Słyszę, więc piszę. BLOG Adama Grzybowskiego
fot.Adam Grzybowski

niedziela,

22 września 2013

22:00

W niedzielę po kościele

Ostatni dzień lata jest nostalgiczny. Chociaż nie leje, nie wieje i można przyjąć, że pogoda sprzyja. Jednym, bo zrobią zapomniane zakupy, innym bo pójdą na przechadzkę.
Czasem z zaskakującym finałem na przykład, gdy przed sopockim ratuszem spotka się tłum, do którego z balkonu przemawia powszechnie znany i lubiany konkurent prezydenta miasta. W sezonie na protesty i demonstracje zdecydowanie koncyliacyjny. O patronie świetności miasta mówi dużo i w samych superlatywach. Póki co, chodzi o cesarza Wilhelma II, ale z czasem, kto wie? Mają być następne takie spotkania, więc pewnie dojdziemy i do bliższych nam czasów.

blog 28a w niedziele 020Powodem zbiegowiska jest bowiem spacer poświęcony „Cesarskiemu Sopotowi”. Słuchamy więc z zapartym tchem, jak powstał herb miasta i co miała do tego piękna podobno studentka sztuk pięknych z miasta Berlina. Zadzieramy głowę przy kościele św. Jerzego, bo wieży na specjalne życzenie monarchy, przybyło 7 metrów. Wpatrujemy się w fasadę Szpitala Reumatologicznego i jej wspaniałe zdobienia... I trochę zazdrościmy tym, którzy wylosowali piękne nagrody za udział w wycieczce.

No cóż, może jak się nie ma szczęścia w konkursach i w losowaniach, znajdzie się je gdzie indziej?

Wreszcie jesteśmy pod Zatokę Sztuki, skąd przegania nas młoda i energiczna obsługa. Chodzi o to, że przewodnicka tuba przeszkadza uczestnikom zebrania na drugim piętrze. Znów koncyliacyjność bierze górę nad emocjami jednego z wycieczkowiczów, który wyraźnie denerwuje się takim obrotem sprawy. Niepotrzebnie. Odsuwamy się więc nieco od szafy im. Polańskiego i od Zatoki, by o sztuce Fałata i Kossaka, nadwornych malarzy władcy II Rzeszy porozmawiać pod jakimś dębem, czy innym kasztanem.

A potem każdy idzie w swoją stronę. Jedni na dalszy ciąg spaceru, inni śladem, który wyznacza niezapomniana piosenka Młynarskiego o jesiennym starszym panu, co to „Parasol wielki ma, I zmartwień trochę też, Przez pusty idzie park, W czerwony liści deszcz”. I w nieco nostalgicznym nastroju docieramy do miejsca, które dla innych może być kwintesencją niedzielnego popołudnia.
Samotnego Człowieka.