Sport
Fot. Jacek Klejment/Radio Gdańsk

sobota,

23 marca 2019

20:03

Demonstracja siły, a później - sensacyjna porażka z outsiderem. Siatkarze Trefla w fatalnym stylu zakończyli sezon zasadniczy

Zapowiadało się na pogrom, skończyło - kompromitującą porażką. Siatkarze Trefla przegraną z MKS-em Będzin zakończyli sezon zasadniczy. Gdańszczanie przegrali z ostatnim zespołem w tabeli 2:3. Całe rozgrywki zakończą starciami o dziewiąte miejsce z Indykpolem AZS Olsztyn.
Pierwszy set wyglądał jak starcie drużyny zawodowej z amatorską. Trefl od początku demolował rywali i po asie serwisowym Macieja Muzaja w dziewiątej akcji gdańszczanie prowadzili… 8:1. W szczytowym momencie – tym razem po punktowej zagrywce Marcina Janusza – gospodarze wygrywali aż 17:4. A w zespole Andrei Anastasiego z podstawowych zawodników byli tylko Muzaj, Maciej Olenderek i Ruben Schott. Poza nimi grali Szymon Jakubiszak, Bartłomiej Mordyl, Marcin Janusz i Wojciech Grzyb. W końcówce Trefl nieco się rozluźnił, MKS Będzin zdobył kilka punktów z rzędu i ostatecznie set zakończył się bardziej „zwyczajnym” wynikiem – 25:18.

TROCHĘ WIĘCEJ WALKI

Zaskakująco wyrównana była druga partia, zwłaszcza po tym, co zobaczyliśmy w pierwszej. Trefl nie potrafił zbudować przewagi i wynik długo oscylował wokół remisu. O żadnej nerwowości mowy być jednak nie mogło, w elementach czysto siatkarskich dalej widać było sporą różnicę. Wynik zaczął ją wskazywać od stanu 17:17. Trefl zdobył dwa punkty z rzędu, chwilę później powtórzył tę sztukę i ostatecznie spokojnie wygrał 25:21.
 
NIESPODZIEWANE KOMPLIKACJE

Jeżeli po drugim secie kibice byli zaskoczeni, to po trzecim musieli być w prawdziwym szoku. Znów początek był pokazem siły i dominacją, ale tym razem siatkarzy z Będzina. To goście prowadzili 8:3, kiedy Anastasi poprosił o czas, a po przerwie jeszcze powiększyli przewagę. Trefl jednak powoli wracał do swojej dobrej gry i kiedy doprowadził do wyniku 8:11 wydawało się, że zaraz dogoni rywali i wyjdzie na prowadzenie. Tymczasem ogromne problemy w przyjęciu sprawiły, że dalej utrzymywała się przewaga MKS-u. Po punkcie bezpośrednio z zagrywki będzinianie prowadzili 19:15, a wściekły Anastasi poprosił o kolejną przerwę. Jego podopieczni straty zmniejszyli dopiero kiedy zrobiło się naprawdę nieciekawie - przyjezdni prowadzili 23:19. Dobre serwisy Wojciecha Grzyba doprowadziły do 22:23, ale wtedy MKS zdobył piłkę setową. Pierwszą udało się obronić, ale drugą goście już wykorzystali i niespodziewanie wygrali trzeci set.

PRZEGRANA WOJNA NERWÓW

Nie bez problemów przebiegał też czwarty set. Zupełnie nie mógł odnaleźć się Muzaj. W pierwszej partii zagrywał dziewięć razy z rzędu, teraz kilkukrotnie zupełnie zepsuł ataki. Trefl znów musiał odrabiać straty, było nawet 6:10, Anastasi zareagował zmieniając Jakubiszaka na Nikolę Mijailovicia. Udało się zmniejszyć dystans do jednego punktu (13:14), ale chwilę później było 13:16. Gdańszczanie prędzej czy później musieli się przebudzić i w końcu to zrobili. Od 17:19 zdobyli cztery punkty z rzędu i wyszli na prowadzenie 21:19. Wydawało się, że wszystko jest już pod kontrolą gospodarzy, a tymczasem rozpoczęła się piekielnie nerwowa i długa gra na przewagi. Trefl miał kilka piłek meczowych, okazje do zakończenia seta mieli też goście. Ostatecznie, głównie dzięki znakomitej postawie Rafała Faryny, to goście wygrali 34:32 i doprowadzili do tie-breaka.

DOMINACJA OUTSIDERA

W tie-breaku Trefl nie miał już nic do powiedzenia. Wyrównanie było do 5:5, a później rywale zaczęli odskakiwać. Seria czterech punktów zdobytych i jednego straconego dała im komfortowe prowadzenie 10:6. Piłkę meczową będzinianie mieli w momencie, w którym gdańszczanie na koncie mieli zaledwie dziesięć oczek. Trefl obronił pierwszą decydującą akcję i przy 11:14 o przerwę poprosił Anastasi. Po powrocie na parkiet Faryna dopełnił formalności. Gdańszczanie przegrali z najgorszym zespołem w lidze, dla którego była to druga wygrana w 24. meczu w sezonie.

To było ostatnie spotkanie Trefla w sezonie zasadniczym. Gdańszczanie całe rozgrywki zakończą meczami o dziewiąte miejsce w tabeli, w których zmierzą się z Indykpolem AZS Olsztyn.

Tymoteusz Kobiela