Sport
Po bardzo dobrym spotkaniu hokeiści Lotosu PKH Gdańsk pokonali GKS Tychy 5:3 (Fot. Tomasz Rulski/400mm.pl)

piątek,

04 października 2019

20:56

"Tercja prawdy" przesądziła o zwycięstwie. Lotos PKH Gdańsk pokonał mistrza Polski w wyjątkowej oprawie

Po zwycięstwach nad outsiderami Kadrą PZHL i Naprzodem Janów gdańszczanie stanęli przed najpoważniejszym w tym roku wyzwaniem. Mistrz Polski rekomendacji nie wymaga, ale akurat z Tychami hokeiści z Gdańska radzą sobie zwykle nie najgorzej.

Ubiegłoroczny play-off stanowił dowód, że PKH z GKS nie musi przegrywać. Mecz miał wyjątkową oprawę. Patron spotkania - Muzeum II Wojny Światowej - zadbał, by bluzy miały rocznicowe akcenty, związane z 80-leciem wybuchu wojny.

ZNAKOMITE OTWARCIE

Wynik otworzył w 13. minucie Szymon Marzec. Jedyny w Lotosie reprezentant Polski podaniu Tomasz Pastryka nadał rangę asysty. Jednak to Marzec był animatorem eksplozji radości na trybunach. Wjechał w tercję gości i strzałem z dystansu pokonał Murray'a. Miał dużo miejsca, bo oba zespoły grały wówczas w osłabieniu. W ostatniej minucie pierwszej tercji Tychy mogły doprowadzić do wyrównania. Witecki świetnie zwiódł gdańszczan, ale strzał mu nie wyszedł.

LOTOS W NATARCIU

Mistrzowie Polski do Gdańska przyjechali po punkty. Wynik po pierwszej tercji oddalał ich od realizacji ambitnego planu. Drugą tercję zaczęli zatem od zdecydowanego natarcia. Gdańszczanie jednak także mieli swoje szanse, bowiem Murray w bramce gości nie czuł się zbyt pewnie.

W 28 minucie krążek drugi raz znalazł się w bramce gości. Sędziowie zdecydowali się na sprawdzenie, czy nie znalazł się tam po kontakcie z łyżwą strzelającego. Ostatecznie weryfikacja video okazała się korzystna dla Lotosu, a bramkę zapisano Josefovi Vitkowi.

Po kilkudziesięciu sekundach Cichy miał obowiązek strzelić kontaktowego gola, którego Fuczik nie miał prawa obronić. A jednak gdańszczanie zachowali dwubramkową przewagę. Lotos, niesiony dopingiem, szedł za ciosem. Dwaj tyszanie usiedzieli na ławce kar, gdy kolejny raz Vitek z bliska zamknął akcję i było 3:0. Trybuny oszalały. Po chwili gospodarze wzięli zimny prysznic. Jefimienko strzelił z nadgarstka. Uczynił to tak dynamicznie, że Fuczik nie miał szans na skuteczną interwencję.

To był kolejny gol strzelony w przewadze. Po dwóch tercjach było wciąż pięknie. Gdańsk prowadził z Tychami 3:1.

TERCJA PRAWDY

W 44. minucie Mroczkowski dobił strzał Akimoto i goście zdobyli kontaktową bramkę. To był czwarty gol zdobyty w tym meczu przez drużynę grającą w przewadze. Do końca spotkania był jeszcze ponad kwadrans. Gdańszczanie nie potrafili stworzyć groźniejszych sytuacji. Tyszanom z kolei nie brakowało determinacji. Jednak Fuczik radził sobie ze strzałami Pociechy, Kotlorza i Cichego. W 54. minucie ten ostatni sprytnie znalazł się za plecami bramkarza Lotosu i dobił po strzale Ciury. Znowu był remis.

Gdańszczanie zareagowali natychmiast. Vitek znalazł się w sytuacji sam na sam z Murray'em. Strzelał, bramkarz obronił, ale Czech odzyskał krążek, podał do Hawlika i gospodarze odzyskali prowadzenie. Wynik na 5:3 ustalił w 59. minucie Gołowin, który błyskotliwie oszukał obrońców i strzelił do pustej bramki. Lotos PKH zasłużenie pokonał mistrza Polski.

Włodzimierz Machnikowski/mkul