Sport
(fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk)

środa,

08 lipca 2020

22:45

Zlatan, Zlatan, Zlatan Alomerović! Lechia po horrorze awansowała do finału Pucharu Polski!

Jeżeli można o jakiejkolwiek drużynie powiedzieć, że potrafi cierpieć, to jest tą drużyną Lechia. 120 minut walki w obronie, drżenia przy strzałach rywali, z kilkoma wypadami do ofensywy. Wystarczyło na remis 1:1 i doprowadzenie do rzutów karnych. W nich bohaterem został Zlatan Alomerović, który wprowadził Lechię do finału Pucharu Polski, dokonując w serii jedenastek niemożliwego!
O pierwszej połowie w wykonaniu Lechii powiedzmy tyle, że gdańszczanie byli na murawie. Jeden stwierdzi, że grali defensywnie, czekali na kontrataki i reagowali na ruchy Lecha, któremu oddali inicjatywę, a inny zapyta, czy biało-zieloni wiedzieli w przerwie, kogo Dariusz Żuraw wystawił między słupkami.

A poważnie, Lechia oddała trzy strzały, ani jeden nie był celny. Lech strzałów miał 10, akcji sporo, nie brakowało też rozmachu. A ile razy trafił w światło bramki? Dokładnie tyle samo, ile Lechia. Po pierwszych 45 minutach kibice byli solidnie wynudzeni.

MUŚNIĘCIE FLAVIO, BOMBARDOWANIE LECHA

Druga połowa to już kompletnie inna bajka. Lechia potrzebowała piętnastu minut, żeby swój plan z pierwszej połowy w końcu skutecznie wcielić w życie. Jedna dobra wrzutka, chociaż to mało powiedziane. Jednak doskonała wrzutka Rafała Pietrzaka, Flavio Paixao, który musnął piłkę z delikatnością, niemal czułością, ale też taką precyzją, że van der Hart nie miał absolutnie żadnych szans. Wydawało się, że to była typowa Lechia – obrona, jeden gol i czekamy na koniec meczu. Ale do końca meczu było pół godziny, a gdańszczanie wytrzymali trzy minuty. Dani Ramirez uderzył precyzyjnie z dystansu i Zlatan Alomerović w 65. minucie wyciągał piłkę z siatki.

I rozpoczęło się bombardowanie. Powiedzieć, że Jakub Moder uderzeniami z większej odległości Alomerovicia straszył, to nic nie powiedzieć. Bramkarz miał kolosalne problemy, te piłki będą śniły mu się w koszmarach. Ale jakimś cudem zawsze udawało się je odbić, a nawet kiedy futbolówka trafiła w słupek i wróciła w pole karne, poznaniacy nie byli w stanie dobić. Z dystansu próbowali też Tiba i Ramirez, każdy strzał co najmniej pachniał bramką, niektóre wręcz cuchnęły.

CHWILA GROZY

Potem im bliżej ostatniego gwizdka, tym napór Lecha jakby słabł, ale w 92. Minucie serca kibiców Lechii na moment się zatrzymały. Dośrodkowanie z lewej strony, piłka spada w okolicach Conrado, który dostaje w rękę, a sędzia Musiał bez większego wahania wskazuje na jedenastkę. Analiza VAR pokazała jednak, że coś, co w pierwszym tempie wyglądało na bezdyskusyjną jedenastkę, koło rzutu karnego nawet nie stało. Brazylijczyka piłka trafiła w brzuch, arbiter jedenastkę odwołał. Chwilę później zagwizdał po raz kolejny i ostatni w podstawowym czasie gry, rozpoczęła się dogrywka.

Rozpoczęła się dogrywka, a Lech swoje – bombardowanie. Zlatan przy strzałach z dystansu wyglądał bardzo słabo, ale popisał się w akcji jeden na jeden z Gytkjaerem, którą pięknie obronił. Lechia w końcu pokazała też, że potrafi zaistnieć w ofensywie. Najpierw słabo strzelał Tomasz Makowski, potem Maciej Gajos już zdecydowanie lepiej, ale bramkarz Lecha nie dał się pokonać. Po pierwszej połowie dogrywki dalej było 1:1.

EGZON MIAŁ PIŁKĘ MECZOWĄ

Lechia raz za razem podgrzewała temperaturę kolejnymi rozpaczliwymi interwencjami, zdarzyło się też, że podaniami do Alomerovicia w wyjątkowo niefortunnych momentach, ale w 113. Minucie znów przypomniała o sobie w ataku. Conrado pokręcił na lewej stronie, dograł do Flavio, który wystawił Egzonowi Kryeziu (swoją drogą to prawdopodobnie najbardziej niespodziewany występ w tych rozgrywkach), ale ten spudłował. Chwilę później Łukasz Zwoliński pokazał siłę, przepychał się z obrońcami, ale do strzału ostatecznie nie doszło. Warto jednak docenić, że w końcu Zlatan i obrońcy mogli chwilę odpocząć. W ostatnich minutach ewidentnie Lechia czekała na rzuty karne. W obronie pracowali wszyscy, z Flavio na czele. Lech postraszył jeszcze strzałem Jóźwiaka w ostatniej minucie dogrywki, ale nie sprawił on problemów Alomeroviciowi. Chwilę później sędzia zakończył dogrywkę. Czas na rzuty karne.

ZLATAN CZYNI CUDA!

Zaczął Jarosław Kubicki, szczęśliwie, po rękach bramkarza, ale trafił. Bardzo pewnie i piekielnie mocno odpowiedział Gytkjaer. Po nim podszedł Rafał Pietrzak, uderzył nieźle, ale van der Hart złapał piłkę. Bramkarz jednak odniósł kontuzję i kolejne jedenastki musiał bronić z urazem. Jako czwarty podszedł Moder, pewnie trafił przy prawym słupku Zlatana i było 2:1. Wyrównał, strzałem w okienko, Łukasz Zwoliński. Lubomir Satka jako kolejny wybrał rozwiązanie siłowe, Alomerović wybrał dobry róg, ale nie sięgnął piłki. Do piłki podszedł Kryeziu, ale uderzył beznadziejnie, van der Hart obronił i wywołał niemal eksplozję na stadionie. Ale kolejny strzał, Filipa Marchwińskiego, obronił Zlatan i dał nadzieję. Swoje zadanie wykonał Flavio Paixao, a Zlatan znów dokonał cudu. Obronił i po pięciu seriach było 3:3.

Na 4:3 trafił Maciej Gajos, piłka była po stronie Lecha, który miał na sobie presję. Podszedł Kamil Jóźwiak i spudłował! Uderzył fatalnie, nad poprzeczką, Lechia znów awansowała do finału Pucharu Polski!
 
Tymoteusz Kobiela