Sport
Fot. Archiwum prywatne Zofii Malak

niedziela,

17 grudnia 2017

15:25

Krótkie życie Waldka Malaka. Reportaż z cyklu „Był sobie sport”

Był jedną z największych polskich niespodzianek Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku. W wieku dwudziestu dwóch lat zdobył na nich brązowy medal. Nieco ponad trzy miesiące później już nie żył. Zginął tragicznie, jadąc na kolejne zawody, samochodem, który sobie wymarzył i dostał w nagrodę za olimpijski sukces.
Posłuchaj reportażu:


Waldemar Malak mógł być wielkim mistrzem w podnoszeniu ciężarów. W bardzo młodym wieku osiągał ogromne sukcesy. Oprócz medalu olimpijskiego zdobył także srebro na mistrzostwach Europy, a w kraju nie miał sobie równych. Pięknie zapowiadająca się kariera została dramatycznie przerwana 13 listopada 1992 roku.



Jego było wszędzie pełno. Jak zmarł, to jakaś taka pustka – nie tylko u mnie, ale też wśród kolegów. Króciutko żył, ale żył pełnią życia. Może dlatego, że miał krótko żyć? Nie wiem – wspomina Pani Zofia, mama Waldka.

Byłem w domu, kiedy przyjechała mama Waldka z tą wiadomością. Zostaje w głowie, w sercu - ten żal, smutek. Przez jakiś czas ja, jako trener, nie mogłem pracować. Przez ponad półtora roku nie byłem w stanie, nie to było – dodaje Piotr Owczarski, trener Waldka, który spędzał z nim tyle czasu, że po części zastępował mu ojca. Ojca, którego nie było, bo pił, nie interesował się dziećmi.

HALA, KTÓRA WYCHOWAŁA I URATOWAŁA OD TRAGEDII

Kiedy Waldek był mały, nawet lekcje odrabiał w istniejącej do dziś hali "Atleta". Hali, która także go wychowała i prawdopodobnie uratowała od udziału w morderstwie, którego dopuścili się jego koledzy. Waldek w tym czasie był na treningu.

Najlepiej czuł się na zawodach, to wtedy był najbardziej zmotywowany, robił show i osiągał najlepsze wyniki. Często lepsze, niż na treningach. – Jemu było ciężko jak miał śmieci wynieść, a 400 kilogramów na olimpiadzie to nie – śmieje się Pani Zofia.

ZAWODY „NA GÓRZE”

On będzie na górze młody, ja będę stara. Tam też jest dużo ludzi, olimpijczyków i sportowców. Na pewno tam też jakieś zawody rozgrywają – kończy Pani Zofia.

Tymoteusz Kobiela