzi przecież o to, by całe dwa dni myśleć, co zrobiłem źle, co muszę poprawić. Ten automatyzm, który budowaliśmy przez kilka miesięcy, musi zafunkcjonować w czwartym meczu.

Posłuchaj wywiadu z Bartłomiejem Wołoszynem: 



4. mecz półfinału Energa Basket Ligi: Anwil Włocławek - Arka Gdynia; godz. 17:45

Paweł Kątnik/mmt