Sport
Fot. Kadr z filmu Miś/Agencja KFP/Mateusz Ochocki/Jerzy Bartkowski

środa,

27 grudnia 2017

16:14

Łubu-dubu, łubu-dubu, niech nam żyje prezes naszego klubu. Ranking Włodzimierza Machnikowskiego

Wynik sportowy, sytuacja finansowa, transparentność działań, skuteczność, PR i kultura osobista - to kryteria, które decydują o tym, czy dany prezes jest właściwą osobą na właściwym stanowisku.

Trudno porównywać wprost przedstawicieli różnych dyscyplin rywalizujących na różnych szczeblach rozgrywek o bardzo różne cele. Dlatego oczywiście "Złota Siódemka", którą wymyśliłem, jest absolutnie subiektywna i wiem dobrze, że kibice Lechii na przykład absolutnie nie podzielają przekonania, że liderem powinien być...

SUBIEKTYWNY RANKING PREZESÓW KLUBÓW

1. Wojciech Pertkiewicz – dowódca Arki. Stworzył warunki, które umożliwiły odniesienie piłkarzom historycznych sukcesów. Podejmował trudne decyzje personalne, zmieniając trenera w kluczowym momencie sezonu. Potrafił umotywować piłkarzy i pracowników klubu, by grali na jedną bramkę. Zdołał zgrabnie przeprowadzić zmiany własnościowe, zachowując swą pozycję. Arka jest w dobrej kondycji sportowej i finansowej , ma "dobrą prasę" i nie gorszą pozycję w tabeli.

2. Bartosz Purzyński/Arkadiusz Bruliński – młodzi sympatycy hokeja, wykształceni, obdarzeni niezłą intuicją, potrafiący z błędów wyciągnąć wnioski i trenera hochsztaplera zastąpić znakomitym fachowcem. Po licznych próbach reaktywacji gdańskiego hokeja, zdołali dokonać tego w sposób profesjonalny. Zrobili to samodzielnie, według własnego pomysłu, niezależnie od rządzącego gdańskim hokejem od kilkudziesięciu lat Marka Kosteckiego. Odważyli się nawet na rezygnację z historycznej nazwy "Stoczniowiec". Obaj wciąż "na dorobku", wciąż przyuczają się do "prezesowania", ale już pokazali, że "mają papiery".

3. Dariusz Gadomski – bardzo skromny i oddany siatkówce oraz Treflowi człowiek. Przed sezonem przeszedł swoją "smugę cienia", kiedy odszedł tytularny sponsor a klubowy budżet zmniejszył się o połowę, czyli ok. 4 mln złotych. Nie złożył broni. Nie złorzeczył Lotosowi, tylko dziękował za dotychczasową współpracę. Potrafił przekonać kibiców, żeby się dołożyli do klubowej kasy, a zawodników, by wzięli mniej za pracę. Umiał wyciągnąć wnioski, po upadku siatkarek Atomu. Okazał się człowiekiem odważnym, ambitnym i skutecznym.

4. Jan Kozłowski – miłośnik rugby i Sopotu. Wielki kibic. Wzbudzający szacunek wśród tych, z którymi podjął współpracę. Cierpliwy w dążeniu do celu. Jego Ogniwo w finale MP zagrało po 14 latach nieobecności w elicie. To efekt bardzo sumiennej, pozytywistycznej pracy. Bardzo pokorny i niezawistny. Ze stanowiska prezesa PZR odszedł bez urazu. Ogniwo Sopot, to Jego "Małą Ojczyzna".

5. Bogusław Witkowski – prezes klimatyzacji, żeglarstwa i koszykówki. W mojej "złotej siódemce" znalazł się za aktywność w Baskecie 90 Gdynia i Basketball Investments. Rządy sprawuje "twardą ręką", niektórzy mówią, że wręcz autorytarnie. Koszykówkę pokochał jednak miłością czystą, czasami naiwną. Fachowców jednak ceni i dlatego potrafił znaleźć miejsce dla wielkich dam polskiej koszykówki – Agnieszki Bibrzyckiej i Katarzyny Dydek. Umiał porozumieć się z legendarnym Mieczysławem Krawczykiem. Równolegle realizuje dwie misje – podboju Europy i "pracy u podstaw" w gdyńskich szkołach.

6. Jarosław Poziemski - poznałem go jako kibica, a potem kierownika koszykarskiej Polpharmy. Miał do tego serce, potem okazało się, że także rozum. Odnajdując się w niełatwych relacjach miedzy władzami Starogardu oraz Polpharmy, potrafił wygrać coś dla koszykówki. Ma rękę do trenerów. To w Starogardzie nazwisko wyrobił sobie Mindaugas Budzinauskas, a Milija Bogicević wrócił na Kociewie, by przypomnieć światu o sobie. Jarek jest typem introwertyka, zamkniętego w sobie konsekwentnego w działaniu, który zna się na koszykówce i wie, czego chce.

7. Piotr Ludwichowski – nigdy nie wiem, czy rozmawiam z nim czy z jego bratem Pawłem. Bliźniacy w Interplastic Olimpii Osowa rozdzielili między sobą obowiązki prezesa i trenera, ale tak naprawdę to rodzinny interes. Nie tylko Ludwichowskich, ale także całej drużyny unihokeistek, które nie godzą się na zaściankowość i z wdziękiem pokazały się w Europie. Fajna atmosfera i niezłomność, mimo braku życzliwości sponsorów, to walory. Które trudno przecenić.

Włodzimierz Machnikowski/puch