Sport
Juliusz Letniowski jest nową gwiazdą Arki (Fot. 400mm.pl/Tomasz Zasiński)

sobota,

12 września 2020

08:40

Kompletna zmiana codzienności. Arka podtrzyma zwycięską passę?

31 maja 2020 roku, Arka przegrywa w derbach z Lechią 3:4 i notuje trzecią porażkę z rzędu. Chwilę później udaje się wygrać ze Śląskiem Wrocław, ale potem wycieczka do Warszawy kończy się bolesnym laniem 1:5. Gdynianie są w strefie spadkowej, zostali zmiażdżeni przez przyszłego mistrza Polski, a niedługo później spadną. Mijają trzy miesiące i żółto-niebiescy znajdują się już w kompletnie innej rzeczywistości.
Na początku zaznaczmy - nikt nie zapomina, że Arka nie gra już w ekstraklasie, a tylko na jej zapleczu. Pamiętamy o tym, bierzemy na to poprawkę. Ale i tak trudno nie docenić tego, jak żółto-niebiescy weszli w sezon. Dwanaście goli strzelonych, dwa stracone, sześć punktów w lidze i awans do 1/16 finału Pucharu Polski. 120% normy.

Co warto podkreślić - w zespole są nowe indywidualności, które dają jakość. O Juliuszu Letniowskim pisaliśmy już ostatnio. W pierwszej lidze czuje się jak ryba w wodzie, w Arce znów patrzy się na niego z przyjemnością. Pomorze wyraźnie mu służy i nie zmienia tego czerwona kartka z meczu z Puszczą. Jest też Kamil Mazek, który szybkością na tym poziomie wyraźnie się wyróżnia. W bramce dobrze radzi sobie Daniej Kajzer. Są też postaci dobrze wszystkim znane - Maciej Jankowski, Mateusz Młyński, Marcus - oni dalej stanowią bardzo ważne elementy tej drużyny. Zachowano więc jej tożsamość, choć zmian było mnóstwo, a przy tym wprowadzono sporo świeżej krwi.

Nastroje mogą więc być bardzo optymistyczne, ale trener Ireneusz Mamrot nie zapomina, że przed jego zespołem jeszcze ponad 30 meczów. - To jest dopiero początek ligi. Cały czas musimy przypominać, że mamy nowy zespół, każdy mecz pokazuje nam coś nowego. Chcemy, aby mankamentów w naszej grze było jak najmniej i nad tym pracujemy w każdym tygodniu - tłumaczy i przypomina szkoleniowiec.

PIŁKARSKIEJ DYPLOMACJI NIE BRAKUJE

Pojawiają się też typowe frazesy. Wszyscy wiedzą, zwłaszcza po meczach polskich drużyn w eliminacjach europejskich pucharów, że w Europie nie ma już słabych drużyn. Takich nie ma też oczywiście na zapleczu ekstraklasy.

- Teraz gramy mecze z zespołami, które dość długo występują w tym samym skaldzie personalnym. Zarówno Puszcza, jak i teraz Górnik. Mimo że jest beniaminkiem, to w składzie ma wielu doświadczonych zawodników, także grających wcześniej w ekstraklasie lub wiele lat na poziomie 1 ligi. To więc to beniaminek tylko z nazwy, a jednocześnie zespół niezwykle doświadczony, zdyscyplinowany. W tej lidze nie ma łatwych meczów - zapewnia Ireneusz Mamrot.

TO POWINNO BYĆ SPOKOJNE ZWYCIĘSTWO

Oczywiście szkoleniowiec ma rację, choć trochę się uśmiechamy, czytając te słowa, bo to typowa piłkarska dyplomacja. Fakty są takie, że gdynianie świetnie rozpoczęli sezon, są w gazie, mierzą w awans i z Górnikiem Łęczna powinni po prostu spokojnie wygrać. Nawet jeżeli pora tego meczu - niedziela, 12:40 - niekoniecznie sprzyja graniu w piłkę na najwyższym poziomie.

Tymoteusz Kobiela