Słyszę, więc piszę. BLOG Adama Grzybowskiego
Antti Pohjonen, prezes Sand Valley Company (z prawej) w rozmowie z Carstenem Nilsenem, przewodniczącym Skandynawsko – Polskiej Izby Gospodarczej (SPCC) fot.Adam Grzybowski

środa,

11 września 2013

13:05

Bunkry i handicapy

Chociaż Antti Pohjonen jest już u nas znakomicie zadomowiony - na temat fabuły „Chłopów” woli się nie wypowiadać i pozostawia to polskiej narzeczonej. Ale o widowisku mówi, że świetne, a o warstwie wokalnej i muzycznej, że porywająca. Przede wszystkim podkreśla jednak, że na uroczystym otwarciu Teatru Muzycznego i premierowym spektaklu nie znalazł się przypadkiem, lecz z powodu „historycznych zaszłości”.
Otóż przed z górą dwudziestu laty firma jego rodziny nawiązała współpracę z Okręgowym Przedsiębiorstwem Energetyki Cieplnej w Gdyni. Biznes rozwinął się na tyle dobrze, że po pewnym czasie za bardzo dobrą cenę kupił go światowy producent urządzeń chłodniczych, klimatyzacyjnych i grzewczych.

Finowie, po gruntownym przemyśleniu sprawy postanowili, że zarobione pieniądze zainwestują w Polsce. Może nie na taką skalę, jak koncern Huhtamäki, czy Cargotec, ale podobnie jak oni, z myślą o perspektywie. Ta zaś przełożyła się na bezsporny fakt, że dziś tylko u Antti Pohjonena, „na udeptanej ziemi”, w tym samym miejscu i o tej samej porze, można spotkać jednocześnie Heikki Kovalainena, jednego z najsłynniejszych fińskich kierowców Formuły 1, Pawła Olechnowicza– prezesa grupy LOTOS oraz mistrza olimpijskiego Mateusza Kusznierewicza, a także gwiazdę hokeja Mariusza Czerkawskiego i aktora Mikołaja Grabowskiego.

Magnesem dla nich oraz około 130 innych stałych gości z Polski i Skandynawii jest łatwo dostępny, stuhektarowy obszar wraz z infrastrukturą Sand Valley Golf & Country Clubu w Pasłęku. To jedno z nielicznych miejsc w Polsce, gdzie organizuje się międzynarodowe turnieje golfowe.

Widać opłaciło się ryzyko, jakie fińska rodzina podjęła do spółki ze znanym gdyńskim menadżerem, skoro Antti podczas wtorkowego spotkania z grupą szwedzkich przemysłowców bardzo przekonywująco mówił, że nie czuje się u nas obcym inwestorem, lecz „integralnym członkiem społeczeństwa”.

– Kiedyś potrafiłem powiedzieć po polsku tylko Mc Donald's – żartował - a dziś jestem jednym z nich – oświadczył, wskazując na przedstawicieli lokalnej administracji i biznesu. – Nie żałuję tego kroku – dodał. Jego zdaniem golf w Polsce praktycznie nie istnieje. - Nie ma tu tylu golfistów, co u nas i zupełnie inaczej patrzy się na relacje między wysoką jakością usług, ich kosztami i ceną, jaką trzeba zapłacić.

Luka wypełnia się powoli dzięki wielu akcjom informacyjnym i przedsięwzięciom edukacyjnym oraz komplementarnej ofercie umożliwiającej spotkania integracyjne, różne formy rekreacji i wypoczynku. Dobrze też służy temu powstawanie kolejnych obiektów golfowych, których póki co jest w Polsce ok. 40. – Nie konkurujemy ze sobą – podkreśla właściciel klubu – lecz kooperujemy, tworząc zapotrzebowanie i rynek. Wyrazem tego było w czerwcu przeprowadzenie pierwszy raz w Polsce ponad dwugodzinnej transmisji telewizyjnej z turnieju golfowego.

Gdy A. Pohjonen zetknął się z Polską w 1991 roku i przeżył szok kulturowy. - To było, jak przejście z fast foodów na pierogi! Skojarzenie ciekawe. Zapewne wynikające stąd, że - aby poznać smak wielkiego sukcesu - trzeba dokładnie wiedzieć, co jest w środku. Także w sferze nie tylko biznesowej, lecz kulturowej i mentalnościowej, gdy księgowe „winien” i „ma” jest jak golfowy „bunkier” i „handicap”.