Sport
Fot. PAP/Adam Warżawa

poniedziałek,

23 października 2017

19:42

Prawie idealne poniedziałkowe popołudnie Trefla Gdańsk. Planowane zwycięstwo w cieniu kontuzji Nowakowskiego

Prawie wszystko w poniedziałkowym meczu Trefla Gdańsk z MKS Będzin wyglądało tak, jak gospodarze mogli to sobie wymarzyć. Prawie, bo choć żółto-czarni wygrali 3:0 (25:23, 25:18, 25:21), to jest też zła wiadomość. Na początku drugiego seta kontuzji, która wykluczyła go z dalszej części meczu, doznał Piotr Nowakowski Sytuacja wyglądała źle, ale już w trakcie meczu dotarły informacje o tym, że uraz ma być niegroźny.
Nowakowski po jednej z akcji źle wylądował na parkiecie i już się z niego nie podniósł. W stronę ławki rezerwowych został zniesiony przez kolegów i masażystów i do końca spotkania z pozycji leżącej oglądał jego przebieg. Ucierpiała prawa noga środkowego.

PEWNOŚĆ SIEBIE I KONTROLA

Pozostałe wydarzenia potoczyły się zgodnie z planem gospodarzy. Pierwszy set, choć z problemami, to wygrany przez żółto-czarnych 25:23. Podopieczni trenera Anastasiego musieli gonić wynik, bo przegrywali nawet trzema punktami, ale mogli liczyć na swoich środkowych. Dobrze blokował i atakował zarówno Wojciech Grzyb, jak i Nowakowski, do remisu 22:22 doprowadził autowy atak jednego z gości, chwilę później piłkę setową gospodarzom dał nieudany serwis Araujo, a partię skutecznym atakiem po bloku zakończył Mateusz Mika.

Inny przebieg miał drugi set. Tym razem – poza kontuzją – wszystko szło bardzo dobrze. Gdańszczanie od początku prowadzili, sukcesywnie zwiększali przewagę i spokojnie kontrolowali wydarzenia na parkiecie. Nie pomagały przerwy na żądanie trenera gości ani zmiany zawodników i żółto-czarni spokojnie wygrali 25:18.

NA KŁOPOTY DAMIAN SCHULZ

Trzeci set znów dobrze zaczął się dla gospodarzy, ale tym razem, podobnie jak w pierwszej partii, zmuszeni byli odrabiać straty. Bardzo dobra postawa gości, którzy od stanu 8:6 zdobyli sześć punktów, tracąc tylko jednego, zmusiła żółto-czarnych do ponownego wejścia na wysoki poziom. Nie zawiódł Artur Szalpuk, dobrze odnalazł się Damian Szulz i już po chwili był remis 12:12. 

Kolejne akcje to walka punkt za punkt, w której ze znakomitej strony pokazał się Schulz. Atakujący, który miał problemy ze skutecznością w pierwszym secie, w trzecim zapewnił drużynie spokój w decydującej fazie. Po potężnej zagrywce wyprowadził gdańszczan na prowadzenie, a chwilę później zwiększył przewagę do dwóch punktów po dobrym ataku. Goście nie rezygnowali z walki i doprowadzili do remisu, ale TJ Sanders zaskoczył przyjezdnych uruchomieniem bezbłędnego Mateusza Miki, po chwili blokiem popisał się Szalpuk i sytuacja wróciła do normy. Zespół z Będzina ambitnie doprowadził jeszcze do remisu, ale wtedy znów potężnie zaatakował Schulz, po chwili kanadyjsko-amerykańska para TJ Sanders-Daniel McDonell dwukrotnie postawiła blok, a sprytnie punkty zdobył Mika. Mecz, obijając blok, zakończył Artur Szalpuk. Tytuł MVP meczu otrzymał Mateusz Mika.

Trefl Gdańsk - MKS Będzin 3:0 (25:23, 25:18, 25:21)

Tymoteusz Kobiela