Sport
(fot. Ewa Lipka/Mendelejew Team)

sobota,

27 listopada 2021

10:47

Z bolesną kontuzją barku pobił cztery rekordy Europy. Najsilniejszy trójboista junior w Polsce mieszka w Gdańsku

Michał Pawłowski, trójboista mieszkający w Gdańsku, zachwycił niedawno swoim występem w Pucharze Świata federacji XPC. Mimo kontuzji, której doznał kilka tygodni przed startem, do Gdańska wrócił z czterema medalami, trzema statuetkami i ośmioma dyplomami. Pobił też aż cztery rekordy Europy.

Michał Pawłowski nad morzem zamieszkał stosunkowo niedawno, bo we wrześniu 2020 roku. Zdążył się już jednak w mieście zadomowić i, co ważne, ma tutaj świetne warunki do rozwoju. - W mojej rodzinnej miejscowości nie zrobiłbym tak ogromnych postępów, bo nie mamy tam profesjonalnego sprzętu do trenowania dyscypliny, którą uprawiam - podkreśla w rozmowie z Radiem Gdańsk.

A efekty tej pracy widać jak na dłoni. W ubiegłym tygodniu Pawłowski wystartował w Pucharze Świata XPC w Siedlcach i uzyskał tam najlepsze wyniki w całej swojej dotychczasowej karierze.

- Do tych zawodów, które były podsumowaniem moich startów w kategorii junior do lat 23, trenowałem bez przerwy od czerwca 2020. Najbardziej owocny czas przygotowań i wielkich ciężarów przypadł na październik i listopad bieżącego roku. Byłem naprawdę silny, podjąłem współpracę z trenerem Adamem Muraszko, by skupić się na tym, co najważniejsze i nie przesadzić w przygotowaniach - opowiada.


PROBLEMY Z BARKIEM


Kontuzji nie udało się jednak uniknąć. Dziesięć dni przed startem, podczas podnoszenia bardzo dużych ciężarów, zawodnik stracił równowagę i uszkodził bark.

- Okropny ból uniemożliwiał uniesienie ręki. Poczułem się podłamany, bo w przygotowania wkładałem całe serce i chciałem osiągnąć wyniki, jakich jeszcze w Polsce w mojej kategorii nie było. Zrobiłem więc wszystko, by przyspieszyć regenerację, odpuściłem wszystkie treningi aż do samych zawodów. Poszedłem też do do fizjoterapeuty i wtedy pojawiła się nadzieja, że jednak wystartuję. Po wizycie u specjalisty czułem się dużo sprawniejszy i uwierzyłem, że jeszcze coś zdołam na tych zawodach podnieść - tłumaczy Pawłowski.

Przyszedł w końcu czas startu i wielki sprawdzian. W głowie zawodnika i trenera pojawiało się wiele myśli, ale była też pewność, że trzeba spróbować. W końcu zapadła decyzja, że Michał zacznie od podnoszenia mniejszych ciężarów niż planował.


CAŁKIEM NIEZŁY START


W przysiadzie zaliczył najpierw 320 kg, później 335 kg, a przy trzecim podejściu zdecydował się na 350 kg, lecz niestety podczas tej ostatniej próby ciężar wygrał. Następnie było wyciskanie leżąc - i tu już bark dość mocno dawał się we znaki Michałowi.

- Rozgrzewkę skończyłem na 170 kg. Na podeście zacząłem od 185 kg i dzięki nowej nawierzchni było trochę stabilniej niż na rozgrzewce. W drugim podejściu zaliczyłem 192,5 kg, a w ostatnim 200 kg. Moim planem było zaliczenie 215-220 kg, ale kontuzja, no i po drodze jakieś ubytki energii, na to nie pozwoliły - opowiada trójboista.

Ostatni był martwy ciąg. Zawodnicy, bardzo już zmęczeni i o bardzo później porze, bo po północy, przystąpili do konkurencji. I tu zaskoczenie - powerlifter z Gdańska pobił rekord Europy.

- Zacząłem bardzo ostrożnie, by nie spalić podejścia i być klasyfikowanym. Ale po dłuższym namyśle postanowiłem "zaatakować" 316 kg. I tak pobiłem rekord Europy. Dostałem jeszcze propozycję od sędziny, czy chcę dodatkowego podejścia, po kolejny rekord, ale odpowiedziałem "nie, dziękuję, jestem dziś kontuzjowany", na co odrzekła "nie widać" - wspomina z uśmiechem.

Zaliczył więc 335 kg w przysiadzie, 200 kg w wyciskaniu leżąc i 316 kg w martwym ciągu. Łącznie 851 kg w trójboju - każdy z tych wyników to nowy rekord Europy. Dało mu to osiem dyplomów, cztery medale i trzy statuetki.


SUMIENNY I ZDYSCYPLINOWANY ZAWODNIK


Dumy ze swojego podopiecznego nie ukrywa trener Adam Muraszko, pasjonat sportów siłowych z niemal dwudziestoletnim stażem treningowym, który wśród swoich podopiecznych ma mistrzów i rekordzistów w trójboju siłowym federacji WPC, XPC, WRPF, WPA oraz PZKFiTS.

- Michał jest jednym z moich najbardziej utalentowanych zawodników. jego wyniki z mistrzostw nie obrazują w pełni tego, na co był przygotowany. Osobiście uważam, że podstawą jego sukcesu jest skrupulatna realizacja założeń treningowych i podporządkowanie każdego możliwego elementu życia swoim celom. Michał jest sumiennym i zdyscyplinowanym zawodnikiem, świadomym swoich możliwości. Z takimi osobami bardzo komfortowo się pracuje. Roztaczanie wizji przyszłych sukcesów czy rekordów pozostawiam teoretykom, my skupiamy się na rzetelnej pracy, a wyniki przemówią same - tłumaczy trener.


FILAR DRUŻYNY


Pawłowski jest także członkiem drużyny MendelejewTeam, która zajęła drugie miejsce w klasyfikacji drużynowej na tychże mistrzostwach. Jej właściciel, Łukasz Lipka, nie kryje zadowolenia, że Michał zasila szeregi tego teamu.

- Od kiedy pamiętam, Michał był silnym zawodnikiem. W swojej kategorii wiekowej zawsze plasował się na pierwszych miejscach. Dołączył do nas w tamtym roku, całkiem przypadkiem. Gdy pojawiał się na zawodach, przyjeżdżał sam, a, jak wiadomo, w naszej dyscyplinie ciężko samemu poradzić sobie ze wszystkim w dniu startu. Znał się z jednym z naszych zawodników i to on pomagał mu w rozgrzewce oraz wypuszczał go na pomost - wspomina Lipka.

- Pewnego dnia tak się złożyło, że zamieniliśmy parę słów i kolejne występy zaliczał już w naszych barwach. Momentalnie stał się fundamentalnym zawodnikiem teamu, robiąc ogromne postępy od jednych zawodów do drugich i dodając punkty do klasyfikacji drużynowej. Patrząc na Michała od razu da się zauważyć, że jest niezwykle ambitny, wie, czego chce i na pewno to osiągnie. W stu procentach poświęca się temu, co robi. "Pawłoś" jest w czołówce naszych zawodników i jestem pewien, że w przyszłym roku z jego pomocą będziemy najlepszą drużyną w Polsce - dodaje.


TO JESZCZE NIE KONIEC


Michał Pawłowski na laurach nie osiada. Radiu Gdańsk zdradza, że gdy tylko wróci do sprawności, podejmie się kolejnych wyzwań, bo to, co udało mu się osiągnąć tym razem, przerosło także i jego własne oczekiwania.

- Nie miałem wcześniej takiej kumulacji, a zrobiłem to teraz, mimo że start był na "zaciągniętym ręcznym". Teraz czekają mnie odpoczynek, wyleczenie barku i kolejne przygotowania do zawodów, bo jeszcze nie postawiłem kropki nad "i" - dodaje.

W planie ma między innymi start w zawodach federacji WPC/XPC World Cup w przyszłorocznym sezonie jesienno-zimowym.


Adrian Kasprzycki


Zobacz Galerię