Sport
Nz. nasz dziennikarz Włodzimierz Machnikowski (Fot. Radio Gdańsk/Jacek Klejment)

poniedziałek,

29 czerwca 2020

12:32

Od zapachu metanolu, po koszykarski wsad. Wspomnienie Włodzimierza Machnikowskiego z okazji 75. urodzin Radia Gdańsk

Z tych 75 lat - ponad 25 swego życia zawodowego spędziłem w Radiu Gdańsk. Radio i sport pomagały mi budować autorytet nauczyciela języka polskiego, bowiem przez kilka lat łączyłem obie przyjemności. Uczniowie z ostatnich ławek jeśli już mnie jakkolwiek poważali, to nie za to, że wiedziałem, o co chodzi w II części "Dziadów" i odróżniałem deklinację od koniugacji, ale za to, że widywali mnie na Traugutta, kiedy z mikrofonem w dłoni na płycie boiska przeprowadzałem wywiady z nastoletnimi - Grześkiem Królem czy Tomkiem Dawidowskim. 

Do Radia trafiłem na początku lat 90-tych, gdzie jak się później okazało, zastąpiłem legendarnego Jerzego Geberta - sprawozdawcę olimpijskiego z czterech igrzysk, latającego reportera podczas kolarskiego Wyścigu Pokoju, człowieka posiadającego dar słowa. Podobnie jak Marek Gostkowski, więc było się od kogo uczyć. Obu znałem z radia, kiedy w sobotę po 18:00 a potem jeszcze w niedzielę o 21:05 słuchałem ich głosów w audycji Z boisk i stadionów. Wtedy nie było jeszcze smartfonów, internetu, a gazety wychodziły dopiero w poniedziałek. Radio było pierwszym źródłem informacji i przekaźnikiem nadzwyczajnych emocji, których nie zaburza obraz w telewizyjnym przekazie. 

Mówić do mikrofonu uczył mnie Konrad Szachnowski - wówczas spiker wiadomości, a później dyrektor Teatru Miniatura. Wiedziałem ze studiów, czym różni się kadencja od antykadencji, co to jest akcent oraz intonacja, ale dopiero po ćwiczeniach z Konradem usłyszałem wszystkie te zjawiska fonetyczne. Miał dobry warsztat, bo był aktorem z wykształcenia.

OD ŻUŻLA DO KOSZYKÓWKI

Trafiłem na fajny czas dla Radia. Bo było najszybsze i pachniało emocjami. Najbardziej chyba podczas relacji żużlowych. Za Wybrzeżem jeszcze z Jarkiem Olszewskim, Markiem Derą, Sebastianem Ułamkiem, Krzyśkiem Pecyną i Adamem Fajferem, a potem Tonym Rickardssonem i Krzyśkiem Cegielskim - zjeździłem całą Polskę. Na przełomie wieków cieszyliśmy się razem z podium MP. Potem żużel podupadł i narodziła się potęga koszykówki. 

W 1996 roku z Łodzi przywieźliśmy pierwsze mistrzostwo dla Gdyni. To była Warta, bo sponsorem głównym była firma ubezpieczeniowa. Potem do projektów realizowanych przez Mietka Krawczyka garnęły się coraz potężniejsze firmy: Lotos, PKO BP, Polpharma, Fota, wreszcie VBW Clima Engeenering Bogusława Witkowskiego, który teraz dowodzi całym koszykarskim interesem.

Na szczycie byliśmy w 2002 roku w Lievin i 2004 w Pecsu, gdzie drużyna pod wodzą Krzyśka Koziorowicza z Małgorzatą Dydek i Agą Bibrzycką grała w Final Four Euroligi.

Potem dołączyli koszykarze Trefla, z którymi awans do ekstraklasy przywieźliśmy z Ostrowa. Było gorąco, siedziałem u stóp miejscowych kibiców i musiałem chować głowę przed bateryjkami rozmiaru paluszków, które latały w moim kierunku.

Bezpieczniej mimo wszystko było na Bałkanach, gdzie na przełomie wieków już w Eurolidze z Prokomem Trefl graliśmy w Belgradzie z Partizanem. Pamiętam jak w drodze do hali, kierowca autokaru puszczał nam partyzanckie piosenki, a z przodu i z tyłu jechały wozy policyjne.

Spokojniej było w Madrycie, Barcelonie, Stambule i Atenach, a nawet w Tel Awiwie.

NA POCZĄTKU BYŁO RADIO

W ostatnim ćwierćwieczu w pasmach sportowych Radia Gdańsk swe dziennikarskie kariery zaczynali ludzie, którzy dziś znaczą w mediach centralnych. Szymon Borczuch z TVP Sport, Mariusz Hawryszczuk i Szymon Zaworski z Polsatu, a także Maciej Turnowiecki, dziś wiceprezes Stoczniowca.

Wyjątkową postacią był Jacek Kamiński, który zmarł nagle przed niemal 11 laty. On był wierny radiu do końca - do 25 sierpnia 2009 roku, kiedy upadł podczas rekreacji na bieżni stadionu przy Grunwaldzkiej 244. Stadionu, z którego relacjonował przebieg meczów rugbystów, kilkaset metrów od hali Olivia, która po jego mieszkaniu na gdańskiej zaspie i Radiu Gdańsk, była jego trzecim domem. Jacek kochał hokej, sam nieźle grał na poziomie amatorskim i posiadł nadzwyczajny dar zarażania swoją pasją.

Nie ma Jacka. Nie ma fajnego faceta, który przeżył niewiele ponad 35 lat i który planował jeszcze tyle dobrych potrzebnych rzeczy. Naszym obowiązkiem, a także potrzebą jest pamięć.

Dlatego Paweł Kątnik, który robił w życiu różne rzeczy nim został "etatowym" sportowcem Radia Gdańsk i Tymek Kobiela, który pierwszy raz na Grunwaldzką 18 trafił jako rzecznik Seahawks Gdynia oraz nasze dziewczyny - piłkarska plotkara Anita Kobylińska oraz gustująca w lekturach sportowych Joasia Wiśniowska, mają świadomość tego, co było wcześniej.

A wizytówką Radia Gdańsk przez 75 lat był sobie sport. I my robimy wszystko, żeby tego nie zepsuć. 


Posłuchaj jubileuszowego materiału Włodzimierza Machnikowskiego: 

 

 

Włodzimierz Machnikowski