Sport
MAteusz Kaszowski u boku Leytona Hammondsa (Asseco Arka) fot. 400mm/Grzegorz Jędrzejewski

piątek,

10 kwietnia 2020

17:13

Mateusz Kaszowski z Asseco Arki: wyjazd z domu, juniorskie sukcesy i skaczący Josh Bostic

- Koszykówkę mam we krwi, bo od urodzenia miałem styczność z piłką. Tata opowiadał, że jak byłem mały, robił mi kulki z papieru, którymi rzucałem do kosza. Miałem 13 lat, kiedy powiedziałem sobie „chcę robić to na poważnie” - mówi koszykarz Asseco Arki Mateusz Kaszowski.

Historia Mateusza Kaszowskiego dopiero nabiera rumieńców, a o jej kolejnych rozdziałach zdecyduje pewnie on sam i jego samozaparcie. Na razie jest na początkowym etapie kariery koszykarskiej. Świeżo upieczony MVP sezonu 2. ligi, Mistrz Polski do lat 20 z Asseco Arką Gdynia i rozgrywający pukający do zawodowego świata basketu.

13 LAT I WYJAZD

W rozmowie z Radiem Gdańsk opowiada o wyjeździe z rodzinnego Łańcuta, kiedy w mekce polskiej koszykówki, Wrocławiu, budował dalszą tożsamość. O początkowym braku strachu, zamienionym w chęć powrotu do domu. - Miało być super, duże miasto, nowe perspektywy. I wolność. Rzeczywistość wszystko zweryfikowała. Pierwsze trzy miesiące były spoko. Jak dzwoniła mama, mówiłem żeby za często z tatą nie dzwonili, że dam sobie radę. Po trzech miesiącach były momenty załamania, dzwoniłem że chcę wracać. Przetrwałem moment kryzysowy, drugi rok był lepszy a w trzecim już radziłem sobie bez problemu - wspomina 19-letni rozgrywający.

O dominacji na parkietach juniorskich, kiedy jego WKK pokonywało Albę Berlin i Bayern Monachium. Zwycięstwach po 30, 40 punktów. - To było najlepsze miejsce do rozwoju, wygrywaliśmy z każdym. Jeździliśmy na bardzo mocne turnieje, a treningi dawały wtedy więcej niż mecz.


INNE ŚWIĘTA

O smutniejszych tegorocznych świętach i koronawirusie, który w Łańcucie zebrał już śmiertelne żniwo. O ojcu, który jest trenerem I-ligowego Sokoła Łańcut. Wreszcie o pierwszych poważnych wyzwaniach w seniorskiej koszykówce, z Joshem Bosticiem w tle. - To było w meczu z Dąbrową, wszedłem w drugiej kwarcie. Poczułem dreszczyk emocji, nawet ręce się trzęsły. Później grałem swoją koszykówkę, zdobyłem punkty, a Josh skakał z radości, kiedy trafiłem trójkę. Ciężko opisać to słowami – wspomina Mateusz Kaszowski.

Więcej w materiale dźwiękowym. Rozmowa przeprowadzona przez aplikację Skype:

 

 Paweł Kątnik