Sport
W meczu Arki z ŁKS-em było więcej walki niż gry w piłkę (Fot. PAP/Adam Warżawa)

sobota,

10 października 2020

14:30

Arka była lepsza, ale znów nieskuteczna. Gdynianie remisują z liderem i mają prawo być niezadowoleni

To miał być hit kolejki i starcie zespołów, które nie tylko chcą, ale też potrafią grać w piłkę. ŁKS jak na razie zdominował rozgrywki, Arka dobrze wystartowała i choć złapała lekką zadyszkę, to dalej jest w ścisłej czołówce. Ale niestety, jak to często bywa, zamiast hitu był kit i bezbramkowy remis.
Niedokładność, chaos i straty – tego było aż nadto. Ładnego rozegrania, dobrze konstruowanych ataków i składnych akcji? Tyle co kot napłakał. W pierwszej połwie Arka dwukrotnie stworzyła zagrożenie, dwukrotnie po dośrodkowaniach. Raz uderzał Adam Marciniak, w drugiej sytuacji Mateusz Młyński, w obu przypadkach bez zarzutu poradził sobie Arkadiusz Malarz. ŁKS chciał rozgrywać, budować koronkowe akcje, ale nic z tego nie wychodziło. Jałowe podawanie wszerz boiska nie mogło zaskoczyć żółto-niebieskich.

SĘDZIA PRZESZKADZAŁ

Inna sprawa, że ten mecz w dużej mierze popsuł też sędzia. Próg faulu ustawił na tak niskim poziomie, że każde trącenie rywala wiązało się z faulem. Po każdym pojedynku fizycznym można było spodziewać się gwizdka, który ostatecznie nadchodził. A że zawodnicy często ścierali się fizycznie, to i gra często była przerywana.

Warto odnotować bardzo dobry moment, który Arka miała w okolicach 60. minuty. Na boisko weszli Adam Deja i Marcus da Silva i od razu zaczęli stwarzać sporo problemów łodzianom. Udało się nawet trafić do siatki. Po szybkiej akcji w słupek uderzył Młyński, dobitkę skutecznie wyegzekwował Juliusz Lentiowski, ale sędzia bramki nie uznał, dyktując faul Marcusa na Malarzu. Z kolei w ostatnich minutach arbiter nie dopatrzył się faulu na Drewniaku, co poskutkowało groźną kontrą gości, w której świetnie spisał się pewny między słupkami Daniel Kajzer.

ZABRAKŁO SKUTECZNOŚCI

Trzeba też odnotować „setkę” Młyńskiego, którą miał po wstrzeleniu piłki w pole karne z prawej strony, ale został uprzedzony przez Wolskiego. Przy lepszej formie skrzydłowy mógł w tym spotkaniu skompletować hat-trick, a to byłoby ogromnym wyczynem w takiej jakości spotkaniu.

Ostatecznie jednak do siatki nie trafił nikt. Spore wątpliwości budzi sytuacja z nieuznanym golem i generalnie praca arbitra w tym spotkaniu, ale chyba nie można mówić o wypaczeniu wyniku. Arka zagrała wyraźnie lepiej od ŁKS-u, ale znów zabrakło skuteczności. Gdynianie trzeci mecz z rzędu kończą bez strzelonej bramki.

Tymoteusz Kobiela