Sport
Hal Robson-Kanu podczas meczu z Austrią w eliminacjach do Mistrzostw Świata w Rosji (2-2). Fot. Wikimedia Commons

czwartek,

20 lutego 2020

20:50

Razem z Kamilem Grosickim walczy o awans do Premier League. Jego firma już odniosła w niej sukces [POSŁUCHAJ]

Gdy miał 16 lat, po drugiej w przeciągu dwóch lat operacji kolana, jego ojciec usłyszał, że syn powinien pomyśleć o innej przyszłości niż ta związana z zawodem piłkarza. Prawie 15 lat później Hal Robson-Kanu wciąż spełnia się na boisku, ale i poza nim. „Kurkuma uratowała moją karierę”, przyznaje.

Posłuchaj audycji:



RODZINA, BIZNES, PIŁKA – W TEJ KOLEJNOŚCI?

Kiedy 1 lipca 2016 roku jego gol dawał reprezentacji Walii prowadzenie w meczu z Belgią, serca kibiców zabiły mocniej. Podopieczni Chrisa Colemana dokonywali właśnie – wydawało się – niemożliwego: na wyciągnięcie ręki mieli półfinał Mistrzostw Europy we Francji. W nim Walia została wyeliminowana przez późniejszego zdobywcę złotego medalu, Portugalię (0-2), ale dla trzymilionowej nacji turniej i tak wiązał się z historycznym osiągnięciem.

Dwa lata później, po nieudanych eliminacjach do Mistrzostw Świata w Rosji, Hal Robson-Kanu ogłosił, że rezygnuje z dalszej gry w reprezentacji.

– West Brom dopiero co spadł z Premier League, moja żona urodziła nasze trzecie dziecko, a ponadto miałem biznes, którym trzeba było się zająć. Musiałem zwolnić – tłumaczy swoją decyzję sprzed dwóch lat walijski pomocnik.

„CHAMPIONSHIP TO JEDNA Z NAJTRUDNIEJSZYCH LIG NA ŚWIECIE”

Do reprezentacji jednak wraca, a wspomniany biznes – kwitnie. Rozkwita ponownie także jego kariera, bo West Bromwich Albion jest na znakomitej drodze do powrotu do elity. Kamil Grosicki i koledzy mają 4 punkty przewagi nad Leeds i wciąż utrzymują się na szczycie zaplecza Premier League.

− Championship to jedna z najtrudniejszych lig na świecie – jest bezwzględna i prędzej czy później odnotujesz nagły spadek formy, mówi zawodnik.

− Mamy jednak fantastyczny skład, panuje w nim ogromna konkurencja. Moglibyśmy wystawić dwie pełne jedenastki, które spokojnie świetnie dawałyby sobie radę w rozgrywkach – podkreśla.

WIĘCEJ NIŻ PRZYPRAWA

Walijczyk jednak nie znajdowałby się tu, gdzie znajduje się obecnie, gdyby nie magiczna z perspektywy jego kariery… kurkuma. Znana przede wszystkim jako przyprawa dodawana do potraw curry, ma również właściwości prozdrowotne. O tych Robson-Kanu być może nie dowiedziałby się nigdy, gdyby w jego przypadku nie okazało się to konieczne.

W wieku 15 lat zerwał więzadła w kolanie. Poddał się operacji, przez rok kontynuował rehabilitację, po czym – miesiąc po powrocie na boisko – zerwał je ponownie. Gdy przeszedł kolejną operację, chirurg zasugerował jego ojcu, że być może przyszła pora, aby syn zajął się czymś innym.

− Po kolejnych dwunastu miesiącach rehabilitacji, gdy miałem 17 lat, moje kolano nieustannie puchło, jak balon. Lekarze zaczęli przepisywać mi leki – łykałem je jak cukierki, wspomina zawodnik.

Wtedy, wraz z tatą, zaczęli szukać alternatywy. Z pomocą przyszły shoty z kurkumy – małej wielkiej przyprawy, która jak się okazało, potrafiła w tym przypadku zdziałać cuda. Opuchlizna w kolanie całkowicie zeszła, a kurkuma, jak przyznaje Robson-Kanu, stała się jego tajną bronią.

ZŁOTY BIZNES

Na codziennym stosowaniu złocistych shotów – które jak przyznaje, przyjmuje do dziś – piłkarz nie poprzestał. W 2018 roku założył z tatą firmę, która opracowała nową formułę i spopularyzowała kurkumę w angielskim środowisku piłkarskim.

− Cieszył mnie fakt, że okazały się skuteczne. Ale były tak paskudne, że nieraz, odruchowo, wypluwałem je. Wraz z rodziną postanowiliśmy więc podjąć się produkcji własnych shotów, opartych o nową recepturę – opowiada reprezentant Walii.

Interes okazał się sukcesem. Od dwóch lat firma piłkarza zaopatruje w kurkumowe shoty m.in. reprezentację Anglii w rugby oraz połowę drużyn piłkarskiej Premier League. Czas, aby i sam Hal Robson-Kanu do nich dołączył – kurkuma potrafi w końcu zdziałać cuda.

Na „Piłkarskie plotki” zapraszamy w każdą niedzielę o godz. 17:30 w magazynie „Radio Gdańsk Z boisk i stadionów”.

Anita Kobylińska