Słyszę, więc piszę. BLOG Adama Grzybowskiego
Gdyńskie Centrum Filmowe Źródło:archdeco.pl

poniedziałek,

09 września 2013

12:39

Jessicka, bazylika i nowe w centrum Gdyni

Piątek w samo południe. Trzy radiowozy, dwa samochody straży miejskiej, umundurowani ochroniarze i nie umundurowani tajniacy otaczają gdyński Teatr Muzyczny. Jeden przebrany nawet za matkę karmiącą piersią.
Dyrektor Wojciech Dmochowski tłumaczy, że działania profilaktyczne podjęto w obawie przed zawziętością wandali, którzy już pod osłoną nocy chcieli pokryć sprayem świeżutkie mury i sprawdzić trwałość witryn świecących czystością.W pamięci są jeszcze niedawn w tej okolicy perypetie, związane z „meksykańską falą”, więc - strzeżonego Pan Bóg strzeże.

Jednak najwłaściwszą i długofalową reakcją na „profanum” jest oczywiście „sacrum”. I z tym także trafiono w samo sedno. Jeszcze przed wojną projektowano w tym miejscu bazylikę, a współczesną kontynuacją dawnej koncepcji będzie świątynia sztuki, jak ładnie określił Pan Prezydent Wojciech Szczurek, budowę Gdyńskiego Centrum Filmowego.

Dla ambitnych urbanistów i architektów rejon Placu Grunwaldzkiego był od lat łakomym kąskiem dla rozwijania myśli twórczej. Nie szczędzili więc cichych wojen i głośnych polemik, które niczym węzeł gordyjski przecięły decyzje, umożliwiające „połączyć cele społeczne z czynnikiem dochodowym”. Pewnie dlatego inwestycję, zwaną wcześniej Gdyńską Szkołą Filmową przechrzczono (znów element sacrum!) na wspomniane wyżej GCF. Do jej infrastruktury niezbędnej dla uczelni dyr. Leszka Kopcia, doodano trzy sale kinowe, biura, sklep, restaurację oraz podziemny parking a nawet stację szynową kolejki, co może symbolizować, że absolwenci wysoko zaj(a)dą.

Na nic jednak zdałyby się ambitne plany i wspaniałe projekty, gdyby nie Jessica, milionerka – filantropka. Joint European Suport for Sustainable Investment in City Areas, czyli wspólne europejskie wsparcie trwałych inwestycji realizowanych w obszarach miejskich. Fachowo nazywany - instrumentem inżynierii finansowej, opracowanym przez Komisję Europejską, Europejski Bank Inwestycyjny oraz Bank Rozwoju Rady Europy.

I o tym instrumencie, w ślicznie przebudowanym westybulu Teatru Muzycznego, mówiono najwięcej i tak czule, jak o jakimś stradivariusie dla sekcji pierwszych skrzypiec dyr. Bogdana Gasika.  

Wczesne popołudnie upłynęło w miłej i serdecznej atmosferze, bo przy okazji testowano funkcjonowanie klimatyzacji na poziomie drugiego piętra. Ale też można się było czegoś dowiedzieć o kulinarnych gustach zaproszonych gości. Na przykład przy pulkach ze śledziem wyszło na jaw, że ulubionym smakołykiem Marszałka Mieczysława Struka jest dobrze wypłukany węgorz po dłuższym „stażu” w solankowej zalewie.

Wieczorem zaś na scenie pojawili się „Chłopi”. Ponoć zgodnie z dawno ustalonymi planami repertuarowymi. Ale czy na pewno, skoro wiadomo, że w wyścigu Reymonta do Nagrody Nobla pokonali „Czarodziejską górę”. A więc są także dowodem na to, że czy góra czarodziejska, czy nawet Kamienna, wcale nie musi urodzić myszy.