Sport
"Sosnowiec łączy" - wymowny komentarz do postawy Adama Dei. W meczu z Zagłębiem zdobył dwie bramki, jedna z połowy boiska fot. 400mm.pl/Michał Chwieduk

środa,

02 czerwca 2021

13:30

Przygoda wielu cieni i aktualnego blasku. Adam Deja liderem Arki walczącej o Ekstraklasę

Pamiętamy dokładnie reakcje na słowa: Adam Deja został nowym piłkarzem Arki Gdynia. Część kibiców przewertowała 90minut.pl, wnioskując, że „coś z niego może być”, większość jednak pytała „po co nam taki transfer”.

Rozbieżność w interpretacji piłkarskich umiejętności Dei dotyczy całej jego kariery, w szczególności jednak przypada na gdyńską część jego CV. To tutaj przybywał jako „odrzut” z Cracovii, z łatką zawodnika do odbudowania i także tutaj stał się momentalnie zawodnikiem pierwszego składu. Wskoczył do niego błyskawicznie, w 8.kolejce tuż po parafowaniu umowy i plac oddawał w zasadzie tylko po czerwonych kartkach, które kładły cień na postawie nowego Arkowca.

JAKIEGO DEJĘ ZOBACZYSZ?

W debiutanckim sezonie 2018/19 mówiono o nim: nieprzewidywalny. Z jednej strony seriami czekał na swoje liczby, grając przyzwoicie w obronie, ale bez liczb w ataku. Z drugiej nie wytrzymywał ciśnienia, jak wówczas kiedy zupełnie niezrozumiale uderzył Bodvara Bodvarsona w pucharowym meczu z Jagiellonią Białystok, co skończyło się czerwoną kartką, a chwilę później wyrzuciło Arkę z walki o kolejną rundę.

Poprzedni sezon Ekstraklasy kończył z liczbą 21. występów i zaledwie jednym golem. Spadał huczniej niż sam klub – faulując na czerwoną kartkę w niezwykle ważnym meczu przegranym z Wisłą Płock 1:2. To była 40 minuta, spóźniony wślizg, bezdyskusyjna kara trzech meczów, bezdyskusyjne osłabienie, Deja znów w niesławie. Do końca sezonu zdążył wrócić tylko na jedno spotkanie, w kolejnych siedmiu decydujących o układzie sił w dole tabeli, nie powąchał murawy ani przez minutę.

To było dziwne – wiedziano, że Deja potrafi, że ma zadatki na czołowego piłkarza gdyńskiej drużyny, że przede wszystkim potrafi pięknie strzelać z dystansu, ale nie umiał tego udowodnić.

KROK W TYŁ, KROKIEM W PRZÓD

Kluczowa stała się decyzja o pozostaniu w Arce przed obecnym sezonem, choć nie była ona oczywista. Zespół bez Dei rozpoczął przedsezonowe zgrupowanie w Gniewinie, jednak porozumienie osiągnięto, a sam pomocnik szybko dołączył do drużyny. Z perspektywy czasu ten ruch wydaje się znakomity zarówno dla sportowca, jak i zespołu. 28-latek wreszcie utrzymał dyspozycję dłużej niż na parę chwil. Przebłyski z poprzednich sezonów zamienił na regularną jakość. Jest najbardziej bramkostrzelnym defensywnym pomocnikiem Fortuna 1-ligi, w opinii wielu także najlepszym graczem ligi na tej pozycji. Co więcej, wyciągnął też wnioski z bezmyślności, obecny sezon póki co kończy bez czerwonej kartki, zespołu nieudolnie nie osłabił.

PRZEJĄŁ SCHEDĘ

Jakkolwiek spojrzeć , Adam Deja jest filarem Arki. I to może nawet największym w ostatnich latach. Odkąd odszedł komplementowany Michał Nalepa, zasłużony Adam Marciniak, czy indywidualiści pokroju Luki Zarandii, lub Michała Janoty, żółto-niebiescy nie mieli wyraźniejszego sternika. To on panuje w środku pola, a kiedy zespołowi nie idzie, wieńczy dzieło pięknymi trafieniami. Tak było aż 6-krotnie, za każdym razem z punktową korzyścią dla zespołu. Gol przeciwko Resovii – zwycięstwo. Trafienie z Chrobrym – dające remis. Gol z Górnikiem Łęczna w 1/8 finału PP – kluczowy dla awansu. Ostatnie trafienia w szalonych bojach z Zagłębiem Sosnowiec i Koroną Kielce również wydatnie przyczyniły się do zapisania kolejnych 4-punktów.

I ten timing. Coś z czym przyszedł i coś co ma po dziś dzień. W debiutanckim sezonie w Arce trafił na 3:2 w Szczecinie z Pogonią, w rezultacie dało to Arce punkt. Kilka kolejek później jego gol pozwolił wygrać z Wisłą Kraków. To nie są zwykłe gole, dla podreperowania statystyk, jak to czasami bywało w przypadku Marko Vejinovicia. Zazwyczaj wpadają dokładnie w momencie, kiedy Arka tego potrzebuje.

LOSY KLUBU LOSAMI DEI?

Do pełni szczęścia potrzeba awansu do Ekstraklasy. Można zaryzykować stwierdzenie, że to od niego zależy pozostanie w klubie Dei. Czas płynie szybko, kariera nie trwa wiecznie, a 28-latek z pewnością nie może powiedzieć o sobie, że odłożył na bezpieczną emeryturę. Dlatego w przypadku awansu będzie miał możliwość renegocjowania stawki 2-letniej umowy, a w przypadku jego braku z pewnością przebierze wśród ofert możniejszych, może nawet z Ekstraklasy.

 

Paweł Kątnik