Sport
fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

czwartek,

11 października 2018

13:52

Kacper Łazaj dla RG: "Głowa nie była gotowa. Dalej mam ambicję, żeby grać w ekstraklasie" [WYWIAD]

Był najmłodszym debiutantem w Lechii w ekstraklasie i najmłodszym strzelcem gola dla biało-zielonych. Nagle zrobiło się o nim głośno, ale - jak sam przyznaje - głowa nie nadążyła za tym wszystkim. Dziś odbudowuje swoją karierę w III-ligowym KP Starogard Gdańskim. O karierze z Kacprem Łazajem porozmawiał Tymoteusz Kobiela.

W ekstraklasie startowałeś jako 17-letnia gwiazdka. Byłeś najmłodszym debiutantem i strzelcem gola dla Lechii , sam mówiłeś, że to wszystko toczy się błyskawicznie. Patrząc z perspektywy czasu, czy nie działo się to wszystko za szybko?

– Może tak. Głowa nie była przygotowana na to wszystko w tamtym momencie, miałem 17 lat. Gdybym teraz miał takie możliwości, to inaczej by to wyglądało. Było za szybko, ale człowiek uczy się na własnych błędach. Kilka tych błędów się popełniło.

Przed tymi błędami próbował was ostrzegać Bobo Kaczmarek. On rozłożył nad wami parasol naprawdę konkretnych rozmiarów, prawda?

– Tak. On trzymał nad nami fason, ale jednak każdy swoimi ścieżkami chodzi. Można było słuchać, ale jednym uchem wpadało, drugim wypadało. Przynajmniej u mnie. Trener mówił, a i tak robiło się co innego. I później wyszło, jak wyszło. Nie było już ekstraklasy, tylko pierwsza, druga, trzecia liga – coraz niżej to spadało.

– W tamtym czasie wy – siedemnasto- osiemnastoletni chłopcy – dużo imprezowaliście? Bawiliście się przed treningami, po meczach?

– W ekstraklasie, rezerwach już nie, ale za czasów juniora tak. Mieliśmy fajną ekipę, zdobyliśmy mistrzostwo Polski juniorów młodszych. Atmosfera była i wychodziliśmy na imprezy po meczu. W środku tygodnia nie, ale po spotkaniu był taki „dzień piłkarza”. (śmiech)


– Wyniki robią atmosferę czy atmosfera robi wyniki?

– Atmosfera robi wyniki. Teraz w Starogardzie też dużo zawdzięczamy atmosferze. Nie ma u nas żadnych grupek, jesteśmy jedną całością. Atmosfera jest – i w autokarze, i w szatni. Jest naprawdę fajnie.

– Czego zabrakło, żeby zostać w Lechii, kiedy nie było już Kaczmarka, a był Probierz, a potem Moniz?

– Może za słaby jeszcze wtedy byłem. Może Bogusław Kaczmarek dawał mi szanse, wierzył we mnie, a trener Probierz postawił sprawę jasno – nie pasowałem. Byłem po prostu za słaby na ekstraklasę.

– Ale Ty trzeźwo na to patrzysz. Nie masz w sobie poczucia, że Probierz się nie zna.

– Jakby się nie znał, to nie byłby trenerem. Ale że się zna, a ja byłem za słaby, to wiedział, że nie dam sobie rady. Może i fizycznie, i psychicznie. Zostałem zesłany od rezerw i potem chodziłem na wypożyczenia.

– Na tych wypożyczeniach też było więcej problemów, przerw niż gry.

– Tak naprawdę zacząłem grać dopiero w trzeciej lidze w Chwaszczynie. W pierwszej, w Bytovii Bytów, przez rok zagrałem około 100 minut. To jest bardzo mało. Potem byłem w Rakowie Częstochowa, w drugiej lidze. Przez pół rundy udało mi się pograć, ale później miałem artroskopię stawu skokowego i już nie pograłem. W Chwaszczynie się troszeczkę odbudowałem.

– A jak Ty traktujesz piłkę – jako sposób na życie w przyszłości, czy hobby, które pochłania dużo czasu, ale będzie dodatkiem do „normalnej” pracy?

– Nie, nie, na pewno nie dodatkiem. Gdzieś jeszcze ambicje na grę wyżej mam i to się nie zmieni. Mam 23 lata i jeszcze mogę spróbować. Jeżeli się nie uda, to wiadomo – będę dalej grał, gdzie mi siły pozwolą. Tak jak teraz – rano pomagam mamie w barze, popołudniu jadę na trening.

– Zastanawiasz się, gdzie jest Twój limit, sufit? Czy to będzie druga liga, pierwsza, ekstraklasa? Może w ogóle marzysz o zagranicy?

– No zagranicą byłoby ciężko (śmiech), ale myślę, że spróbować ekstraklasy jeszcze się uda. Z takim podejściem, jakie mam teraz, próbować można. A czy ktoś mnie zauważy? To już czas pokaże.

– A czy Ty rozpatrujesz przeszłość? Patrzysz, co mogłeś zrobić lepiej? Zazdrościsz kolegom, którym się udało i poszli gdzieś wyżej?

– Kolegom nie zazdroszczę. Wręcz im gratuluję i super, że tak się im udaje, zwłaszcza „Frankowi” (Przemysław Frankowski – przyp. red.). Miałem taki okres, że się zastanawiałem, myślałem: fajnie byłoby zrobić coś tak, a nie inaczej. Ale z czasem przestałem. Po co rozpatrywać przeszłość? Trzeba patrzeć w przyszłość, jak to się potoczy. Brudy z przeszłości niech zostaną sobie daleko z tyłu.

– Gdybyś miał konkretnie określić swoje marzenia piłkarskie, czy zawodowe – jakie one są?

– Na dzień dzisiejszy są takie, żeby ktoś mnie zauważył i udało się jeszcze w ekstraklasie pograć.

– A gdyby odezwał się ktoś z Arki, w trochę innych okolicznościach niż teraz, poszedłbyś, czy Arka nie wchodzi w grę?

– Nie. Arka nie wchodzi w grę. Nie ma szans, nawet jakby grali w europejskich pucharach. Za czasów juniora tak było, że Arka wróg i tyle.

Tymoteusz Kobiela