Sport
Fot. Jacek Klejment/Radio Gdańsk

czwartek,

07 lutego 2019

15:18

Są kłopoty bogactwa, jest też kilka słabych punktów. Analizujemy kadrę Lechii przed walką o mistrzostwo Polski

Kłopot bogactwa w bramce, mało imponująca, ale porządna obrona, silna pomoc ze znakomitym skrzydłem i niezawodny atak. Lechia skład ma naprawdę niezły. Raczej nie taki, który na papierze przeraża przeciwników, ale zdecydowanie taki, który może bić się o mistrzostwo Polski. Jak wygląda sytuacja kadrowa w biało-zielonych?

W przypadku bramkarzy Piotr Stokowiec ma niespotykany wręcz w lidze komfort. Od początku sezonu zapowiedział rotację i konsekwentnie trzymał się swojej decyzji. Był odporny na krytykę, odpowiednią liczbę minut zapewnił i Dusanowi Kuciakowi, i Zlatanowi Alomeroviciowi. Obaj mieli lepsze i gorsze występy, obaj potrafili też uratować drużynie skórę. Ostatecznie mocniejszą pozycję ma jednak bardziej doświadczony Słowak. Kuciak ma na koncie 15 meczów w tym sezonie, a Lechia przegrała tylko jeden z nich. Były zawodnik Hull City miał gorszy moment, kiedy w dwóch meczach z rzędu stracił łącznie osiem goli. Dostał wtedy trochę wolnego, zastąpił go Serb, ale kiedy Kuciak wrócił między słupki, znów imponował formą. Podsumowaniem rundy były trzy kolejne spotkania bez straconego gola.


AK2A4474
fot. Radio Gdańsk/Jacek Klejment


STOKOWIEC MIAŁ RACJĘ


Tutaj trzeba poświęcić kilka słów decyzji trenera. Stokowiec zasłużył na to, żeby przy następnych decyzjach kadrowych dostać od kibiców kredyt zaufania. Kiedy Alomerović zastąpił w bramce Kuciaka, podnosiły się głosy, że to błędna decyzja. Niektóre media pytały, czy nie byłoby lepiej, żeby do bramki wrócił Słowak. Trener odpowiedział formą swoich podopiecznych. Nie minęło kilka tygodni, a już można było przeczytać o kłopocie bogactwa związanym z bramkarzami. To dowodzi, że decyzje Stokowca były jak najbardziej słuszne, a pozytywny efekt jest taki, że wspomniany kłopot bogactwa Lechia będzie miała również na wiosnę.


Obrona Lechii sprawiała jesienią kibicom niemałą huśtawkę nastrojów. Zaczęło się znakomicie, w siedmiu meczach biało-zieloni wpuścili zaledwie trzy gole. Później coś pękło. Najpierw 2:5 z Wisłą Kraków, w kolejnej kolejce 3:3 z Zagłębiem Lubin, szczególnie bolesne, bo do przerwy było 3:0. W następnej serii gier wyjątkowo pechowe 0:1 z Wisłą Płock i wydawało się, że o dobrej formie defensywy z Gdańska można już zapomnieć. Zwłaszcza, że w kolejnych trzech spotkaniach - choć Lechia zdobyła w nich siedem punktów - nie udało się zachować czystego konta.

I wtedy znów wszystko się odmieniło. Impulsem była wygrana 1:0 w Poznaniu, ważna zwłaszcza z psychologicznego punktu widzenia. Później gdańszczanie pokonali Cracovię w takim samym stosunku bramek i 3:2 Jagiellonię Białystok. Ostatnie cztery mecze to dwa zwycięstwa, dwa remisy i zero straconych bramek.

IMG 0101 copy

fot. Radio Gdańsk/Jacek Klejment


SŁABSZA PRAWA STRONA


Patrząc na personalia, Lechia nie ma najmocniejszej defensywy w lidze. Oczywiście, jest Filip Mladenović, przez wielu uznawany za najlepszego lewego obrońcę w lidze, ale już na środku czy po prawej stronie tak dobrze nie jest. Duet Błażej Augustyn - Michał Nalepa jest porządny, Stokowiec potrafił ich poukładać, ale oni mają swoje ograniczenia. Są mocni w powietrzu, potrafią agresywnie dojść do przeciwnika, ale z bardziej zwrotnymi zawodnikami mają problemy. Na prawej stronie nadzieją był Karol Fila, później zastąpił go Joao Nunes. Polak grać na prawej stronie potrafi, ale potrzebuje ogrania, a też nie jest to jego naturalna pozycja. Portugalczyk jest porządny, swoje w tyłach zrobi, ale gra do przodu u niego kuleje.


Cała obrona potrafi grać na porządnym poziomie. Ponad przeciętność wyrasta Mladenović, reszta raczej poniżej pewnego pułapu nie zejdzie, ale też pewnego poziomu nie przeskoczy. Przy dobrym ustawieniu tych zawodników może powstać jednak naprawdę niezła układanka i taką - przynajmniej na razie - Stokowiec stworzył.

W pomocy Lechia ma chyba największy komfort. Do środka wskoczyć mogą Daniel Łukasik, Jarosław Kubicki, Patryk Lipski, Mateusz Sopoćko, Tomasz Makowski. Na skrzydłach są Lukas Haraslin, Konrad Michalak, Michał Mak, Egy Maulana Vikri, a ewentualnie też Mateusz Żukowski czy Flavio Paixao.



AK2A1722
fot. Radio Gdańsk/Jacek Klejment

 

NIEZMORDOWANY KUBICKI

Niewiarygodne wrażenie robi zwłaszcza praca, jaką wykonuje Kubicki. Biega za dwóch, pracuje w każdym miejscu boiska, a raz na jakiś czas znajdzie się też pod bramką przeciwnika. Z dobrej strony pokazuje się też Łukasik. Miał swoje problemy, głośno zrobiło się o nim z powodów pozasportowych, ale trzeba przyznać, że na boisku się broni, daje drużynie dużo spokoju. Rozgrywającym pewnie będzie Lipski. Złapał dobrą formę, znów pokazuje swoje ofensywne atuty, a w dodatku mnóstwo pracuje, kiedy drużyna jest w defensywie. A nawet gdyby miał gorsze momenty, jest w gotowości Tomasz Makowski. On już pokazał swoje umiejętności, w razie potrzeby może dużo dać zespołowi.

NAJLEPSZE SKRZYDŁO W LIDZE

Myślisz skrzydło, mówisz Lukas Haraslin. Słowak w tym sezonie wyprzedza konkurencję o kilka długości. Ciekawie wyglądała zwłaszcza statystyka pokazująca, ile razy zawodnik przepuścił piłkę między nogami przeciwnika. Haraslin podczas rundy robił to siedmiokrotnie, drugiemu w klasyfikacji Bartłomiejowi Pawłowskiemu wyszło to tylko trzy razy. Jego siłą jest też fakt, że na swojej stronie współpracuje z Mladenoviciem, który również w ataku potrafi zrobić różnicę. W pierwszym meczu w tym roku Słowak nie zagra, ale w kontekście walki o mistrzostwo Polski będzie postacią kluczową. Z drugiej strony prawdopodobnie najwięcej szans dostanie Konrad Michalak. Ma szybkość, potrafi zrobić przewagę, pokazuje się też w młodzieżowej reprezentacji Polski i robi to naprawdę nieźle. Brakuje mu drugiej nogi, momentami także chłodnej głowy, ale potencjał ma spory.


W ataku sytuacja w Lechii od trzech lat jest stabilna, a nazywa się Paixao. Najpierw w duecie, potem już sam Flavio. Portugalczycy regularnie dostarczają Lechii bramek. Jasne, Flavio miał długie załamanie formy, ale to już przeszłość. W tym sezonie jest czołowym strzelcem ligi, ma na koncie 12 goli, a jego pozycji w zespole nikt nie może kwestionować.



IMG 0133
fot. Radio Gdańsk/Jacek Klejment

 

NIEDOSYT SOBIECHA

W razie potrzeby Portugalczyk może też grać na prawym skrzydle, w takim wypadku zastąpiłby Michalaka, a na szpicy działałby Artur Sobiech. On miał w tym półroczu moment wielkości po błyskawicznym hattricku z Zagłębiem Lubin, ale cała runda w jego wykonaniu pozostawia jednak niedosyt, można od niego oczekiwać więcej niż pięciu bramek we wszystkich rozgrywkach.

ARAK DO DUETU

Trzecim napastnikiem jest Jakub Arak. Z jednej strony strzela bardzo mało, ma na koncie tylko jedną bramkę. Z drugiej strony ma bardzo mało minut (594), ale kiedy już wchodzi, mocno pracuje pod bramką przeciwnika. Nie jest raczej opcją do gry jednym napastnikiem, ale w duecie spisuje się naprawdę dobrze. Dowodem są chociażby asysty w Derbach Trójmiasta i meczu z Lechem Poznań. One dały Lechii łącznie sześć punktów i dwa bardzo istotne zwycięstwa.

Lechia kadrę ma naprawdę mocną. Jest kilka słabszych punktów, ale Stokowiec umiejętnie je maskuje i potrafi wyciągnąć ze swoich zawodników więcej niż jego poprzednicy. Nie jest to jedenastka, która samymi nazwiskami powali przeciwnika, ale zdecydowanie jest to skład, z którym można walczyć o mistrzostwo Polski.

Tymoteusz Kobiela