Sport
Fot. PAP/Marcin Gadomski

sobota,

09 lutego 2019

22:24

Pięknie było przed meczem, pięknie było też po meczu. Lechia ma stałe fragmenty i zasłużenie zwycięża

Najpierw piękne pożegnanie zmarłego Pawła Adamowicza, później piękne gole i zwycięstwo w pierwszym meczu po przerwie zimowej. Lechia pokonała Pogoń Szczecin 2:1. Gdańszczanie na "Portowców" znaleźli prosty i skuteczny sposób - perfekcyjnie wykonywane rzuty wolne.
- Przede wszystkim bardzo dziękuję za pamięć i proszę o pamięć. Wszyscy ludzie mają marzenia. Mój brat miał takie marzenie, żeby w tym roku drużyna Lechii stanęła na pudle i przynajmniej powtórzyła sukces drużyny Korynta z 1956 roku. Tylko tyle i aż tyle - mówił przed meczem Piotr, brat zmarłego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Chwilę później kibice zamilkli, a na stadionie wybrzmiewał jedynie utwór "The Sound of Silence". Lechia w piękny sposób uczciła pamięć swojego wieloletniego przyjaciela.

WYMARZONE OTWARCIE

Po chwili refleksji przyszedł czas na sportowe emocje i początek wyglądał naprawdę imponująco. Lechia od razu ruszyła na rywali i już w 8. minucie dopięła swego. Patryk Lipski został sfaulowany tuż przed polem karnym, do piłki podszedł Filip Mladenović i pięknym strzałem umieścił ją pod poprzeczką. Lepszego rozpoczęcia rundy naprawdę nie można sobie wyobrazić. W tym momencie prawdopodobnie nikt nie spodziewał się, że uderzenie lewego obrońcy będzie jedynym celnym, jakie gdańszczanie oddadzą w pierwszej połowie.

Od tego momentu biało-zieloni próbowali szybkich ataków, niektóre zapowiadały się nawet nieźle, ale żaden nie zaowocował choćby dobrą próbą zaskoczenia Łukasza Załuski. Pewnie więcej zagrożenia gospodarze stwarzaliby, gdyby na boisku był Lukas Haraslin. Słowak jednak, z powodów zdrowotnych, wystąpić nie mógł, a zastąpił go Mateusz Żukowski. To młody, obiecujący napastnik, ma duży potencjał, ale o tym spotkaniu raczej wnukom opowiadał nie będzie. Jego występ zakończył się w przerwie meczu.

PRZEWAGA POGONI

Po stracie bramki do przodu ruszyła Pogoń i po trzydziestu minutach gry spora grupa kibiców gości miała powody do radości. Szymon Marciniak wskazał na rzut karny po faulu Karola Fili, ale nawet z dość sporej odległości widać było, że przewinienie miało miejsce poza szesnastką. Po interwencji VAR-u arbiter skorygował decyzję, a goście zmarnowali rzut wolny. Szczecinianie do przerwy bramki nie strzelili, ale trzeba przyznać, że to oni przeważali na boisku. Mieli ponad 60 proc. posiadania piłki i oddali o jeden strzał więcej. W najważniejszej statystyce było jednak 1:0 dla gospodarzy.

DO DWÓCH RAZY SZTUKA

Co gościom nie udało się przed przerwą, udało się niedługo po niej. Tym razem na skraju pola karnego faulował Lipski, Marciniak znów bez wahania podyktował rzut karny i nie pomylił się. Były piłkarz Pogoni dość nieszczęśliwie, ale jednak trafił w nogi Radosława Majewskiego. Do wyrównania pewnie doprowadził Kamil Drygas.

OSCAR DLA ŁUKASIKA

Stracona bramka podziałała orzeźwiająco na gospodarzy. Gdańszczanie zaczęli więcej grać piłką, utrzymywali się przy niej na połowie rywala. Brakowało jednak zawodnika, który zrobiłby różnicę. Brakowało kogoś w rodzaju Haraslina. Jednak kiedy nie idzie z gry, trzeba wykorzystać inne możliwości, a tego dnia stałe fragmenty były asem w rękawie biało-zielonych. Scenę zapoczątkował Mladenović, bo to on wywalczył rzut wolny. Oscar za najlepszą rolę pierwszoplanową wędruje jednak do Daniela Łukasika. Pomocnik dograł w pole karne tak, że nawet postawiony w szesnastce manekin trafiłby do siatki, a tym bardziej Flavio Paixao. Portugalczyk głową musnął futbolówkę i cieszył się z trzynastego ligowego gola w tym sezonie.

MOGŁO BYĆ JESZCZE LEPIEJ

Od tego momentu Pogoń próbowała odwrócić losy meczu, a Lechia mogła w końcu wykorzystać atut chociażby Konrada Michalaka i szukać kontrataków. I trzeba powiedzieć, że gdańszczanie mogli spokojnie wygrać ten mecz kilkoma bramkami. Między słupkami rywali dwoił się i troił Załuska i tylko jemu szczecinianie zawdzięczają zaledwie dwie stracone bramki. W ataku swoim kolegom pomóc jednak nie mógł, a ci byli tam zupełnie nieporadni. Biało-zieloni dość spokojnie dowieźli zwycięstwo do końca.

KROK W KIERUNKU MARZEŃ

To nie było porywające spotkanie. Lechia grała już w tym sezonie lepsze, ale po zwycięstwie z trudnym rywalem narzekać nie wypada. Gdańszczanie zasłużyli na trzy punkty, udanie rozpoczęli rundę i zrobili krok w kierunku spełniania wspomnianych na początku marzeń.

Lechia Gdańsk – Pogoń Szczecin 2:1


Tymoteusz Kobiela