Sport
Fot. Agencja KFP/Krzysztof Mystkowski Mateusz Ochocki

środa,

11 października 2017

15:00

Jeden rozczarowuje, drugi pozytywnie zaskakuje. Trójmiejskich Nalepów dwóch

- Michał Nalepa zawodnikiem Lechii Gdańsk – taki nagłówek w lipcu wywołał szok zarówno w Gdyni jak i w Gdańsku. Niepotrzebnie - od lata w Trójmieście Nalepów jest dwóch. To były zawodnik Wisły Kraków miał być czołowym obrońcą ekstraklasy, ale na razie jest transferowym rozczarowaniem, a Nalepa z Arki – dużym pozytywnym zaskoczeniem.
W teorii różni ich wiele, a łączy tylko zbieżność nazwisk. Lechista to wysoki środkowy obrońca, Arkowiec – niski pomocnik. Pierwszy ma za sobą grę w Ruchu Radzionków, Termalice Bruk-Bet Nieciecza, Wiśle Kraków i węgierskim Ferencvarosie, drugi zakładał tylko żółto-niebieską koszulkę.

Jednak gdy przyjrzeć się bliżej, to poza nazwiskami, jest jeszcze jedno podobieństwo. Po pierwsze obaj mają coś do udowodnienia – że ekstraklasa to dla nich nie za wysokie progi. Pierwszy pozycję w nowym klubie musiał budować od zera, drugi – po fatalnym poprzednim sezonie – też chciał udowodnić swoją wartość. I tu znów pojawia się różnica, bo starszy Nalepa w Lechii gra na razie tylko z konieczności, a młodszy jest jednym z najlepszych zawodników Arki w tym sezonie.

ROZCZAROWANIE PO DOBRYCH LATACH

Były zawodnik Wisły Kraków przychodził do Lechii po naprawdę dobrym czasie na Węgrzech. W barwach Ferencvarosu rozegrał łącznie ponad sto spotkań, zdobył mistrzostwo i trzy krajowe Puchary i wydawało się, że dojrzał do gry na wysokim poziomie w Polsce. Wcześniej nie najlepiej poradził sobie w Krakowie (18 meczów w sezonie), ale w przebudowywanej Lechii miał być naprawdę silnym ogniwem. Od razu wskoczył do wyjściowego składu, ale utrzymał się w nim tylko w pierwszych trzech kolejkach. Dwa pierwsze mecze rozegrał od pierwszej do ostatniej minuty, a w kolejnym dostał „wędkę” już w przerwie meczu. W następnym spotkaniu trener zmienił ustawienie i Nalepa powędrował na ławkę. Jeszcze gorsze wiadomości dostał dzień później, bo biało-zieloni zakontraktowali Błażeja Augustyna, a to dla byłego obrońcy Ferencvarosu oznaczało stałe miejsce wśród rezerwowych.Na boisko wrócił dopiero w 11. kolejce, bo rywal do miejsca w składzie pauzował za cztery żółte kartki.

POZYTYWNE ZASKOCZENIE PO STRACONYM SEZONIE

W zupełnie innej sytuacji jest drugi Nalepa. On sezon rozpoczął jako rezerwowy, ale już w pierwszym spotkaniu wszedł na boisko i strzelił gola po indywidualnej akcji przez pół boiska. Od tamtej pory na dziesięć meczów ośmiokrotnie był w podstawowej jedenastce drużyny Leszka Ojrzyńskiego, a ostatnio zanotował asystę na wagę punktu zdobytego w meczu z Cracovią. Ostatnim podaniem popisał się również w eliminacjach Ligi Europy. To on dograł do Rafała Siemaszki w 92. minucie pierwszego meczu z FC Midtjylland. Jednak nie wszystko widać w statystykach. Nalepa imponuje fantazją – kilkukrotnie popisał się dobrym strzałem z dystansu, a był również blisko zdobycia gola po uderzeniu przewrotką. Dobra forma pomocnika to zaskoczenie, ponieważ poprzedni sezon musiał spisać na straty. Tylko dziesięć razy pojawił się na boisku w lidze, ale ani razu nie rozpoczął meczu od pierwszej minuty. Jedyną asystę zaliczył w Pucharze Polski, w którym zagrał zaledwie dwukrotnie. W obecnych rozgrywkach zdążył poprawić liczby, które miał po całym zeszłym sezonie, a na boisku spędził już ponad dwa razy więcej minut.

Przed sezonem więcej można było spodziewać się po nowym zawodniku Lechii, a o pomocniku Arki nie wspominało się raczej wymieniając najważniejszych zawodników żółto-niebieskich. Tymczasem pierwszy póki co jest transferowym rozczarowaniem, a drugi największym pozytywnym zaskoczeniem w zespole Leszka Ojrzyńskiego. Obaj mają jeszcze mnóstwo czasu na udowodnienie swojej wartości w bieżących rozgrywkach, ale ich początek pokazał, że więcej drużynie daje ten ten, po którym trudno było się tego spodziewać.

Tymoteusz Kobiela